Małgorzata Wanke-Jakubowska:„Sposób PiS na emerytury. Zakażą emerytom dorabiania?” – straszą w artykule opublikowanym na łamach Gazety Wyborczej

emerytura23.jpg

„Sposób PiS na emerytury. Zakażą emerytom dorabiania?” – straszy w artykule opublikowanym na łamach Gazety Wyborczej z 9 lutego Dominika Wielowieyska, wyjaśniając, że rozważane są dwa warianty:bardziej radykalny, czyli przewidujący całkowity zakaz łączenia zarobkowania z pobieraniem emerytury, oraz łagodniejszy, z ograniczeniem zarobków, podobnie jak w przypadku wcześniejszych emerytur. Chciałoby się powiedzieć, NARESZCIE!

Ja i moja siostra zwracałyśmy uwagę na ten problem od dawna. W tekście „System emerytalny” opublikowanym na łamach portalu Wszystko co Najważniejsze w ramach projektu „100 IDEI DLA POLSKI”, sformułowałyśmy cztery postulaty, które powinna uwzględniać reforma systemu emerytalnego:

  • powiązanie wieku emerytalnego ze stażem pracy, wraz z możliwością wyboru przez pracownika, kiedy odejdzie na emeryturę, pod warunkiem przepracowania przez niego np. 35 lat i osiągnięcia wieku co najmniej 60 lat,

  • wprowadzenie zasady automatycznego zawieszania emerytury, gdy zarobki pracującego emeryta przekraczają wysokość średniego wynagrodzenia krajowego, i ograniczanie wysokości emerytury, gdy zarobki te są większe od trzech czwartych tej średniej,

  • przegląd i ograniczenie przywilejów emerytalnych różnych grup zawodowych, służb mundurowych i innych,

  • reformę KRUS polegającą na objęciu tą specjalną formą ubezpieczenia tylko rolników z tzw. gospodarstw socjalnych (ok. 7 proc. ogółu gospodarstw rolnych); pozostali, w tym nierolnicy korzystający z rolniczych przywilejów, powinni zostać włączeni do powszechnego systemu ubezpieczeń.

W tekście zamieszczonym na tym blogu „Emerytury dla matek wychowujących dzieci” ponowiłam ten postulat, dodając propozycję oskładkowania zarobków powyżej 250 proc. średniej krajowej z i przeznaczeniem tych środków na fundusz solidarnościowy dla matek na bezpłatnych urlopach macierzyńskich. Ten okres wlicza się już od jakiegoś czasu jako składkowy, ale środki na ten cel pochodzą z budżetu, mogłyby zaś z proponowanego przeze mnie funduszu solidarnościowego. Wszak emerytury nie są wypłacane ze zgromadzonych przez emerytów składek, tylko z tych, które są na bieżąco ściągane od aktualnie pracujących.

Ale wracając do zasadniczego tematu poruszonego przez Dominikę Wielowieyską, przypomnijmy, że do wejścia w życie reformy z 1998 roku, przejście na emeryturę oznaczało zakończenie aktywności zawodowej. Wyjątkowo emeryci zatrudniali się później na pół etatu bądź umowę-zlecenie, aby trochę dorobić. Reforma z 1998 roku, w której pojawiły się trzy filary i emerytury kapitałowe, sprawiła też inną interpretację emerytur przyznawanych na dotychczasowych zasadach: mężczyznom urodzonym przed 1949 rokiem i kobietom przed 1953. Naliczanie owych emerytur nie ma nic wspólnego z zebranym kapitałem, jest tylko wyliczeniem wskaźnika z dziesięciu kolejnych „najlepszych lat” lub najlepszych dziesięciu z wybranych dwudziestu. Tak wyliczane emerytury są istotnie wyższe niż tzw. kapitałowe od wyliczonego kapitału pochodzącego ze składek uzbieranych przez cały okres zatrudnienia. Tak więc te emerytury są wyraźnie uprzywilejowane w stosunku do tych, które otrzymają młodsi. Tamten system nie był też, jak obecny, promocją dłuższej aktywności zawodowej, bo emerytura w niewielkim stopniu zależała od stażu pracy.

A to właśnie głównie ci ludzie wpadli na sprytny sposób dokładania sobie emerytury do pensji. Nawet bez informowania o tym pracodawcy. Z dniem ukończenia 60 lat przez kobiety i 65 lat przez mężczyzn, naliczona wcześniej emerytura zaczynała wpływać na konto. Kontynuowanie pracy zwiększało co kwartał jej wysokość o kilkanaście zł. Wprowadzenie w 2010 roku wymogu uprzedniego zwolnienia z pracy z powodu przejścia na emeryturę i ponownego zatrudnienia następnego dnia było łatwym i często praktykowanym wybiegiem. Wiem, że na Uniwersytecie Przyrodniczym, gdzie pracowałam, 42 proc. kadry kierowniczej w administracji to emeryci pobierający emerytury. Nie było też problemu z osobami pełniącymi funkcje z wyboru, bowiem dziekan, prorektor czy prodziekan po zwolnieniu i ponownym zatrudnieniu zachowywał stanowisko. Taka była interpretacja resortu nauki. Tak więc cała armia ludzi zarabiających sporo powyżej 250 proc. średniej krajowej (składka na ZUS jest płacona tylko do tej wysokości, a więc tylko z części ich zarobków szły środki na emerytury), te świadczenia spokojnie sobie pobiera.

Ustawa obniżająca wiek emerytalny sprawi, że będą to mogli robić wcześniej, czyli szybciej dołożyć sobie te trzy, cztery tysiące złotych emerytury do swoich niczym nieograniczonych zarobków. I właśnie ten przywilej, jak dowiaduję się od Dominiki Wielowieyskiej, rządzący chcą ograniczyć.

Obniżenie wieku emerytalnego miało oznaczać wolność wyboru: nadal pracować lub przejść na emeryturę. Dziś wielka grupa uprzywilejowanych (np. służby mundurowe, których emerytury są nie tylko przyznawane wcześniej, ale i są  wyraźnie wyższe), ale także kadra w uczelniach i instytucjach państwowych, nie ma wyboru, tylko dokłada sobie emeryturę do swoich zarobków. Inni, w obawie, że po zwolnieniu się z pracy, pracodawca ponownie już nie zatrudni, z tego przywileju nie korzystają. Najwyższy czas, żeby emeryt dorabiał jedynie na pół etatu lub na zlecenie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby profesor prowadził nadal wykłady, seminaria, nawet przewody doktorskie. Pisał recenzje i artykuły naukowe, ale nie zajmował etatu.

Na taki luksus, aby łączyć emeryturę z nieograniczonym zarobkowaniem, nie pozwalają sobie znacznie bogatsze od nas kraje, Niemcy czy kraje skandynawskie. Bo to luksus i przywilej dla wybranych.

Gdy pracownik osiągnie wiek emerytalny i będzie mógł albo:

  • przejść na emeryturę i ewentualnie, gdy zdrowie pozwoli, dorabiać do wysokości powiedzmy średniej krajowej,

albo

  • pracować dalej i zawiesić naliczoną emeryturę, bo praca sprawia satysfakcję, a zarobki nie pozwalają na łączenie etatu z pobieraniem świadczenia,

to będzie oznaczało możliwość wyboru.

Wiem, że sam pomysł wywoła wrzask „na pól galaktyki”, mainstream zawyje, środowiska akademickie będą słać listy protestacyjne podpisane przez utytułowanych swoich przedstawicieli, a KOD będzie manifestował przeciw zagrożeniu praw obywatelskich i naruszeniu świętej zasady praw nabytych, ale to – moim zdaniem – konieczny ruch, przywracający elementarną sprawiedliwość. I prawdziwy wybór.

Wszak emerytura to świadczenie pomyślane na czas po zakończeniu aktywności zawodowej, a nie lukratywny dodatek dla uprzywilejowanych.

autor: Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ