Agnieszka Wojciechowska van Heukelom: W ubiegłym tygodniu TK orzekł o zgodności z Konstytucją zapisów tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej. Orzeczenie to wywołało liczne kontrowersje w wielu środowiskach

sady.png

W ubiegłym tygodniu TK orzekł o zgodności z Konstytucją zapisów tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej. Orzeczenie to wywołało liczne kontrowersje w wielu środowiskach: byłych właścicieli, organizacji pozarządowych, urzędników. 

Małą ustawę reprywatyzacyjną wymyślono pod koniec rządów PO. Jej zapisy zakładały możliwość zwrotu nieruchomości albo zadośćuczynienia właścicielom pozbawionym majątku na mocy zapisów wprowadzonych przed laty dekretem Bieruta.  Na własność państwa przeszło wtedy ok. 40 tys. prywatnych gruntów leżących w przedwojennych granicach Warszawy. Ówczesne władze wyjaśniały, że celem dekretu miało być uzyskanie możliwości dysponowania terenami w celu jak najszybszej odbudowy stolicy ze zniszczeń wojennych.

Od kilku lat o zwrot nieruchomości bądź odszkodowania za nie zabiegają potomkowie dawnych właścicieli. Coraz częściej też wyciągają po nie rękę dobrze zorganizowani oszuści. 
Ministerstwo Skarbu Państwa szacuje wartość wniosków odszkodowawczych na terenie Warszawy na 40 mld zł! Odszkodowania wypłacane z tytułu roszczeń spadkobierców nieruchomości zajętych dekretem Bieruta w Warszawie, wynoszą co roku od 250 do 600 mln zł.  Mała ustawa reprywatyzacyjna, uchwalona przez Sejm na zakończenie poprzedniej kadencji, miałaby doprowadzić do zaspokojenia roszczeń. Jednak wśród samych działaczy PO pojawiły się odmienne poglądy w tej sprawie. Prezydent Komorowski pod wpływem środowisk dawnych właścicieli odmówił jej podpisania i skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Zastrzeżenia co do niektórych zapisów wyraził też ówczesny Prokurator Generalny.

Wątpliwe działania urzędników 

O wprowadzenie w życie zapisów tej ustawy i uznanie jej za zgodną z Konstytucją zabiegała gorliwie prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Orzeczenie TK sprzed kilku dni niezwykle ją ucieszyło, bo ma „zamknąć usta wrogom”.  Chodzi zapewne o CBA, które od tygodni intensywnie pracuje w warszawskim ratuszu. Funkcjonariusze sprawdzają liczne dokumenty związane z reprywatyzacją. Po przejęciu rządów przez PiS Minister Skarbu rozpoczął kontrolę odszkodowań z rządowego funduszu reprywatyzacyjnego, bo wyszło na jaw, że rząd PO dokładał się do stołecznej reprywatyzacji od 2014 r. W ostatnich dwóch latach Warszawa wypłaciła ponad 553 mln zł odszkodowań!  Minister Skarbu zaniepokojony sytuacją odmówił wypłaty ostatnich 200 mln zł, o które zwróciła się prezydent Warszawy. Tym bardziej, że co chwilę wybuchają nowe skandale związane z tą sprawą.

Kilka tygodni temu głośno było na temat oddania przez ratusz tzw. „spadkobiercom” działki o wartości 295 mln zł na Placu Defilad (dawna ulica Chmielna) tuż obok Pałacu Kultury. Jedna z organizacji pozarządowych ujawniła, że za tę samą działkę wypłacono już przed laty solidne odszkodowanie, a urzędnicy warszawskiego ratusza nie mogli o tym nie wiedzieć. Oburzenie opinii publicznej wywołało zaangażowanie w ten proceder Dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej.  Minister Skarbu potwierdza, że trudno ustalić, jak zrealizowano umowy indemnizacyjne tj. odszkodowania za zawłaszczone mienie, wypłacane latami przez Polskę innym państwom z tytułu zajętych nieruchomości. Warto się zastanowić, co zmieni się w tej sprawie po wprowadzeniu w życie nowych zapisów, o które tak zabiegała prezydent stolicy, skoro przez tyle lat niewiele uporządkowano?

Zaniedbania i lekceważenie prawa

Nie uszczelniono procesów odszkodowawczych, nie wyciągnięto wniosków płynących z masowych wyłudzeń nieruchomości przez zorganizowane grupy przestępcze, nie zweryfikowano działań stołecznych urzędników. Nie zrobiono też nic, aby zapobiec angażowaniu się całych kancelarii prawniczych w powszechny handel roszczeniami oraz przestępczy proceder. 
Z powodu poprawności politycznej nie zweryfikowano też działań Gmin Wyznaniowych Żydowskich w zakresie restytucji żydowskiego mienia, choć coraz częściej pojawiały się sygnały o fałszywych rabinach, poświadczeniach nieprawdy i nieuczciwych działaniach podejmowanych przez samozwańczych reprezentantów interesu narodu wybranego.  Zadziwiająca jest też postawa Trybunału Konstytucyjnego w sprawie dekretu Bieruta na przestrzeni ostatnich lat.

Już w czerwcu 2011 roku TK orzekł, że właściciele wszystkich nieruchomości, które przeszły na własność państwa na podstawie dekretu Bieruta, powinni mieć prawo do odszkodowań. Chodziło o nieruchomości przejęte przez państwo po 1958 r. Sąd konstytucyjny zalecił wówczas zmianę przepisów prawa. Jednak za czasów rządów PO PSL Sejm wcale nie stosował się do wyroku Trybunału. Co ciekawe, mimo braku stosownych przepisów w czasie 8-letnich rządów PO liczba wypłacanych odszkodowań za nieruchomości wzrastała. Mała ustawa reprywatyzacyjna miała uporządkować stan własności w Warszawie i pomóc w ochronie terenów publicznych przed reprywatyzacją. Dlatego zgodnie z jej zapisem zwrotom na podstawie dekretu Bieruta nie podlegają m.in. grunty pod gmachami administracji publicznej, szkołami, przedszkolami, szpitalami, parki i skwery.

Nie będzie możliwości roszczeń do tych nieruchomości, o które przez blisko 70 lat nikt się nie upomniał (dotyczy około 2 tysięcy parceli i kamienic na terenie stolicy).  Nowe przepisy zakładają, że spadkobiercy albo właściciele roszczeń do takich gruntów mieliby dostać kilkumiesięczny termin, by się o nie upomnieć. W ciągu kolejnych trzech miesięcy musieliby udowodnić prawa do majątku. Brak reakcji w terminie umożliwi przejęcie tych nieruchomości przez miasto. Takie zapisy mogłyby ewidentnie ukrócić handel roszczeniami, a zwłaszcza przejmowanie nieruchomości przez osobę ustanawiająca się jej kuratorem do czasu odnalezienia właścicieli. 

Diabeł tkwi w szczegółach 

Niestety nowa ustawa daje stołecznym urzędnikom pełną swobodę działania w obrocie nieruchomościami, a to przecież ich błędy wielokrotnie doprowadzały do nieprawidłowego przekazywania działek i kamienic. Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz była bohaterką skandalu związanego z nielegalnym przejęciem i pospieszną sprzedażą pożydowskiej kamienicy przy ul. Noakowskiego. W tym samym czasie, gdy mąż prezydent Warszawy zabiegał o jej „odzyskanie”, prawowity spadkobierca bezskutecznie domagał się uznania swych roszczeń. Rodzina Gronkiewicz-Waltz błyskawicznie sprzedała udziały w kamienicy poniżej jej realnej ceny. Tłumaczyli po fakcie, jakoby nie wiedzieli o istniejących roszczeniach, bo urzędnicy ich nie informowali. Perspektywa nieograniczonego przejmowania przedwojennych majątków przez stołecznych urzędników, których działania w tym zakresie budzą poważne wątpliwości, jest przerażająca.

Prezydent Warszawy nie kryje zadowolenia, bo już wkrótce większość stołecznych nieruchomości znajdzie się w jej dyspozycji. A kto naprawdę będzie beneficjentem nowych zapisów prawa?
W obronie interesu publicznego leży rzetelna analiza dotychczasowych działań, które umożliwiły szkodliwą, dziką reprywatyzację. Dopiero wtedy można się uczciwie zmierzyć ze skutkami dekretu Bieruta i opracować takie mechanizmy, które pozwolą uchronić wieloletnich lokatorów, właścicieli nieruchomości oraz miasto przed licznymi oszustwami.  Postawa Trybunału Konstytucyjnego budzi oczywiste wątpliwości. Gdy Sejm poprzedniej kadencji nie zastosował się do wyroku z 2011 r, nie reagował. Teraz pośpiesznie orzekł o zgodności z Konstytucją przepisów uchwalonych w ostatniej chwili przez poprzednią ekipę. 

Wszystko wiruje jakby w takt Waltza. Pytanie, kto dyryguje orkiestrą.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ