4.5 C
Wrocław
Dr hab. Chwedoruk: To początek końca kariery politycznej HGW. „Afera reprywatyzacyjna kryje...

Dr hab. Chwedoruk: To początek końca kariery politycznej HGW. „Afera reprywatyzacyjna kryje wiele bardzo ponurych tajemnic”

Warto zwrócić uwagę na kontekst powszechnych wyborów prezydenckich w polskich miastach – dają prezydentom miast olbrzymią władzę, a jednocześnie olbrzymią odpowiedzialność. Polityk dysponujący tak olbrzymią władzą musi unikać sytuacji, w której mówi: „To nie ja, to niższe szczeble władzy”, ponieważ jego wpływ na obsadę niższych szczebli jest niemal nieograniczony

— mówi politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Rafał Chwedoruk w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce.pl: Przekonała Pana konferencja prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która przekonywała, że nie ma nic wspólnego z przestępstwami reprywatyzacyjnymi w stolicy?

Dr hab. Rafał Chwedoruk: Zwolnienie trzech urzędników i rozwiązanie Biura Gospodarki Nieruchomościami to działania idące w dobrym kierunku, problem polega na tym, że decyzje zostały podjęte wiele miesięcy za późno, generalnie patrząc na proces reprywatyzacji można powiedzieć, że to działania spóźnione o całe lata. Różni oponenci Hanny Gronkiewicz-Waltz w zasadzie zgodnie powołują się na argument, że pełni funkcję prezydenta Warszawy od dziesięciu lat i miała dostatecznie dużo czasu, żeby załatwić wszystkie negatywne sprawy. Można w tym momencie odnieść wrażenie, że pani prezydent stolicy nie zrozumiała głębi zmian, jakie się dokonały w polskiej polityce i w życiu społecznym. W różnych okresach naszej transformacji politycy w odmienny sposób musieli wchodzić w relacje ze społeczeństwem. Inaczej to wyglądało w latach dziewięćdziesiątych, a inaczej w okresie, w którym Hanny Gronkiewicz-Waltz zaczęła robić największą karierę, czyli w XXI wieku. Jej kariera przypadła na okres, kiedy większość Polaków nie oczekiwała niczego od polityków, uważali, że najlepszy jest rząd, który najmniej rządzi. Po wielopoziomowym kryzysie, również politycznym, w Polsce i na świecie, hasło „nie róbmy polityki, budujmy mosty” przestało mieć znaczenie. Myślę, że obserwujemy początek końca wielkiej kariery politycznej Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Takimi działaniami jak próba scedowania odpowiedzialności na poziom urzędniczy i sposób prowadzenia konferencji chyba nie ułatwi własnej partii walki o przetrwanie, bo chyba taka jest stawka w politycznej grze. Warto zwrócić uwagę na kontekst powszechnych wyborów prezydenckich w polskich miastach – dają prezydentom miast olbrzymią władzę, a jednocześnie olbrzymią odpowiedzialność. Polityk dysponujący tak olbrzymią władzą musi unikać sytuacji, w której mówi: „To nie ja, to niższe szczeble władzy”, ponieważ jego wpływ na obsadę niższych szczebli jest niemal nieograniczony.

To koniec kariery politycznej pani Hanny Gronkiewicz-Waltz?

Aby dalej być w wielkiej polityce, pani prezydent musiałaby wykonać kilka kroków do tyłu, z powrotem walczyć o społeczną legitymację, czy to w roli posła, senatora czy europosła. Mówię o krokach w tył, bo jednak prezydentura Warszawy daje z wielu powodów władzę nieporównywalnie większą niż czołowe role w partiach politycznych. Warto zwrócić uwagę na pewne niebezpieczeństwo, jakie pojawia się w dyskursie o ostatnich latach prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz i ostatnich aferach, jakie jej towarzyszą. Niebezpieczeństwem może być to, że sprawa reprywatyzacji zostanie zredukowana do kwestii personalnych i partyjnych. Raport o reprywatyzacji byłaby chyba najlepszym dokumentem na temat realnego stanu państwa polskiego i polskich samorządów. Dostarczyłby wielu informacji z dziedziny polityki społecznej, ekonomii, bezpieczeństwa ekonomicznego państwa czy informacji z działania różnych służb państwowych, sądownictwa czy polityki międzynarodowej.

Pojawia się pytanie czy organizacje międzynarodowe, a także inne państwa próbowały wywierać na Polskę jakikolwiek nacisk w sprawie reprywatyzacji. Sprowadzenie reprywatyzacji do jednego problemu personalnego byłoby dysfunkcjonalne. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja pogłębi chaos wśród partii opozycyjnych, ponieważ może dostarczyć przynajmniej krótkoterminowo słabnącej Nowoczesnej argumentów w rywalizacji z PO, choć oczywiście wielu liberalnych wyborców, którzy nie są zagrożeni reprywatyzacją, ponieważ mieszkają w innych dzielnicach z młodszą architekturą, nie będą problemem zainteresowani.

No właśnie, jak to wszystko wpłynie na stosunki między Nowoczesną a PO?

Czasem zimne wojny przeradzają się w gorące. Nowoczesna jest alter ego Platformy Obywatelskiej, pojawiła się w polityce zabierając PO część wyborców, głównie tych z przedziału 30-40 lat z wielkich miast. Sondaże w ostatnich kilku miesiącach pokazują, że jeżeli PO zyskuje, to Nowoczesna traci i odwrotnie. Partia Ryszarda Petru, która przeżywa gigantyczny kryzys wizerunkowy, która nie potrafi się wybić ponad polityczną reprezentację mitycznych „lemingów” otrzymuje teraz możliwość krytyki PO i to krytyki w miejscu, gdzie mieszka wielu wyborców partii liberalnych. Od początku polskiej transformacji, podobnie jak w prawie wszystkich stolicach państw postkomunistycznych, wybory wygrywają partie liberalne, dlatego dla PO i Nowoczesnej toczy się bardzo ważna walka. Problem reprywatyzacji dotyka jednak mieszkańców starszych dzielnic, którzy generalnie albo nie chodzą na wybory, albo głosują na PiS. Nie sądzę, żeby reprywatyzacja spowodowała odejście wyborców liberalnych od ich dotychczasowej orientacji politycznej.

**Władzę w Warszawie obejmie komisarz?

Być może pojawią się merytoryczne przesłanki, które uprawomocnią wprowadzenie komisarza. Jednak z punktu widzenia obozu politycznego sprawującego władzę w Polsce byłoby to trochę niezręczne.

Dlaczego?

PiS zbudowało olbrzymi kapitał społecznego zaufania w poprzednich dwóch kadencjach, kiedy rządziła koalicja POPSL, szczególnie udało się to PiSowi w drugiej kadencji Sejmu, np. przejmując rolę obrońcy szeroko pojętych praw obywatelskich, co było widoczne przy protestach różnych grup społecznych, przy obronie praw związków zawodowych. Nie ulega wątpliwości, że cały obóz liberalny, co już słychać w wypowiedziach Nowoczesnej, natychmiast wykorzysta wprowadzenie komisarza do próby przywrócenia stygmatu PiS z lat 2005-2007. Często jest tak w polityce, że pójście na konfrontację, kiedy nie ma się pewności zwycięstwa, niekoniecznie przynosi sukces. Warszawa jest jednak miastem liberalnym, w którym sukces PiSu i objęcie władzy przez tę partię byłby możliwy gdyby doszło do trwałego podziału orientacji liberalnej.

PiS musiałby zaproponować warszawiakom sensownego kandydata.

Właśnie, kandydata, który wzbiłby się ponad liczny w Warszawie elektorat, który od czasów Lecha Kaczyńskiego jednak nie wystarcza do zwycięstwa. Referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, które odbyło się przed trzema laty powinno być taką przestrogą. W tym sensie wprowadzenie komisarza byłoby dysfunkcjonalne, jednak często w polityce sytuacja, w której przeciwnik rządzi, ale nie jest w stanie efektywnie sprawować swojej władzy jest korzystne dla politycznych oponentów. Kiedy jakiś polityk był krytykowany za wszystko co zrobił, w języku polskiej publicystyki politycznej określało się taką sytuację terminem „grillowanie”. Uważam, że obecnie ten termin dobrze oddaje stosunki PiS-Hanna Gronkiewicz-Waltz. Utrzymywanie się przy władzy prezydent stolicy daje innym partiom, w tym PiSowi, możliwość permanentnej krytyki niemal za każde działanie i stygmatyzowania rządzących w Warszawie przywoływaniem kwestii reprywatyzacji.

Możemy domniemywać, że afera reprywatyzacyjna kryje wiele bardzo ponurych tajemnic. Jeżeli będzie rzeczywiście rzetelnie do końca wyjaśniana, to chyba nikt nie jest w stanie do końca przewidzieć, co w sobie kryje, ani jakie będą jej ostateczne skutki polityczne i prawne. Pojawia się tylko pytanie, czy osoby wyjaśniające ją będą miały odpowiednie środki, żeby ją wyjaśnić i czy wystarczy im odwagi politycznej, żeby wyjaśnić sprawę reprywatyzacji do końca. Może się okazać, że ta afera jest bardziej zdolna wstrząsnąć polską polityką niż wszystkie inne z ostatnich lat. Wystarczy spojrzeć na kontekst ustaw indeminizacyjnych, kiedy w okresie powojennej biedy, Polska spłacała gigantyczne odszkodowania innym krajom, a dziś okazuje się, że ważne postacie życia publicznego nie były w stanie zweryfikować dosyć prostej do sprawdzenia informacji czy dana nieruchomość może być reprywatyzowana, czy nie. Może się okazać, że wizerunek naszej transformacji będzie jeszcze mniej lukrowany.

Rozmawiał Tomasz Plaskota.

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ