O uzależnieniu od alkoholu z psychologiem Anną Fedorowicz rozmawia Monika Filipowska

uzaleznienie 23.jpg

Monika Filipowska: Czym jest uzależnienie?

Anna Fedorowicz: Aby w jasny i czytelny sposób zdefiniować to pojęcie, trzeba się posłużyć kryteriami diagnostycznymi. Jest ich sześć. (patrz ramka)

Jeśli stwierdzimy, że naszym zachowaniom odpowiadają przedstawione przez panią kryteria, to znaczy, że jesteśmy uzależnieni?

Aby mieć do czynienia z uzależnieniem, nie muszą występować wszystkie opisane objawy. Wystarczy, że zaobserwujemy u siebie trzy z nich w okresie przynajmniej jednego miesiąca, lub w ciągu ostatniego roku w kilkukrotnych okresach krótszych niż jeden miesiąc.

Czy już wtedy powinniśmy pomyśleć o terapii i skorzystać z pomocy fachowców?

Alkoholizm to choroba, i jak każdą lepiej leczyć. Warto jednak wiedzieć, że alkoholik najczęściej nie zdaje sobie sprawy ze swojego stanu. Często na terapię trafiają ludzie z sądowym nakazem leczenia, przekonani o tym, że są zupełnie zdrowi i mogą w każdej chwili przestać pić… 

Czy zdarza się, że trafia do pani ktoś, kto zauważył, że próbuje kontrolować picie i taka informacja jest dla niego wystarczającym sygnałem do rozpoczęcia terapii?

Oczywiście, ale bardzo rzadko. Ostatnio trafiły do mnie dwie kobiety, które miały zdiagnozowane zażywanie szkodliwe. Co oznacza, że nie wystąpił u nich pełnoobjawowy zespół uzależnienia, ale już poniosły szereg szkód. Jedna z nich na przykład, jeździła pod wpływem alkoholu samochodem. Druga spadła ze schodów i złamała rękę i nie wiedziała jak to się stało. 

Przyjście na terapię w takim momencie oznacza łatwiejsze leczenie i krótszą drogę wyjścia na prostą?

Tak, to jest znacznie krótsza droga, pod jednym wszak warunkiem: bezwzględnego (nawet po zakończonej terapii) utrzymywania abstynencji.

Czyli alkoholik już nigdy nie będzie mógł się napić? 

Nigdy. Czasami nawet nieświadome zjedzenie cukierka z alkoholem jest złamaniem abstynencji i może wyzwolić głód. Wtedy alkoholik, do końca nie zdając sobie sprawy z tego co się dzieje, zaczyna szukać możliwości wypicia. Taki człowiek nie może pić w sposób kontrolowany, on tę kontrolę już raz na zawsze utracił. Najczęściej bardzo trudno jest się z tym faktem pogodzić. W zasadzie cały pierwszy etap terapii polega na oswajaniu pacjenta z tą informacją. Doprowadzenia go do takiego etapu, żeby uznał swoją bezsilność wobec alkoholu. Dalsza droga prowadzi do zaakceptowania tego stanu. 

Czym różni się zaakceptowanie bezsilności od uznania bezsilności?

Osoba, która uznaje swą bezsilność o mówi tak: no jestem uzależniona, choć bywa, że nie do końca się z tym zgadzam. Podejmuję jednak różne działania w celu opanowania głodu alkoholowego. Idę na meeting AA bo wiem, że choć będzie nudno i męcząco, to takie spotkanie mi pomoże, nie będę wchodzić do sklepów monopolowych, ani zatrzymywać się na stacjach benzynowych, gdzie  na wystawach stoją butelki z alkoholem, choć nie do końca jestem przekonany, że to słuszne, ale uznaję, że jestem bezsilny i muszę się opierać pokusom.
Natomiast osoba, która akceptuje swą bezsilność traktuje ją trochę jak filozofię mówi: tak, to ja. Jestem alkoholikiem, nie piję i to jest fajne.

źródło: ludzkasprawa.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ