Dr Flis o PO i Nowoczesnej: Nie ma żadnego uzasadnienia, aby istniały dwie partie podobnej wielkości, tak bardzo podobne do siebie

Schepet.png

Ten smok się zrobił wielogłowy i szansa, że jedna głowa będzie dominująca – jakoś się oddaliła

— mówi portalowi wPolityce.pl dr Jarosław Flis, socjolog z UJ.

wPolityce.pl: Ostatni sondaż TVN Polska pokazuje wyraźną różnicę pomiędzy notowaniami PO a Nowoczesnej. Partia Schetyny ma 18 proc. poparcia, ugrupowanie Ryszarda Petru – 8. Myśli pan, że to już trwała tendencja? Że PO ostatecznie wygrywa rywalizację o przywództwo wśród opozycji? Na początku kadencji wyglądało, że może zostać zdetronizowana…

Dr Jarosław Flis, socjolog, UJ: Tego oczywiście do końca się nie da przewidzieć. Ale mamy doświadczenia z przeszłości z czasów, kiedy rozpoczęła się rywalizacja na lewicy – pomiędzy Ruchem Palikota a SLD. Zaraz po wyborach na fali nowości wydawało ta przewaga ukształtuje się na rzecz Ruchu Palikota i gdzieś tak rok po wyborach zaczęła się kruszyć. Różnica między PO i N jest jeszcze taka, że PO jest na poziomie lokalnym jest partią władzy i obecną. Na pewno nie miała też za sobą takiego kryzysu jak SLD. Platforma straciła jedna trzecią wyborców, ale pozostała duża partią i jest główną siłą opozycyjną wobec PiS w parlamencie. Stąd nadzieje czy to Ryszarda Petru czy przeciwników Platformy nie do końca się się sprawdzają. Nawet doświadczenia PiS czy to z Solidarna Polską czy z PJN pokazują,że to jest łatwo zacząć ale ciągnąc dłużej niż rok, to jest wielki wysiłek.

Polski wyborca jest konserwatywny? W tym sensie, że nie lubi nowych formacji?

Lubi, ale do pewnego poziomu. Część wyborców oczywiście sobie cały czas krąży i dzięki nim te 10-cio procentowe ugrupowania pojawiają się i budzą nadzieję, natomiast większość wyborców głosuje tak, jak poprzednim razem. I to nie jest tylko polska specyfika… Oczywiście to nie jest taka skala stabilności jak w USA, ale też nie takie rozchwianie jak np. ostatnio w Hiszpanii, czy na Słowacji.

Ale Platforma przeżyła kilka poważnych tąpnięć. Ostatnio dość głośne rozstanie z Michałem Kamińskim, wcześniej awantura wokół wrocławskich struktur.

No, jeśli chodzi o Michała Kamińskiego, to on dzikiego entuzjazmu w PO raczej nie budził. Gdyby porównać to z odejściem Ziobry, czy wcześniej założycieli PJN – to  to jest zupełnie inna skala. On był wzięty „na przyczepkę” przez Ewę Kopacz, natomiast w PO był ciałem obcym. Jacek Protasiewicz nie był też osobą, którą by ktoś postrzegał w kategoriach lidera. To nie ta skala problemów jaka miał PiS po wyborach 2007 r kiedy straciło Dorna, Ujazdowskiego, Zalewskiego. To byli wiceprzewodniczący.

No tak, ale PO przeszła też zmianę lidera. A to już ma znaczenie. PiS tego nigdy „nie przerabiał”. Tymczasem Platforma najpierw straciła Tuska, potem przeszła pod mniej lub bardziej udany zarząd Ewy Kopacz, a teraz ma Grzegorza Schetynę, który też nie jest przez wszystkich kochany… Wydawało się, ze to może być początek trwałej erozji. Ale na razie PO trwa…

Najbliższe wybory są za dwa lata. Ale widać też, że ten metabolizm polityczny w przypadku PiS jest dużo szybszy niż w przypadku innych partii. Tzn. elementy takie jak „arogancja władzy” odrywanie się od rzeczywistości i cała masa innych rzeczy. Wszystkie partie rządzące to przechodziły ale trzeba przyznać, że nikt tak szybko, jak PiS. Bo, żeby cały kredyt zaufania, który się dostaje po wyborach w ciągu roku przepuścić…

Już go PiS przepuścił? Sondaże ma na razie stabilne…

PiS miał 37 proc. , a teraz ma 34. Platforma po dwóch latach rządzenia, w wyborach do Parlamentu Europejskiego miała 44 proc., a w sondażach regularnie więcej niż w wyborach. Zresztą PiS też dostał na początku taki bonus, ale te wszystkie wątpliwe konflikty – niezależnie, czy je wywołał czy został w nie wciągnięty ale sobie z nimi nie poradził – zaowocowały stratą. I utrzymuje się na powierzchni tylko dlatego, że walka pomiędzy PO i Nowoczesną – pozostaje na razie nie rozstrzygnięta. Ale ona za dwa lata, tak czy owak się rozstrzygnie. Albo jedna strona zje drugą, albo dojdzie do jakiegoś sojuszu, jakiejś nowej siły. Bo nie ma żadnego uzasadnienia, aby istniały dwie partie podobnej wielkości, tak bardzo podobne do siebie.

A czy sam Ryszard Petru się już trochę nie „zdewaluował”? Był niewątpliwie bardzo aktywny medialnie, ale jego zdolność do popełniania gaf stała się już legendarna…

Sukces Nowoczesnej polegał niewątpliwie na aktywności medialnej. Natomiast partia, żeby zaistnieć na dłuższą metę musi mieć bardziej rozbudowane struktury. Przykładowo w Krakowie: PO ma swojego marszałka województwa, ma wiceprzewodniczącego rady miejskiej, klub radnych itd. Oni cały czas są obecni w mediach na poziomie lokalnym. Zabierają głos w różnych sprawach, abstrahując od tego czy w te czy winną stronę ale są obecni, są jakąś siłą. A obecności Nowoczesnej nie widać… Były pojedyncze osoby. Ale potem pojawił się jeszcze problem KOD-u. Ten smok się zrobił wielogłowy i szansa, że jedna głowa będzie dominująca – jakoś się oddaliła. Zwłaszcza, że lider Nowoczesnej choć ma pewne zalety, to jednak nie takie, żeby one zwalały z nóg konkurencję. Dodatkowo osłabia go konieczność toczenia walki na dwa fronty – zarówno z PiS, jak i z PO. I ta opozycja się jakoś tak rozmywa. Ale to ciągle jest tak, że w jednym sondażu jest 2:1 dla PO, w innym PO lekko prowadzi. Ważniejsze jest , że razem ich poparcie oscyluje gdzieś wokół wyniku PiS. Ponieważ są podzieleni, to daje rządzącym wrażenie wielkiej przewagi. Ale jednak średnia sondaży pokazuje z grubsza równowagę pomiędzy jednymi i drugimi. Gdyby sytuacja między PO, a Nowoczesną w jakikolwiek sposób się rozstrzygnęła – czy to przez powrót Tuska, czy też znalezienie jakiejś własnej wspólnej „Nowackiej” wtedy jest materiał do rozwoju…

Sądzi pan, że jesienią głównym motorem napędzającym opozycję będzie nadal sprawa Trybunału Konstytucyjnego? Czy ten temat już się wypala?

To jest wojna pozycyjna, która już upuściła dość krwi … Ale wymarzonego Blitzkriegu nie ma. Nic z tego nie wyszło. Po stronie rządzących widać dalej pokusy z uruchamianiem prokuratury. Gdyby Prawo i Sprawiedliwość chciało się pakować w tę ścieżkę to znaczy, że wpakuje się już w naprawdę poważne tarapaty.

Można się zżymać, że zagraniczne media dają raczej wiarę opowieściom Gazety Wyborczej niż Gazety Polskiej, ale rządzący nie potrafili przez rok nic z tym zrobić. Tzn. sytuacja w tej sprawie nie zmieniła się ani o centymetr, a nawet pogorszyła. Obóz rządzący jest stuprocentowo nieskuteczny w przekazywaniu swojej narracji dalej niż do „Do Rzeczy” w „wSieci” i „Gazety Polskiej”.

Pytanie, na ile to wyborców jeszcze ekscytuje?

Ekscytuje to czy jest konflikt czy nie jest. Konflikt zawsze działa na niekorzyść rządzących. Wracając do tego co może się zdarzyć na jesieni. Sprawa trybunału na pewno będzie się jeszcze tlić. Wszystko zależy od kolejnych kroków. Na razie żadna strona nie jest w stanie dokonać przełomu. I obie strony mogą na tym stracić. Pytanie czy ktoś będzie zyskiwał. Bo są jeszcze dwa ugrupowania, które na razie pozostają w cieniu. Kukiz15’ , którego notowania wciąż się umacniają, który może osiągnąć status czegoś więcej niż formacji na jedne wyborcy. Ale ten potencjał wciąż jest niewykorzystany. I jest PSL, który po pierwszych wahaniach zaczyna toczyć tę samą grę, co Pawlak w 2007 roku – że nie wiadomo kto wygra wybory, ale wiadomo jaki będzie koalicjant. Na podgrzewaniu konfliktu PiS „Antypis” wcale nie jest powiedziane, że PSL musi się sparzyć. Może się jeszcze okazać, że jest języczkiem uwagi…

rozmawiała Anna Sarzyńska

 

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ