Piotr Sutowicz: Dwa fundamentalizmy – Walczące ze swymi społeczeństwami lewicowe elity europejskie z chęcią sięgnęły po zdesperowane masy maszerujące z  południa na północ, by za ich pomocą przyśpieszyć śmierć cywilizacji

Piotr Sutowicz.jpg

W ostatnim czasie w mediach i tzw. debacie publicznej niezwykle często używa się terminu „islamski fundamentalizm”. Jak zawsze przy takich słowach-kluczach trudno jest jednoznacznie określić, co wypowiadający się mają na myśli, szczególnie że w każdym wypadku może chodzić o coś innego.

Czasami tego terminu używa się na określenie ustroju politycznego tzw. Państwa Islamskiego, często odnosi się go do terroryzmu, którym w imię Allacha posługują się wyznawcy islamu na całym świecie. Niekiedy też oddaje się tym mianem radykalne doktryny społeczne, bazujące na wybiórczej analizie niektórych fragmentów Koranu. Tym, co łączy każde użycie tego pojęcia, jest przemoc jako widoczny efekt teorii na nim zbudowanej. W obiegu publicznym nie spotykamy się z głębszą dyskusją nad tym, kto, z kim i dlaczego.

Niewiele usłyszymy o różnicach pomiędzy szyizmem a sunnityzmem, nie poznamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego ISIS nie jest usposobione przyjacielsko do Arabii Saudyjskiej, choć w jednym i drugim wypadku mamy podobno do czynienia z fundamentalizmem (tu dodam od siebie, iż oba podmioty noszą charakter sunnicki, uważając podobno za swego śmiertelnego wroga szyicki Iran). Oczywiście, przy głębszym rozpoznaniu wszystko stanie się nieco jaśniejsze i dla bardziej dociekliwego obserwatora możliwe do zrozumienia.

Religia jako narzędzie ideologii

Przede wszystkim wydaje się, że klucz do rozpoznania tzw. fundamentalizmu islamskiego leży nie tylko w samej religii. Mamy tu do czynienia z ogromnym ładunkiem ideologii, która często używa tej pierwszej dla swoich celów. Tak naprawdę nie chodzi tu tylko o islam, lecz o osiągnięcie zamierzeń politycznych przez niektóre grupy chroniące się za jego parawanem. Jak można zideologizować chrześcijaństwo, tak samo można to zrobić z islamem czy pewnie jakąkolwiek inną religią.

W wypadku wyznawców Allacha manipulacja jest prostsza do wykonania, ponieważ religia ta nie posiada najwyższego autorytetu, jakim dla nas jest Urząd Nauczycielski Kościoła. Staje się ona w związku z tym ogromnym polem do wszelkich interpretacji ze strony różnych lokalnych przywódców, zaś uzurpacja władzy nad całym islamem w wykonaniu ISIS zdaje się być jedynie dolaniem oliwy do ognia, którym płonie Bliski Wschód i Afryka Północna, choć – jak się wydaje – nie jest to koniec i najbliż- sza przyszłość nie wróży niczego innego, jak dalszą eskalację przemocy. Skoro w wypadku fundamentalizmu islamskiego mamy do czynienia z tak niejednorodnym zjawiskiem, to można zapytać, czy jest jakiś wspólny mianownik – oprócz głoszenia tej ideologii wszelkimi sposobami, także i siłą – który by ją jakoś wyraziście charakteryzował względem nas. Otóż wydaje się, iż owym iunctum, łączącym na zasadzie negatywnej zespół poglądów przypisywanych tzw. fundamentalizmowi islamskiemu, jest nienawiść do świata Zachodu i postrzeganie go jako źródła nieszczęść, które przydarzają się wyznawcom islamu.

Zachód staje się uosobieniem zła, z którym należy walczyć wszelkimi dostępnymi środkami, także narażając się na śmierć, byle tylko nieść zagładę tak rozumianemu głównemu wrogowi. Oczywiście, jak w każdej rewolucyjnej doktrynie, ścisłe rozpoznanie, kto dokładnie i dlaczego zalicza się do tak skonstruowanej osi zła, jest nieprecyzyjne. Zależnie od odłamu wrogiem może zostać każdy, komu przypisze się cechę zdrady „prawdziwego islamu” i sojusznika zachodnich krzyżowców, a pierwszymi ofiarami takiego postrzegania przeciwnika są oczywiście bliskowschodni chrześcijanie. Polityka poszczególnych odłamów radykalnych doktryn politycznych islamu ewidentnie prowadzi do końca historii chrześcijaństwa na tych ziemiach, a trzeba pamiętać, że wyznawcy Chrystusa byli tam od początku, czyli od niemal dwóch tysięcy lat. W dalszej kolejności niszczone są uznawane za nieprawomyślne szkoły wewnątrz islamu, a następnie wyznaczeni według subiektywnych kryteriów wszyscy inni. Tu najczęściej kryją się rozgrywki polityczne w poszczególnych frakcjach, które chcą zdobyć dominującą pozycję, a tym samym władzę nad ludnością i terytorium. W ramach tej globalnej już wojny z wrogiem fundamentalizm islamski nie pozostaje jedynie w pozycji obronnej na terytoriach o historycznej dominacji islamu, lecz nie waha się przenieść swej walki na terytorium dość jasno sprecyzowanego wroga. Wojownicy świętej wojny przerzucani wraz z masami uchodźców mają za zadanie destabilizować zachodnią Europę i uczynić ją zupełnie bezbronną, a tym samym bezużyteczną jako siła do walki z islamem. Czy za taką postawą kryje się dziedzictwo kolonializmu i czysta zemsta, czy inne przyczyny – pozostaje kwestią dalszych rozważań.

Ideologia przeciwko cywilizacji

Warto w tym kontekście przyjrzeć się mapie i szlakom marszu tzw. uchodź- ców, imigrantów czy uciekinierów – spór o słowa wydaje się tu drugorzędny. I tak należy zauważyć, że w strefie ich zainteresowań znajduje się dokładnie zachodnia Europa, przy czym bez znaczenia wydaje się fakt, czy dany kraj był kiedyś imperium kolonialnym, czy też nie. Tak się składa, że ekscesy o charakterze terrorystycznym i po prostu bandyckim mają miejsce zarówno w Niemczech, jak i Wielkiej Brytanii, Szwecji i Francji, choć ten ostatni kraj z pewnością najbardziej cierpi na tym konflikcie. Klucz do problemu leży, jak się wydaje, w innej doktrynie, na pozór przeciwstawnej do opisanej, która rozpościera swe panowanie właśnie w wymienionych krajach europejskich. Chodzi oczywiście o fundamentalizm laicki. Zeszłoroczne ataki na wychodzące w Paryżu czasopismo, mieniące się być „satyrycznym”, a tak naprawdę mające oblicze bluźniercze względem religii monoteistycznych, jest tu z pewnością widomym znakiem takiego starcia. 

Podobnie jak w przypadku fundamentalizmu islamskiego, całkowita definicja fundamentalizmu laickiego, który w dużym stopniu skolonizował Europę, jest trudna. I tu punktem odniesienia jest religia, tyle że w tym wydaniu traktowana jako wróg, źródło zniewolenia, które jak najszybciej należy wyeliminować z życia publicznego, a z czasem w ogóle z życia człowieka. Jednym z przejawów świeckiego fundamentalizmu jest dekonstrukcja wartości, cywilizacji i pojęcia zdrowego rozsądku. W tym celu dokonuje się masowej manipulacji na kulturze, tożsamości etnicznej i narodowej, historii i wreszcie płci. 

Skutkiem takich zabiegów ma być coś, co św. Jan Paweł II nazwał „cywilizacją śmierci”, czego oczywiście nie mówi się w przekazie publicznym. Ponieważ wymienionej dekonstrukcji należy w opinii architektów takiego porządku dokonać jak najszybciej, trzeba zbierać siły i gromadzić różnych, choć- by najbardziej abstrakcyjnych sojuszników. W tym miejscu nastąpiło bardzo ciekawe przyciągnięcie się zupełnych przeciwności. Walczące ze swymi społeczeństwami lewicowe elity europejskie z chęcią sięgnęły po zdesperowane masy maszerujące z południa na północ, by za ich pomocą przyśpieszyć śmierć cywilizacji, dokonać czegoś w rodzaju wspomaganego samobójstwa. Multikulturalizm proponowany jako rozwiązanie polityczne na przyszłość był tylko metodą na wykonanie wyroku. Przynajmniej tak to wygląda w tej chwili z pozycji obserwatora.

Kwestia, w jaki sposób doszło do panowania lewicowych elit nad społeczeństwami w Europie, wciąż pozostaje przedmiotem badań historyków idei, tropicieli spisków i publicystów. Klucza do rozjaśnienia problemu niektórzy poszukują w koncepcji marszu przez instytucje, opracowanej w połowie ubiegłego wieku przez włoskiego marksistę Antonia Gramsciego, a później rozwijanej w Niemczech przez Rudiego Dutschke. Twórcy i późniejsi realizatorzy tej koncepcji zdali sobie sprawę, iż zmian społecznych zgodnych z duchem rewolucji marksistowskiej nie można i nie powinno się dokonywać metodą zbrojną przez zrewolucjonizowany proletariat, lecz przez opanowywanie poszczególnych instytucji w żmudnym procesie, który może trwać dziesiątki lat. U źródeł takiej postawy z pewnością leży nienawiść przynajmniej niektórych Europejczyków do własnej tożsamości, niekiedy wręcz odrzucenie człowieczeństwa jako takiego. Czy społeczeństwa europejskie są w stanie wzbudzić w sobie mechanizmy obronne, trudno powiedzieć. Ewentualne każde instynktowne działanie obronne określane jest przez laickich fundamentalistów mianem fundamentalizmu religijnego. Mamy tu do czynienia z klasycznym przykładem sytuacji, w której złodziej krzyczy, by łapać złodzieja.

Polski punkt widzenia

Na koniec warto kilka słów poświęcić tej części Europy, która nie stała się terenem tak otwartej „pracy” dwu opisanych fundamentalizmów. Z pewnością ma to kilka przyczyn. Często, wbrew przechwałkom minionego rządu, czyniącym np. z naszego kraju „zieloną wyspę”, podkreśla się fakt, iż dla emigrantów i uciekinierów ekonomicznych, podobnie jak reszta krajów Europy Środkowej, jesteśmy za biedni. Być może jest to część prawdy. Z drugiej strony mniejszym i większym postępowcom nie udało się na tyle zepsuć i rozbroić moralnie społeczeństwa polskiego, by bezboleśnie mogło ono poddać się operacji na mózgu, której celem miałoby być wycięcie instynktu samozachowawczego. Po prostu Polacy nie oszaleli w wystarczającym stopniu. Sposób, w jaki zdecydowali się odsunąć od władzy dotychczasową elitę polityczną bez względu na ocenę nowej, też o czymś świadczy. Taka postawa pewnie chroni nas też przed drugim z wymienionych fundamentalizmów, co potwierdzają pewne opinie, jakie podobno mają krą- żyć wśród uchodźców, iż Polskę należy omijać, bo tu żyją sami katolicy. I oby tak pozostało!

autor: Piotr Sutowicz

źródło: http://e-civitas.pl/wp-content/uploads/2016/01/LUTY_OSTATECZNA_na-E_CIVITAS.pdf

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ