Jerzy Zelnik o incydentach w Filharmonii i na pogrzebie „Inki”: „To nihilizm i infantylizm. Ci ludzie zachowują się jak dzieci”

Zelnik.jpg

Ci ludzie gniewają się na to, że naród wybrał w wyborach tak, jak wybrał. KOD walczy rzekomo o demokrację, ale kiedy demokracja się realizuje, to jego przedstawiciele są przeciw wyrokom tej demokracji.

– mówi aktor Jerzy Zelnik w rozmowie z portalem wPolityce.pl, komentując wtorkowe zajścia w Filharmonii Narodowej oraz w trakcie niedzielnych państwowych uroczystości związanych z pochówkiem Danuty Siedzikówny „Inka” oraz Feliksa Selmanowicza -„Zagończyk”.

wPolityce.pl: Grśniej w niedzielę, działacze KOD i Mateusz Kijowski chcieli zakłócić ceremonię pogrzebową „Inki” i „Zagończyka”. Czy kultura staje się nowym frontem walki politycznej? Czy dla politycznych celów można deptać sacrum, jak to się właśnie stało?

Jerzy Zelnik:Mamy do czynienia z rodzajem „tańca na grobie”. Tutaj chodzi o to, by pokazywać język wszelkim poczynaniom pozytywnym. Uroczystości związane z historią i kulturą są dla tych ludzi dobrym poligonem. Nie widzą chyba, że przecinają gałąź, na której siedzą. To bardzo infantylne działanie. To już nie chodzi o działania polityczne. To ekstremalny infantylizm i nihilizm. Ci ludzie nie mają żadnego programu, chodzi tylko o to, by „wystawiać goły tyłek”. Tak bawią się dzieci na podwórku.

Obrażeni na Polskę i Polaków?

Tak, to taka złośliwość, za którą nie idzie żaden pozytywny przekaz. Można tylko pokiwać na nich z politowaniem. Wbrew temu co oni mówią, to my żyjemy w demokracji. Nikt w nich kamieniami rzucać nie będzie. Można powiedzieć do nich: ”dzieci, spróbujcie rozumniej działać.”

Tylko, że krzykacze z Filharmonii i z Gdańska nie proponują żadnej koncepcji, szczególnie w warstwie kulturalnej.

„Na złość mamie odmrożę sobie uszy” – to jest dla mnie taka właśnie koncepcja. Ci ludzie gniewają się na to, że naród wybrał w wyborach tak jak wybrał. KOD walczy rzekomo o demokrację, ale kiedy demokracja się realizuje, to jego przedstawiciele są przeciw wyrokom tej demokracji. To sprzeczność sama w sobie.

A czy można mieszać kulturę z polityką?

Ludzie kultury nie powinni obracać się plecami do polityki, bo w końcu też żywią się tym co się w polityce dzieje. Powinni mieć świadomość aktualnej sytuacji politycznej w kraju. Ja zawsze starałem się być zaangażowanym, już od 1968 roku. Polityka mnie szalenie inspirowała do różnych działań. Jeżeli ludzie kultury dają się uwieść demagogii, jaką proponuje opozycja i jej autorytety, to ci ludzie kultury sprowadzają się jedynie do wartości niskiego, codziennego życia. Nie potrafią wznieść się wyżej, bo nie ma w nich wzniosłości ideowej, religijnej i świadomości politycznej. Co więc taki człowiek kultury sobą reprezentuje? On czuje się dobrze wyłącznie w przyziemnej obyczajowości.

Tworzy się nawet wrażenie, że rodzą się jakieś legendy tej „opozycyjnej” kultury. Krystyna Janda robi z siebie męczenniczkę. Kazimierz Kutz wieszczy początek dyktatury i represji, które Prawo i Sprawiedliwość chce wprowadzić.

Jeśli opozycja dojdzie do władzy, to może będziemy mieli do czynienia z dyktaturą. Przecież poprzednia koalicja próbowała wpływać na wszystkie aspekty życia, przejmować je, także w sferze kulturalnej. Były zapisy na niektóre nazwiska. Artystów nie dopuszczało się do mediów i kultury generalnie. W tej chwili nie mamy do czynienia z zemstą prawicy na ludziach kultury. Sytuacja zdecydowanie się poprawiła. To zdrowy objaw, że nikt już w Polsce nie pada na kolanach przed celebrytami kulturalnymi. Dawniej było tak, że ci celebryci uważali się za bogów. Dziś rządzi zdrowa zasada: zrobisz coś dobrze, to to docenimy”. Trzeba pokazać, że się zrobiło dobry spektakl, namalowało dobry obraz i wtedy zostaje to poddane ocenie. Znane nazwisko nie wystarczy.

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ