Dzika reprywatyzacja w Warszawie – to jest wina PIS-u

13884555_1325093160841657_1205295631_n.jpg

Prezydent Warszawy, dla której afera reprywatyzacyjna może być początkiem politycznego końca, w ostatnich dniach przedstawia się jako… obrończyni warszawiaków przed reprywatyzacyjną patologią, za którą odpowiedzialność przerzuca na prezydenta i rząd. Nagłe olśnienie czy raczej próba odwrócenia uwagi od nieprawidłowości w rządzonym przez HGW mieście?

Wystąpienie prezydent stolicy po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego wyglądało na doskonale zaplanowane. Hanna Gronkiewicz-Waltz, której ekipa odpowiada choćby za skandaliczny zwrot działki na pl. Defilad (d. Chmielna 70), od dziesięciu lat prezydent miasta, w którym reprywatyzacja zamiast być zwrotem ukradzionych przez komunistów majątków, jest ponurym spektaklem, w którym roszczenia skupowane są przez dziwnych ludzi, a przejmowanie majątków wiąże się z ludzkimi dramatami, nagle przedstawiła się jako obrończyni warszawiaków przed reprywatyzacyjną patologią.

– Chciałam prosić pana prezydenta Andrzeja Dudę o spotkanie, żeby wytłumaczyć, jak to jest ważne dla Warszawy, dla tysięcy warszawiaków, żeby ta ustawa została podpisana – mówiła dziennikarzom w nieprzypadkowym miejscu – konferencja odbyła się na terenie przedszkola przy ul. Dubois, do którego gruntu są roszczenia. – To będzie taki papierek lakmusowy dla PiS-u, czy rzeczywiście chce rozwiązać problemy warszawiaków, którzy są na terenach objętych roszczeniami – powiedziała Gronkiewicz-Waltz.

Samorządowcy z Prawa i Sprawiedliwości nie kryją oburzenia.
– To odwracanie kota ogonem, gdyby pani prezydent faktycznie chodziło o wyjaśnienie do bólu wątpliwości reprywatyzacyjnych, już dawno wyjaśniłaby okoliczności odzyskania przez jej męża kamienicy przy Noakowskiego 16. A z tego, co wiem, ta sprawa wciąż budzi wątpliwości – mówi Dodatkowi Warszawskiemu Cezary Jurkiewicz, przewodniczący klubu radnych PiS w Radzie Warszawy. Z kolei zdaniem dr. Wojciecha Jabłońskiego, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, działanie Hanny Gronkiewicz-Waltz jest próbą odwrócenia odpowiedzialności za własne błędy i przerzucenia jej na politycznych przeciwników.

– To ewidentna ucieczka do przodu. Hanna Gronkiewicz-Waltz chce pożenić wyrok TK w sprawie tzw. małej reprywatyzacji z obciążającą wizerunkowo ratusz sprawą zwrotu działki na pl. Defilad, za którą państwo polskie zapłaciło podwójnie – mówi Dodatkowi Warszawskiemu dr Wojciech Jabłoński.

– Gronkiewicz-Waltz liczy, że sprawę medialnie przedstawi w ten sposób, że jako prezydent próbuje sprawę dzikiej reprywatyzacji uporządkować. A za brak pod ustawą podpisu prezydenta, który moim zdaniem ustawy nie podpisze, będzie próbowała winić obóz rządzący. W mojej opinii taktyka ta nie będzie jednak skuteczna – tłumaczy ekspert. – Prezydent Warszawy słusznie zorientowała się, że dzika reprywatyzacja, szczególnie sprawa działki przy pl. Defilad, są dla rządzącej miastem ekipy potwornym obciążeniem. Zorientowała się w tym jednak zbyt późno. Sprawą moim zdaniem zainteresują się prokuratorzy, wyborcy z kolei zapamiętają wydane przez miasto miliony na zwrot, który nie powinien był nastąpić. Cała sprawa może stanowić gwóźdź do trumny dla dalszej prezydentury Gronkiewicz-Waltz – podsumowuje politolog.
 

foto: youtube

źródło: http://niezalezna.pl/84062-narozrabialam-oj-tam-powiem-ze-wina-pis-u

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ