16.7 C
Wrocław
Brytyjski europoseł: „Sytuacja Polaków na Wyspach się nie zmieni. Nie chcemy karać...

Brytyjski europoseł: „Sytuacja Polaków na Wyspach się nie zmieni. Nie chcemy karać ludzi, którzy nie tylko ciężko pracują, ale płacą podatki”

GB Flaga.png

Brytyjczycy zawsze postrzegali Unię Europejską głównie w wymiarze wolnego rynku, czyli relacji handlowych. Kampania referendalna spowodowała, że nagle zorientowali się jak duży wpływ unijne instytucje mają na ich los, na narodowe ustawodawstwo. To dotyczyło także polityki imigracyjnej

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl europoseł brytyjskiej Partii Konserwatywnej Andrew Lewer.

wPolityce.pl: Dziś do Warszawy przybyła nowa premier Wielkiej Brytanii Theresa May, by rozmawiać z szefową polskiego rządu Beatą Szydło o Brexicie i jego skutkach. Polacy żyją w przekonaniu, że Brexit to wyraz niechęci Brytyjczyków do instytucji unijnych. W Londynie jednak podkreśla się, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE to reakcja na masową imigrację, głównie z Europy Wschodniej. Czy da się te dwie perspektywy pogodzić?

Andrew Lewer: Wydaje mi się, że te dwie perspektywy da się ze sobą pogodzić. Brexit to wyraz woli Brytyjczyków odzyskania kontroli nad własnym losem, własnym państwem, własnymi granicami. A więc odzyskania kontroli nad polityką imigracyjną. O naszej polityce imigracyjnej decydowała jak dotąd Bruksela, czyli „Brexit” jest w pewnym sensie wyrazem niechęci do unijnych instytucji. Brytyjczycy zawsze postrzegali Unię Europejską głównie w wymiarze wolnego rynku, czyli relacji handlowych. Kampania referendalna spowodowała, że nagle zorientowali się jak duży wpływ unijne instytucje mają na ich los, na narodowe ustawodawstwo. To dotyczyło także polityki imigracyjnej. Zamiast mieć system imigracyjny podobny do australijskiego, gdzie można wybierać kogo się wpuszcza do kraju według systemu punktowego, mieliśmy wolny przepływ osób. Bez żadnej kontroli. W Australii po wprowadzeniu systemu punktowego liczba imigrantów wcale nie spadła, tylko ich jakość się zmieniła. Zamiast wpuszczać każdego wpuszczali tylko fachowców, których im brakowało. My chcemy tego samego.

Polska oczekuje od Wielkiej Brytanii, że mimo „Brexitu” dalej będzie silnym partnerem w NATO, czyli będzie podzielała nasze podejście do problemów bezpieczeństwa europejskiego. Oraz, że w okresie przed wejściem Brexitu w życie, nie pogorszy się sytuacja Polaków na Wyspach. Theresa May jest gotowa te oczekiwania spełnić?

Moim zdaniem nie ma powodów, by sądzić inaczej, pani premier May to już zresztą wielokrotnie sygnalizowała. Jeśli chodzi o brytyjskie zaangażowanie w NATO, to traktujemy tę kwestię równie poważnie jak Polska. Mamy tu bardzo podobne nastawienie, także do Rosji. Wielka Brytania popierała wejście Polski do NATO. Artykuł 5 Traktatu Waszyngtońskiego jest dla nas kluczowy, podobnie jak dla Warszawy. Zamierzamy dalej spełniać nasze sojusznicze zobowiązania, bez względu na okoliczności. Tu nie widzę żadnych problemów na horyzoncie. Jeśli chodzi zaś o status Polaków na wyspach, to musicie zrozumieć, że Brytyjczycy nie stali się nagle – z dnia na dzień – ksenofobiczni i postanowili wyrzucić Polaków. Nie, Brytyjczycy są generalnie pozytywnie nastawieni do Polaków, których postrzegają jako uczciwych i ciężko pracujących ludzi. Nie o to chodzi, tylko o – jak już mówiłem – odzyskanie kontroli nad procesami migracyjnymi. Polski rząd musi to zrozumieć. O to chodziło w referendum. Myślę, że w przyszłości Polacy wciąż będą mogli przyjeżdżać na wyspy, ale tylko w odpowiedzi na konkretną ofertę pracy w ramach kontrolowanego procesu imigracyjnego. Wolnego przepływu osób oraz nieograniczonego dostępu do brytyjskiego systemu socjalnego już nie będzie. To my będziemy decydowali kto przyjedzie i kiedy.

Theresa May powiedziała jednak, że „chce i zamierza być w stanie zagwarantować prawa obywateli UE już żyjących na terenie Wielkiej Brytanii”. Co to konkretnie oznacza?

To znaczy, że dla Polaków żyjących już na wyspach nic się nie zmieni. Nie wyobrażam sobie, byśmy karali ludzi, którzy nie tylko ciężko pracują, ale płaca podatki i wysyłają tu swoje dzieci do szkół. Nie o to chodzi, tylko o ograniczenie dalszego napływu imigrantów. Robimy wyraźną różnicę między tymi, którzy już tu są a tymi, którzy chcieliby tu jeszcze przyjechać.

Celem gabinetu premier Szydło jest także przekonywanie Londynu, że nie należy spieszyć się z Brexitem, ponieważ gdyby Wlk. Brytania wyszła z UE przed 2020 rokiem, to trzeba byłoby zmienić zasady przyznawania funduszy unijnych, a tym samym do Polski popłynęłoby mniej pieniędzy z budżetu. Jakie są szanse na „powolny” Brexit?

Kwestie budżetowe zajmą więcej czasu niż kwestie handlowe i traktatowe. Brytyjski rząd chce rozwiązać problem dostępu Wielkiej Brytanii do wspólnego rynku jak najszybciej, podobnie jak umowy o handlu z poszczególnymi krajami członkowskimi. To w negocjacjach nad „Brexitem” ma zdecydowanie priorytet. Chodzi o to, by podtrzymać zaufanie biznesu i sektora finansowego do brytyjskiej gospodarki. Jeśli chodzi zaś o ramy finansowe Unii do 2020 roku, to „wychodzenie” z nich zajmie o wiele więcej czasu i będzie stopniowe. Nie martwiłbym się na miejscu Polaków o fundusze strukturalne, w ramach takich programów jak „Horyzont 2020” i innych. To są zdefiniowane, zamknięte programy, zaplanowane z góry na określony czas. Nie można ich tak po prostu rozwiązać ani zmienić, zanim dotrą do swojego zaplanowanego końca. Żadnych renegocjacji przed 2020 rokiem tu nie będzie.

Rozmawiała Aleksandra Rybińska

źródło: wpolityce.pl

fot: Wikipedia

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ