Refleksja publicysty – Piotra Lisiewicza – o tym jak ciekawe są rozmowy z KOD-em

piotr lisiewicz 2.jpg

Jakiś czas temu nad morzem rozmawiałem z sympatykami KOD-u. Nie mieli pojęcia, kim jestem. W czasie rozmowy o pogodzie rzuciłem dla zgrywy: „Bo my jesteśmy tu na Zjeździe Rodzin ONR”. Uciekli w popłochu.

ONR przestał być w polskiej debacie realnie istniejącym ugrupowaniem, a stał się figurą retoryczną, środkiem artystycznym. ONR-u trzeba się bać, a za jego działania obciążać PiS. Także po wygonieniu z pogrzebu „Inki” i „Zagończyka” działaczy KOD-u w roli winnego obsadzono ONR.

Tymczasem relacje świadków mówią co innego. „Pogromcą KOD-u okazała się moherowa babcia. Na oko 7 dyszek z okładem. Napadła na kilku kodomitów […] i zerwała im flagę. […] Kogo oni chcą bronić, skoro sami siebie nie potrafią obronić przed moherową 70-latką?” – czytam na wrocławskim portaluFanŚląsk. Babcię wsparli kibice Śląska, a delegacja ONR-u stała wtedy gdzie indziej. Ciągłe wycieranie sobie przez media gęby nazwą ONR ma jednak także inny skutek – lansowanie tej organizacji. Jesteś młody i nie lubisz „GW” oraz TVN-u? To twoje miejsce jest w ONR-ze, ugrupowaniu przejawiającym skądinąd prorosyjskie ciągoty.

Tak establishment stara się kreować wroga, który ma być dla niego wygodny.

foto: you tube
źródło:http://niezalezna.pl/85431-babcia-diabel-i-onr

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ