Kornel Morawiecki: Nie można gubić kontaktu z własną historią

k . m.jpg

Rozmowa z Kornelem Morawieckim, w latach 80. liderem Solidarności Walczącej, marszałkiem seniorem Sejmu RP obecnej kadencji. Na zdjęciu Kornel Morawiecki podczas obchodów 36.rocznicy Porozumień Sierpniowych w Gdyni.

Modnym terminem jest innowacyjność. Pański syn, były prezes banku, a dzisiaj wicepremier Mateusz Morawiecki, mimo, że jest magistrem historii  jak mało kto w polskiej polityce jest przygotowany by ten termin urealnić i wprowadzić w życie. Rozmawiamy w dzień rozpoczęcia nauki szkolnej w nowoczesnym gimnazjum w Kosakowie…

– Rzeczywiście jest imponujące. Nie jestem pewien, czy jest taka szkoła we Wrocławiu (miasto, z którego pochodzi K.Morawiecki – dop. red.). Innowacyjność jest obecna w naszym polskim duchu. Jesteśmy twórczym narodem. Sporo mamy jej w tradycji, szczególnie w naukach wyższych. I to w dyscyplinach ścisłych. Przecież szkoła lwowsko-warszawska, szkoła filozoficzna, to światowej klasy myśl filozoficzna i logika.

Logik Alfred Tarski był wymieniany wśród najwybitniejszych logików…

– Wymienię też Tadeusza Kotarbińskiego, Marię i Stanisława Ossowskich, Kazimierza Twardowskiego, czy Władysława Tatarkiewicza. Dodam i przypomnę matematyczną szkołę lwowską ze Stefanem Banachem i szkołę warszawską. To było coś wspaniałego, przed 1939 rokiem, coś najlepszego na świecie. Także nasz język, nasza literatura, muzyka to są przykłady wysokiej kultury. Niezmiernie odkrywczej. Mamy przecież swoje spojrzenie.

Mówił pan dzisiaj gimnazjalistom z Kosakowa o tradycji, kulturze…

– Mówiłem, że są oni spadkobiercami największej kultury świata, czyli kultury i cywilizacji europejskiej. Wielką swoją nauką, pracą, myślą, talentami. Oni są tego spadkobiercami. A mówiłem też o języku, o polskości, której bronili ich praojcowie na Westerplatte, na Oksywiu.

Łączy pan tradycję z nowoczesnością, niczym w Japonii, gdzie duch i kultura samurajów w połączeniu z technologią przyniosła dawnemu cesarstwu rozkwit nowoczesności? Druga Japonia?

– Nie szarżowałbym z tym hasłem (śmiech). Ale jest to dobry przykład skuteczności. Bardzo ważne jest, aby mieć świadomość ciągłości historycznej i nie gubić kontaktu z własną historią a jednocześnie nie gubić z pola widzenia postępu świata i starać się świat wyprzedzić, coś od siebie przekazać. Mój syn pod tym względem myśli podobnie.

Mateusz, dzisiaj wicepremier, był dobrym uczniem?

– Tak, był bardzo dobrym uczniem. Radził sobie. Studentem też był bardzo dobry. Zdobywał różne stypendia. Ukończył historię na Uniwersytecie Wrocławskim…

Nomen omen był w PRL uniwersytetem imienia Bolesława Bieruta, a chyba jednym z najbardziej zbuntowanych w kraju…

– Na początku jego studiów. Cóż tego patrona sobie studenci nie wybierali, a może właśnie ten patron wywołał w nich ducha przekory.

–  Mateusz potem wyjechał do Szwajcarii?

– Tam nauczył się niemieckiego. Jak sam żartował studiował Europę w Bazylei. Na tyle szybko i dobrze, że ukończył studia w Hamburgu, we Frankfurcie nad Menem, w Stanach Zjednoczonych. Dostał stypendium i ukończył studia podyplomowe prawa europejskiego i ekonomiki integracji gospodarczej. Zrobił szybko dyplom MBA na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu.  Miał dwadzieścia kilka lat, nie pamiętam. Na pewno był przed 30.  Wygrał stypendium w Bazylei bo był najlepszy.  Śmiałem się, że został magister Europae (Mateusz Morawiecki ukończył studia z zakresu prawa międzynarodowego, prawa europejskiego, integracji gospodarczej i walutowej, czyli Master of Advanced European Studies na Uniwersytecie w Bazylei – dop. red). Tam studiowali studenci ze wszystkich krajów Europy. Skończył te studia jako pierwszy z ekonomii i trzeci z prawa. Koncerny mu oferowały olbrzymie pieniądze nie tylko na owe czasy. No i wybrał. Został w bankach i zarabiał. Teraz zarabia o wiele, o wiele mniej.

Rozmawiał Artur S. Górski

źródło: solidarnosc.gda.pl

Foto Zygmunt Pałasz

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ