Andrzej Gelberg: Olimpiada w Meksyku, czyli cud zdarza się raz

mex2.jpg

Na każdej olimpiadzie zdarzają się rzeczy niezwykłe – zaskakujące porażki faworytów i nieoczekiwane zwycięstwa zawodników, na których nikt by nie postawił. Dla nich olimpijski sukces jest zazwyczaj początkiem długo potem trwającej kariery sportowej.

Historię, którą chcę przypomnieć, opowiedział mi zmarły przed paru laty Bohdan Tomaszewski, król naszych sprawozdawców sportowych. Zdarzyło się to na Olimpiadzie w Meksyku w roku 1968. Zanim przejdziemy do szczegółów, warto odnotować, że organizatorzy tego sportowego święta są zawsze jakoś tam, przyjmijmy, że przez los, faworyzowani. Potwierdza to liczba medali zdobytych przez ich reprezentacje narodowe – niemal z reguły większa niż na wcześniejszych, a także późniejszych olimpiadach. Reprezentacja Meksyku była skromna, a wśród niej tylko nieliczni mogli aspirować do walki o medale.

Publiczne ślubowanie

Jednym z nich był siedemnastoletni pływak Felipe Munoz Kapamas specjalizujący się w pływaniu stylem klasycznym (popularnie nazywanym „żabką”) na dystansie 100 metrów. Trzeba podkreślić, że tylko na tym dystansie młody Meksykanin mógł się w owym czasie pochwalić wynikami mieszczącymi się pod koniec pierwszej dziesiątki osiągnięć innych czołowych na świecie „żabkarzy”.

Już w eliminacjach spotkało Munoza niepowodzenie, właściwie powinien był odpaść i zakończyć swoją olimpijską przygodę, ale organizatorzy ad hoc dokonali zmiany w regulaminie, zwiększyli liczę ćwierćfinałów, w których… Munoz odpadł.

I wtedy siedemnastolatek, wcześniej nawet nie zgłaszany do zawodów na 200 metrów stylem klasycznym, złożył, trzymając w ręku Biblię, publiczne ślubowanie, że wystartuje na 200 metrów, a jeśli nie zdobędzie złotego medalu, to… popełni samobójstwo.

Groźba ta potraktowana została bardzo poważnie, zważywszy na specyficzny meksykański stosunek do życia i śmierci, któremu dał wyraz inny Meksykanin, zagorzały kibic narodowej drużyny kolarskiej, który kilka dni wcześniej strzelił sobie w łeb, kiedy jego ukochana drużyna kolarska przegrała z kretesem.

Awans do finału

Sprawa tego niecodziennego ślubowania stała się głośna, rozpisywały się o niej miejscowe gazety, w dzienniku „El Diaro” ktoś anonimowo wykupił całostronicowe ogłoszenie, w którym zapelował do siedemnastolatka, żeby wycofał się ze swojego ślubowania. Munoz je zlekceważył i wystartował w eliminacjach na 200 metrów, po których – z najsłabszym czasem – właściwie cudem przeczołgał się do ćwierćfinału. Wrzawa wokół deklaracji pływaka nabierała śmiertelnej powagi i wtedy publicznie zabrał głos prezydent Meksyku, Gustavo Lopez Mateos, prosząc Munoza o opamiętanie. Bez skutku.

A tymczasem młody pływak uzyskał w ćwierćfinale słabiutki czas, jednak dający prawo do wystartowania w półfinale. Dla wszystkich stało się jasne, że wszystko zmierza do tragicznego finału i wtedy zabrał głos prymas, kardynał Miguel Dario Miranda Gomez, zwalniając go ze złożonego ślubowania. Na próżno, Munoz był jak skała. Wystartował w półfinale i – znowu z najgorszym czasem – awansował do finału.

Wszystko wskazywało, że niewiarygodny fart siedemnastolatka dotarcia do finału z najsłabszym czasem już dalej nie jest mu w stanie pomóc i wszystko zmierza do dramatycznego końca. W mediach pojawiły się wprawdzie spekulacje: czy wobec determinacji Munoza pozostali finaliści ulegną swoistemu szantażowi i nie chcąc mieć na sumieniu jego życia, pozwolą mu wygrać? Ale taki scenariusz był w istocie absurdalny, a pozostali finaliści, pytani przez dziennikarzy jak będą płynąć, odwracali się na pięcie. Los siedemnastolatka był przesądzony.

Munoz wystartował z najgorszego 8 toru. To, co się wydarzyło przez niewiele ponad dwie minuty, było czymś niewiarygodnym – poza wyobraźnią.

Bo młody Meksykanin wygrał!!!

WYGRAŁ!!!

Pobił swoją „życiówkę” na tym dystansie o ponad 10 sekund, ustanawiając nowy rekord olimpijski, co unieważniało wcześniejsze rozważania o możliwości „podłożenia się” rywali. Jak tego dokonał? – tego nie wiemy i pozostanie już na zawsze tajemnicą. Czy był na dopingu?

W 1968 r. badania antydopingowe były w powijakach, ale też produkcja farmaceutycznych środków dopingowych dopiero się zaczynała. Czy mógł z nich skorzystać siedemnastoletni pływak z Meksyku? Wydaje się to wątpliwe, chyba że zażył jakieś tajemnicze napoje Majów.

Trzeba jednak dodać, że po zdobyciu złotego medalu, Munoz nie odnotował kolejnych sukcesów sportowych.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ