Artur Miś: w krajach, które nie mają u siebie odpowiednika „Gazety Wyborczej”, narodowej symboliki nikt się nie wstydzi.

gazeta wyborcza 1.jpg

„Elity” III RP, wiernej kontynuatorki mentalności PRL-owskiej, wpadły na nowy pomysł walki z patriotycznymi skłonnościami polskiej młodzieży.

Wcześniej nie przyniosła efektu opinia Agnieszki Holland, że koszulki z symbolami Armii Krajowej noszą młodzieńcy o skłonnościach faszystowskich. Niewiele wskórała też kreowana przez „Wyborczą” na wielką gwiazdę Maria Peszek nieukrywająca, gdzie ma kraj swojego urodzenia.

Niespecjalnie zaowocowała też zabawa „pięćdziesięcioletniego młodzieńca” w świetle kamer wkładającego chorągiewki z narodowymi barwami w psie odchody. Nie przypadły też myślącej części młodzieży kpiny Marka Kondrata, rzucającego pytanka w rodzaju: „Czy jeśli mam zjeść kaczkę, to najpierw muszę stanąć na baczność i zasalutować, bo to jest polska kaczka?” Wszystkie te „podchody” pozostały bez echa. Teraz więc efekt ma przynieść akcja na rzecz rzekomego szacunku dla symboli.

Zastrzeżony patriotyzm

Kpinami, szyderstwami i ubolewaniem że młodzi Polacy zaczęli chodzić w koszulkach z nadrukami odwołującymi się do polskiej historii Radio TOK FM wypełniło całe mnóstwo swoich audycji. Oczywiście noszenie t-shirtów z sowieckimi gwiazdami, sierpem i młotem, portretami Che Guevary czy innych komunistycznych morderców nie wzbudzało w mediach o podobnym rodowodzie analogicznych zastrzeżeń.

Wytykanie rzekomych skłonności do faszyzowania, do bezmyślnego „przebierania się w coś, o czym nie mają pojęcia” stało się normą wobec tych, którym bliscy są żołnierze AK, NSZ, bohaterowie antysowieckiego narodowego powstania lat czterdziestych. Dziś ci sami, którzy kpili z młodzieży oddającej cześć symbolom Polski Walczącej, organizują kampanię „ochrony narodowych symboli”.

Tak, jak w latach PRL-u symbole te mają być zastrzeżone i umieszczone tylko w miejscach wybranych i specjalnych. W domyśle – zamkniętych na cztery spusty. Tak, żeby można było je oglądać jak najrzadziej. A najlepiej – nigdy.

Zakazać dumy narodowej

Autorzy kampanii mającej na celu „ochronę narodowych symboli” obnażyli swoim apelem własną totalniacką mentalność. Chcą zakazać dumy z narodowej przeszłości. Pragną uniemożliwić identyfikowanie się z polską symboliką i codzienne radowanie się chwalebnym dorobkiem minionych pokoleń. Czyli zakazać tego, co jest normą we wszystkich wolnych krajach świata.

Bo w krajach, które nie mają u siebie odpowiednika „Gazety Wyborczej”, narodowej symboliki nikt się nie wstydzi.

Codziennie nad każdą duńską wioską łopoczą dziesiątki narodowych flag. Brytyjskie ulice często przypominają morze wędrujących brytyjskich chorągwi. Gwiaździste sztandary są obecne w domach, zakładach pracy i w samochodach Amerykanów, powiewają na masztach w przydomowych ogródkach, pokrywają niezliczone gadżety. Węgrzy przypinają trójkolorowe kokardy do dziecięcych wózków, a nawet pozwalają sobie przypinać je psom.

Nas to może szokować, ich – nie, bo wielu z nich nawet czworonożnego pupila uważa za część ojczyzny, którą się cieszą i z której są dumni.

W dziesiątkach innych krajów radość z narodowych symboli i barw jest możliwa, bo nie ma tam medialnie uprzywilejowanych „mentorów”, od dziesięcioleci osaczających Polaków swoją pedagogiką wstydu.

Areszt za orzełka w koronie

W październiku 1982 roku Kolegium d.s. Wykroczeń w Wieluniu skazało ucznia tamtejszego Liceum Ogólnokształcącego Romana Kowalczyka na miesiąc aresztu za noszenie w klapie marynarki małego godła jego ojczyzny – orzełka w koronie.

W czasach PRL-u nie wolno bowiem było „nadużywać” symboli narodowych. Z tej samej przyczyny grzywna lub areszt groziły każdemu, kto biało-czerwoną flagę wywiesił w innym terminie, niż zadekretowany reżimową ustawą (czyli w jakieś PRL-owskie „święto”). Wtedy argumentem też był „szacunek dla narodowych znaków”.

Autorzy dzisiejszej „kampanii ochrony symboli” wpisują się w tę samą tradycję, jaką w stanie wojennym kultywowało m.in. wieluńskie Kolegium d.s. Wykroczeń.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ