6 C
Wrocław
Prof. Zaradkiewicz o Kongresie Sędziów: Głos sędziego w debacie politycznej jest niedopuszczalny

Prof. Zaradkiewicz o Kongresie Sędziów: Głos sędziego w debacie politycznej jest niedopuszczalny

Zaradkiewicz1.jpg

Środowisko sędziowskie powinno przede wszystkim zabrać się za funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a nie recenzowanie bieżących wydarzeń politycznych. W trakcie kongresu wystąpił sędzia, który mówił o tym, co prezes partii rządzącej prawdopodobnie uczyni z ustaleniami kongresu. Takie głosy nie powinny padać. Sędziowie wypowiadający się w ten sposób wykraczają poza dopuszczalne ramy debaty publicznej.

– mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl były dyrektor Zespołu Orzecznictwa i Studiów w Biurze Trybunału Konstytucyjnego, prof. Kamil Zaradkiewicz.

wPolityce.pl: Jak przeciętny Polak ma oceniać słowa sędzi Naczelnego Sądu Administracyjnego Ireny Kamińskiej, która swoich kolegów nazywa „nadzwyczajną kastą ludzi”? Słowa te wypowiedziała publicznie, w trakcie minionego Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich.

Prof. Kamil Zaradkiewicz: Chcę wierzyć, zgodnie z dzisiejszymi tłumaczeniami pani sędzi, że słowa te zostały wypowiedziane w dobrej wierze, a nie jako słowa, które miały służyć jakiemuś szczególnemu traktowaniu i uprzywilejowaniu grupy sędziów.

Pojawiają się zarzuty, że w trakcie obrad kongresu niewiele mówiono o stanie polskiego sądownictwa, za to bardzo wiele dyskutowano o bieżącej walce politycznej. 

To prawda. Większość czasu w dyskusji i w uchwałach, poświęcano  kwestiom, które już wcześniej sędziowie postulowali. Wezwania do opublikowania wyroków, zaprzysiężenia sędziów, itd. Pod tym względem ten kongres był nadzwyczajny w formie, ale nienadzwyczajny w treści. Niewiele nowych spraw się tam pojawiło. Jestem tym rozczarowany. Środowisko sędziowskie powinno przede wszystkim zabrać się za funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a nie za recenzowanie bieżących wydarzeń politycznych. Muszę powiedzieć, że widzę, poza oczywistymi bolączkami wymiaru sprawiedliwości, dwa istotne problemy. Chodzi o zmiany w zakresie tzw. kariery sędziowskiej, czyli kto, kiedy i w zgodnie z jaką procedurą zostać może sędzią. Kolejna kwestia to  postępowania dyscyplinarne wobec sędziów z istotnym elementem uchylenia im immunitetów. W obecnej ocenie opinii publicznej, te dwa postępowania są odbierane jako służące ochronie sędziów przed wymiarem sprawiedliwości i przed odpowiedzialnością. Choćby jeden sędzia uniknął odpowiedzialności, to wpływa to bardzo negatywnie na wizerunek całego sądownictwa. Tymczasem nie dochodzi do postępowań dyscyplinarnych, nie uchyla się immunitetów.

Są też kwestie braku rozliczeń sędziów orzekających w czasach stalinowskich i PRL

Tak, pozostaje kwestia postępowania sędziów okresów PRL. Mało tego. W ubiegłym roku Sąd Najwyższy odrzucił możliwość uchylenia immunitetu sędziemu, który miał odpowiadać za orzekanie na podstawie dekretu o Stanie Wojennym. Nie chodzi o werdykt, ale o postawienie takiego sędziego przed sądem, celem zbadania sprawy i wydania orzeczenia. Nawet do tego nie dopuszczono. Taki wizerunek sądów nie tylko rzutuje na ich odbiór w opinii publicznej, ale prowadzi do sytuacji, w której politycy będą zmuszeni do przeprowadzenia reform, nawet wbrew władzy sądowniczej.

CZYTAJ TAKŻE:Wojciechowski o Kongresie Sędziów: „Nikt ich nie wybierał, ani nie upoważnił do tego, aby mówili głosem wszystkich sędziów.” NASZ WYWIAD

Tymczasem w trakcie kongresu mogliśmy oglądać przedstawicieli świata polityki. W imprezie uczestniczył m.in. Ryszard Petru. Jak pan to ocenia?

W dobrze rozumianym interesie wszystkich sędziów, jest unikanie utożsamiania ich i władzy sądowniczej z jakąkolwiek opcją polityczną. Udział polityków, nie mówię o politykach sprawujących urzędy, w miejscach, gdzie są dyskutowane sprawy sądownictwa z udziałem sędziów, nie przysparza im dobrego wizerunku. Sędziowie ci są kojarzeni z politykami, czyli powstaje niebezpieczeństwo zatarcia granicy między tymi grupami. Odrębność władzy sądowniczej oznacza, nie tylko to, że politycy nie mogą się wtrącać w sądownictwo, ale także dotyczy to pewnych reguł odnoszących się do samych sędziów. Na nich spoczywa dużo większa odpowiedzialność, mają więcej ograniczeń niż większość obywateli.

Słuchając wystąpień niektórych sędziów w trakcie kongresu, miałem wrażenie, że słucham manifestów politycznych, a nie analiz dotyczących poprawy funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwości.

CZYTAJWNIEŻRzepliński powitany oklaskami na Kongresie Sędziów Polskich. „Suwerenem są również sędziowie”. Głos zabrał także sędzia Tuleya

Nie ulega wątpliwości, że szereg wystąpień miało właśnie taki charakter. Był sędzia, który mówił o tym, co prezes partii rządzącej prawdopodobnie uczyni z ustaleniami kongresu. Takie głosy nie powinny padać. Sędziowie wypowiadający się w ten sposób wykraczają poza dopuszczalne ramy debaty publicznej. 

Ale takie manifesty, wystąpienia miały miejsce w trakcie trwania kongresu. Prof. Rzepliński witał się i był witany niczym rasowy polityk, trybun. Jest on utożsamiany z konfliktem wokół Trybunału Konstytucyjnego. Jak jego obecność i gesty mogą więc wpłynąć na dalszą eskalację tego konfliktu?

Po sierpniowym rozstrzygnięciu, mam wrażenie, że większość  sędziów uważa sprawę postępowania przed TK za rozwiązaną. Tymczasem to rozstrzygnięcie, podobnie jak poprzednie z  9 marca tego roku, zapadło w ten sam sposób, czyli budzi te same zastrzeżenia. Oznacza to, że na tym etapie, ten spór przenosi się do samego Trybunału Konstytucyjnego. Wszystko dlatego, że powstaje pytanie: czy zgodnie z tym rozstrzygnięciem, czterech sędziów będzie mogło domagać się wnosić o odroczenie procedowania? Druga kwestia dotyczy samego funkcjonowania Trybunału, czyli problem wyboru kandydatów na prezesa. Tego dokonuje zgromadzenie ogólne. Tu też pojawia się pytanie: według jakich reguł do tego wyboru dojdzie. 

Ten tryb budzi jednak wiele wątpliwości.

Trybunał Konstytucyjny musi uchwalić nowy regulamin, w związku z nową ustawą, a wciąż regulaminu nie uchwalono. Sam sposób przeprowadzania głosowania był dotychczas regulowany tym aktem. Dopóki nie będzie nowego regulaminu, to tak naprawdę nie wiadomo, jak ten proces wyboru kandydatów miałby przebiegać. To będą prawdopodobnie kolejne etapy, jeśli nie konfliktu, to tego, co będzie działo się wokół TK. Mam nadzieję, że nie dojdzie do konfliktu, ale wszystko wskazuje, że będzie to nieuniknione.

Skoro więc mowa o procedurach i regulaminach, wrócę do kwestii kongresu sędziów. Pojawiają się bowiem spore rozbieżności w kwestii jego organizacji, frekwencji i innych kwestii proceduralnych. Organizatorzy twierdzą, że uczestniczyło w nim tysiąc sędziów. Z kolei wielu komentatorów twierdzi, że było ich ledwie 200-250. Czy kongres był reprezentatywny dla całego środowiska sędziowskiego? 

Oczywiście głos każdego sędziego w debacie publicznej, dotyczącej wymiaru sprawiedliwości, jest ważny. Natomiast głos sędziego w debacie politycznej jest niedopuszczalny. Jeśli mielibyśmy oceniać frekwencję, to nie mamy żadnych informacji od samych organizatorów. Opinia publiczna domaga się tymczasem ujawnienia tych liczb. Nie wiemy ilu było głosujących za przyjmowanymi uchwałami. Z dostępnych informacji wynika, że w Polsce pracuje ok. 10 tys. sędziów. Nawet więc zakładając, że w kongresie wzięło udział tysiąc sędziów, to ciężko jest mówić o reprezentatywności, w kontekście całej korporacji sędziowskiej.

CZYTAJWNIEŻ:Prof. Kik o Kongresie Sędziów: „To, co wydarzyło się wczoraj w Warszawie jest odzwierciedleniem słabości państwa, rozmemłanego państwa”

Dlaczego więc organizatorzy kongresu tak boją się transparentności? 

Wezwałem dzisiaj organizatorów do wskazania liczb głosów oddanych na poszczególne uchwały. Mam nadzieję, że zostanie to przedstawione i wyjaśnione opinii publicznej. To interesujące, jak ci, którzy uczestniczyli w kongresie, oceniali treść przygotowanych z góry uchwał. 

Rozmawiał Wojciech Biedroń

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ