O programie Rodzina 500+ z innej perspektywy

500 plus.png

Moja znajoma skrytykowała w rozmowie ze mną program Rodzina 500+, który już trwa dobre kilka miesięcy, argumentując, że jej syn zarabia 20 tys. zł miesięcznie, ma dwoje dzieci i po co mu te 500 zł. Lepiej na przedszkola, żłobki, albo pomoc dla biednych rodzin. Ale jak państwo daje, to weźmie. No i krytykuje i narzeka na rozdawnictwo pieniędzy. Jeszcze wtedy nie słyszałam o decyzji Zbigniewa Ziobry, który 500 zł na swoje drugie dziecko przekazał niepełnosprawnemu siedmiolatkowi, ale pomyślałam o synu owej znajomej, że może zrobić dokładnie tak samo.

Każdy ma w swoim otoczeniu ludzi mniej zamożnych od siebie. Nie tylko politycy dobrze zarabiają, jest sporo osób, jak choćby ten młody informatyk, którym dobrze się powodzi. I właśnie oni mogą pomóc tym, którzy tego potrzebują. Są samotne matki wychowujące jedno dziecko, których dochody tylko nieznacznie przekraczają graniczne 800 zł na osobę. Są rodziny z jednym, ale niepełnosprawnym dzieckiem, których dochodowość ledwie przewyższa 1200 zł. Można wziąć owe 500 zł przy dwójce, czy 1000 zł przy trójce dzieci i przeznaczyć dla takich rodzin.

Wtedy, gdy odbywała się ta rozmowa, byłam pod wrażeniem artykułu w „Gościu Niedzielnym” o niezwykłym geście młodego właściciela firmy z Oławy, Tomasza Wilgosza, który przyjął dwie chrześcijańskie rodziny z Syrii.

Ma żonę i trójkę dzieci, ale gdy dowiedział się o dramacie w Syrii, postanowił coś zrobić. Skontaktował się z Fundacją Estera. W jej ramach można na trzy sposoby pomagać uchodźcom: deklarując wsparcie finansowe, dając mieszkanie albo zobowiązać się do całkowitej opieki – od mieszkania po utrzymanie. Tomasz wybrał tę trzecią opcję. Akurat teściowa z powodów zdrowotnych musiała z nimi zamieszkać i pozostało jej puste mieszkanie. Pierwotnie zamierzał je wynająć, teraz zamieszkała tam syryjska rodzina. Druga zamieszkała w innym mieszkaniu. Cały czas te sześć osób pozostaje na jego utrzymaniu. Początkowo było zainteresowanie otoczenia, które świadczyło pomoc, ale teraz, po upływie dziesięciu miesięcy, wszystko spadło na niego. Jak mówi, Pan Bóg go wspiera, akurat teraz posypały się w firmie zlecenia.

Może więc, zamiast narzekać na niepotrzebne 500 zł od państwa, lepiej wspomóc kogoś takiego jak wielkoduszny Tomasz Wilgosz?

Pomysłów, co zrobić z „niepotrzebnymi” pieniędzmi od państwa z programu Rodzina 500+ jest wiele. Potrzebujących, którym z czystym sercem można je przekazać, nie brakuje. I – tak sobie myślę – politycy robią sobie z tego publicity, ale taki zwykły przedstawiciel klasy średniej może ewangelicznie, po prostu dać, bez rozgłosu. W myśl zasady, że nie wie prawa ręka, co czyni lewa. To lepsze niż krytyka i narzekanie.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ