„Harda” – książka, która zmusza do poszukiwań (recenzja)

HARDA.jpg

Wakacje to dla mnie zawsze czas rodzinnych odwiedzin, chodzenia po górach, no i książek, na które normalnie nie mam czasu. Kilka tygodni wcześniej „ściągam” – najchętniej z internetowych półek – najciekawsze tytuły i po jednym zabieram ze sobą do pociągu. „Harda” Elżbiety Cherezińskiej okazała się całkiem sporym pakunkiem – to w końcu blisko 600 stron. Ale warto było…

Po pierwsze – wizja państwa Mieszka i jego chrztu. W jubileuszowym roku warto do tego wracać i wciąż odwoływać się do fundamentów naszej narodowej tożsamości. W zalewie miałkich dyskusji, jakie dość niepostrzeżenie przetoczyły się przez naukę polską w ostatnim czasie, ktoś powinien oddać głos takiej, ot, pisarce beletrystyki historycznej. Bo ona zrozumiała więcej niż niektóre tuzy uniwersyteckie. Nieważne, czy Mieszko chrzcił się tu czy tam, z rąk tego czy innego biskupa – świadkiem wydarzenia w wizji Cherezińskiej stało się całe jego otoczenie, prosty lud, zgromadzony na brzegu rzeki. Tak buduje się fundamenty narodu, który obserwując zachowanie swego księcia, próbował pojąć doniosłość wydarzenia i przyjąć decyzję jako swoją. Czy tak było naprawdę? Na szczęście pisarz nie musi się nad tym długo zastanawiać. Pisarz obserwuje życie, łączy jego wątki, szuka pojedynczych splotów, widzi więcej… Elżbieta Cherezińska przeniosła mnie do czasu, gdy żyli moi przodkowie, nie – krewni, ale ci, którzy byli świadkami tworzenia mojej/naszej tożsamości. Tam się odnalazłam, a to znaczy, że pisarka poznała miejsca mi bliskie, bliskie tym, którzy potrafią przekroczyć barierę tymczasowości i poczuć świeżość decyzji pierwszego chrześcijańskiego księcia Polan. Przeżyć łaskę chrztu, ale przeżyć ją jako także odpowiedzialność za innych, za naród, za zbiorowość, w której się urodziłam – to właśnie zadanie, które stawia nam dzisiaj autorka „Hardej”. Bez kompleksów rysuje przed czytelnikiem Mieszkową wizję Polski opartej o morze i góry, Polski od Odry po odległe grody na wschodzie. Uczy mieć marzenia, nie bać się Polski wielkiej i dumnej, wiernej Bogu. W wizji, nakreślonej przez Cherezińską, Mieszko nawrócił się prawdziwie i dogłębnie, choć religii Słowian oddaje pisarka ten hołd, że była ona pozbawiona tych diabolicznych praktyk, które ujawniały się na przykład na szwedzkim dworze króla Eryka Zwycięskiego, za którego książę Polan wydał swą córkę, „Hardą”-Świętosławę. Mieszko, poddany próbie wiary, spotkał Chrystusa i ten moment zostawił w jego umyśle niezatarte piętno, które stało się drogowskazem także dla jego decyzji politycznych.

Może ktoś będzie szukał w książce kobiet i ich wyjątkowego miejsca w świecie pozornie należącym do mężczyzn? Nie zawiedzie się. W „Hardej” roi się od niewiast. Począwszy od tytułowej bohaterki, księżniczki Świętosławy, potem królowej szwedzkiej i duńskiej, przez siostry tytułowej bohaterki, macochę Odę, towarzyszki, dwórki, kucharki… Jest ich pełno. Ale na pierwszy i drugi rzut oka widać, że świat oglądany oczami tych kobiet jest tak bogaty, aż urzekający. Z przekąsem można powiedzieć: mężczyźni muszą być z gruntu swej natury bardzo ubodzy. „Harda” jest córką i siostrą, która ma własne zdanie, ale próżno posądzić ją o bunt.

Przeciwnie, ukochana córeczka książęcego tatusia prawie owija go wokół palca, lecz nie manipuluje. Manipulacja to domena złej Ody, niemieckiej żony Mieszka. Świętosława marzy o miłości, ale poddaje się całkowicie woli swego ojca, bo rozumie jego plany – ma dla nowej Polski stanowić oparcie na północy. Swoją drogą, chyba tylko geniusz mógł w X wieku objąć swoim umysłem znaczenie morza dla państwa ulokowanego na Wartą. Chyba, że to tylko pisarska wizja? „Harda” udaje się na dwór pogańskiego króla północy, by tam miesiącami cierpieć patrząc na drzewa obwieszone ludzkimi ofiarami boga Thora. Świętosława długo nie ma własnego spowiednika i księdza, a jedyny chrześcijański dworzanin króla Eryka ostatecznie okazuje się zdrajcą. Ile cierpliwości, kobiecego ciepła i rozumu musiała okazać mężowi, zanim zgodził się na małą świątynkę z byle jakim przywiezionym gdzieś z wyprawy mnichem, nie stroniącym od małych grzeszków, które uczyniły z niego wielkiego grzesznika o równie wielkim sercu! Świętosława myśląca, rozważająca, dobierająca w życiu rodzinnym właściwe środki – dobry podręcznik dla młodych mężatek. Przekonujące jest nawet to, że w końcu stała się zdolna do miłości męża, którego jej dano i zadano, choć tego nie chciała. Świętosława to chrześcijańska królowa, chwilami tylko królowa, bo nie cofa się przed zadaniem śmierci, gdy widzi zagrożenie dla dynastii. Jest autentyczna, głęboka, uczciwie piastowska, nie wymuskana, nie zmyślona.

Jest Świętosława-Storrada w książce Cherezińskiej najważniejszym świadkiem przemian czasu nawrócenia Polan. Ważnym, bo wskazującym zadania, przed którymi stoimy jako naród od tysiąca lat: budzić drzemiące w nas siły, budować na skałach wiary, trwać, ale nie być biernymi, kochać bez sentymentu, za to z rozumem. Tak, to musi być owoc nawrócenia Mieszka i jego ludu. Zdaje się o tym przekonana sama autorka, choć jej wizja jest tylko jej. A jesienią poznamy ciąg dalszy.

Anna Sutowicz

Elżbieta Cherezińska, Harda, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2016, s. 573.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ