Czas utopii. W poszukiwaniu utraconej przyszłości. Dzień drugi

czas-utopii-2.jpg

Drugi dzień konferencji pt: Czas utopii. W poszukiwaniu utraconej przyszłości. Uczestnicy wysłuchali wykładów o ewolucji utopii, na przykładzie Europy i świata. Kiedy i czy była ona nadzieją, a jeżeli tak, to jakie zasady ją wyróżniały.

Wiele uwagi poświęcono kwestii odpowiedzialności, zwłaszcza politycznej. Mówił o tym Arno Münster. Przywołał tytuły Stanisława Lema, z których wynikało – i on się z tym zgadza, mówił – że utopia odpowiedzialności musi spotkać się z zasadą nadziei. Świat dotknięty złem (przemocą, agresją, terrorem) czeka zagłada. I tutaj alternatywą jest TINA (akronim sloganu „There is no alternative” , z ang. nie ma alternatywy, który był używany przez Margaret Thatcher).

Münster postawił tezę, że wszystkie utopie powstawały w czasach totalitaryzmu, w związku z tym były bezrefleksyjne, przez to odrzucane. Swoisty błąd myśleniowy w przekazywaniu  ideałów, powiedział. Ludzie nie przyjmowali, bo nie wierzyli w to co widzą i słyszą. Różnice były zbyt duże. Robotnikom mówiono o globalizacji, o 6-godzinnym rytmie pracy, o zrównaniu klas, i to w czasie bezrobocia i głodu. Proponowany lepszy świat nie znalazł zrozumienia. Utopia i dystopia w jednym.

Znany z wczorajszego wystąpienia Leonidas Donkis, w wykładzie pt: Śmierć utopii lub życie z TINA zmierzył się z tematem zerojedynkowo. Postawił tezę, że ludzkość czeka jeden wybór. Albo śmierć albo życie z TINA.

Generalnie zastanawiano się, czy ludzkość ma alternatywę dla odchodzącego neoliberalnego świata. Zastanawiano się co nastąpi potem?! Politycznie, gospodarczo, kulturowo. Gdzie będzie wtedy Europa, czy centrum zostanie przesunięte na zachód, czy przeciwnie. Przypomniano pisarzy, dwóch kultur i dwóch światów. Vaclava Havla jako przykład utopii usprawiedliwionej i George Orwella jako przykład antyutopii i dystopii. Paneliści uznali, iż totalitarny socjalo-komunizm Orwella również zaważył na jakości życia, tyle że na zachodzie inaczej.

W popołudniowej części konferencji ciekawą prezentację przedstawiła Katarzyna Szymielewicz. Postawiła pytania o wizję przyszłości i kto ją kreuje oraz w jakim kierunku zmierzamy. Można było słyszeć znane skąd inąd marketingowe twierdzenie, że popyt kształtuje podaż. Toteż (mówi) wmawiają nam nasze potrzeby. Przez ogrom reklam, przez odpowiednie treści, w odpowiednich porach, do bardzo określonych odbiorców. To jest technoutopia, bo produkty już mamy, korzystamy ale pojawiają się nowsze doskonalsze. Oddziałują tak abyśmy chcieli więcej, lepiej, szybciej. Mechanizm inteligentnego domu – wiemy jak działa. A to poszło jeszcze dalej. Dzisiaj możemy sterować życiem naszego domu, będąc daleko. Jest też robot, który wszystko o nas wie, skanuje nas i wszystkich którzy do niego wejdą. Nawet zapyta o samopoczucie i czy czasem nie ma się myśli samobójczej. I nie mówimy o prototypie, mówimy o seryjnej produkcji doskonałego we wszystkim robota, jedynego sprzymierzeńca człowieka. Bo dzięki niemu dziecko zaśnie i obudzi się. Jaka oszczędność czasu dla nas. Dzięki niemu nie zapomnimy dodać przyprawy do potraw, on widzi wszystko, on wie wszystko.

Szymielewicz puentuje: to jest niebezpieczne bo powierzamy nasze dane firmie zewnętrznej. Zatem, należałoby ograniczyć panowanie technologii nad człowiekiem. Postęp techniczny musi być kontrolowany, bo szkody już są widoczne. A dane osobowe zgromadzone w jednym miejscu mogą świadomie lub nieświadomie być wykorzystane przeciwko jednostce i społeczeństwu.

 

Małgorzata Paw

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ