Małgorzata Wanke-Jakubowska: Przywróćmy herbatę do łask

hci.jpg

Celebrujemy picie kawy, w kawiarni wybieramy espresso, espresso lungo, cappucino, cafe latte, caffe latte macciato… Sposobów podania kawy jest dużo. A herbata różni się tylko rodzajem woreczków. Nawet w eleganckiej kawiarni podają filiżankę (czasem czajniczek) z gorącą wodą, a obok (lub zanurzoną w czajniczku) torebkę z herbatą. Zanikło podawanie klasycznie przyrządzanego naparu.

20160529_114524

W latach siedemdziesiątych na południowej pierzei wrocławskiego Rynku, w kamienicy Pod Starą Szubienicą była ekskluzywna herbaciarnia o nazwie Herbowa, gdzie serwowano tradycyjnie parzoną herbatę, a podawały ją kelnerki w regionalnych strojach. Można było się napić herbaty po rosyjsku w szklankach umieszczonych metalowych koszyczkach podawaną z konfiturą, herbatę angielsku z mlekiem, po wiedeńsku, chińsku, indyjsku, a także uraczyć się grogiem czy ponczem herbacianym. Można też było napić się herbaty z samowaru. Od dawna w tym miejscu herbaciarni już nie ma, a i o rozmaitych sposobach podawania herbaty powoli zapomniano.

W moim rodzinnym domu, w czasach, gdy w sklepach wybór wszystkiego był niewielki, parzono herbatę w czajniczku. Na co dzień była najtańsza Ulung, a od święta Assam, Cejlon czy Yunnan. Do wyparzonego czajniczka wsypywano dwie lub trzy łyżeczki herbaty, zalewano wrzątkiem i podgrzewano esencję na parze, umieszczając nad gotującą się w czajniku wodą. Taka świeżo naparzona była najlepsza, ale czasem, dla oszczędności, zawartość czajniczka zalewana była drugi raz.

Zwyczaj takiego parzenia herbaty przeniosłam do mojego domu. Wtedy pojawiły się w sprzedaży herbaty aromatyzowane i polubiłam Earl Grey. Przyzwyczailiśmy się z mężem do herbaty bez cukru, tak też od dzieciństwa pili nasi synowie. Jak pamiętam, na smak herbaty ogromny wpływ miała woda, która była wtedy chlorowana, co psuło jej smak. Wyposażyliśmy się w filtr, zamawialiśmy wodę ze źródła, kupowaliśmy mineralną… Teraz, na szczęście, woda z kranu we Wrocławiu jest tak dobra, że nie ma większego problemu.

20160529_113031

Czajniczek do parzenia herbaty z regionalnym kaszubskim wzorem (kupiony w Jastarni)

Z całym ceremoniałem parzenia herbaty zetknęłam się w Instytucie Astronomicznym, gdzie przez kilka lat pracowałam. Pani dr Jana Paciorek zapraszała wszystkich współpracowników, a ja do nich należałam, na południową herbatę. Sama ją przyrządzała, bo nikt tego nie potrafił tak jak ona. Używała mieszanki kilku gatunków herbat. Jakich? To było jej tajemnicą. Odmierzała po łyżeczce liści herbacianych na osobę, czajniczek musiał być suchy, rozgrzany, a do wiórek herbacianych dodawała szczyptę cukru (to podobno miało wpływ na osiągany aromat). Zalewała je niewielką ilością wrzątku, tak, aby je tylko przykrył i tak parzyła dwie minuty, po czym dolewała wody do pełna i parzyła z zegarkiem w ręku jeszcze przez 10 minut. Esencję rozlewała do filiżanek i uzupełniała wrzątkiem. Herbata naprawdę była znakomita. Pani Paciorek uważała, że picie herbaty tzw. ekspresowej, czyli z torebki to barbarzyństwo.

Całkiem niedawno dowiedziałam się, że herbata w torebkach przywędrowała do Europy z USA w czasie II wojny światowej razem z amerykańską armią, a jej wynalazek był dziełem przypadku. Na początku ubiegłego wieku kupiec herbaciany i kawowy Thomas Sullivan z Nowego Yorku wysyłał do swoich klientów próbki herbat w cynowych puszkach. Aby obniżyć koszty, zamówił kilkaset jedwabnych woreczków, napełnił je herbatą i rozesłał do odbiorców. Ze zdziwieniem stwierdził, że zamawiający prosili o herbatę w woreczkach, bo ta łatwo i szybko się zaparza. I taka jest geneza ekspresowej herbaty, która wyparła powoli tradycyjną.

Zestaw DUO to ceramiczny zestaw z logo Richmont: dzbanuszek, filiżanka i spodek. Ta bardzo atrakcyjna forma daje możliwość pełnego celebrowania picia herbat RICHMONT. Doskonale sprawdza się przy zaparzaniu herbaty Richmont w saszetkach. W jednym dzban

Herbata podawana najczęściej w kawiarniach

Okazuje się, że w Wielkiej Brytanii, gdzie celebruje się picie herbaty (słynne five o’clock tea), która prawie wyparła kawę, 3/4 konsumpcji to herbata w woreczkach. Ale mimo to, uważa się tam, że jak ktoś chce się napić dobrej herbaty to wybierze liściastą lub łamaną, tradycyjnie parzoną. A propos Wielkiej Brytanii, pamiętam, gdy byłam po raz pierwszy w Londynie w 1991 roku, ze zdziwieniem stwierdziłam, że zamawiając herbatę, dostaje się napój od razu z mlekiem. Trzeba wyraźnie zastrzec without milk, aby nie dolewano mleka. Widać, co kraj to obyczaj.

Dobra, dobrze naparzona herbata, nie tylko doskonale smakuje, gasi pragnienie nawet w największy upał (zwłaszcza z dodatkiem cytryny), rozgrzewa (szczególnie, gdy podamy z rumem), ale ma wiele cennych składników. Dzięki zawartości teiny, podobnie jak kawa, ożywia, zwiększa koncentrację i zdolność kojarzenia, a garbniki z kolei łagodzą dolegliwości żołądkowe.

Doskonałych herbat różnych rodzajów, także odmian zielonych i białych, nie brakuje. Namawiam więc, aby przynajmniej od święta zaniechać pośpiechu i od czasu do czasu podelektować tradycyjnie parzoną dobrą herbatą. Ponoć jej picie poprawia także nastrój.

IMG_20160415_172803

I na koniec o jeszcze jednej odmianie herbaty, którą poznałam w Argentynie. To yerba mate, popularna w Ameryce Południowej, gdzie jest uprawiana. Byłam na takiej plantacji Las Marias, którą założyli polscy osadnicy w miejscowości Virasoro w Argentynie i widziałam jak rosną sadzonki maty i herbaty, zwiedzałam pola z uprawami tych roślin i przetwórnię. Można było prześledzić cały proces produkcyjny. Notabene założycielem wytwórni Amanda, najsłynniejszej i jednej z najpopularniejszych na świecie, też był – jak mi przypomniał na Twitterze Sławomir Wikariak – polski emigrant Jan Szychowski.

Yerba mate gotowa do użycia, po wysuszeniu, wyglądem przypomina herbatę. Podaje się ją w specjalnych naczyniach, zwanych mate. Przyrządza się ją zupełnie inaczej niż herbatę.

 20160529_130705

Mate z bombillą do yerba mate przywieziona z Argentyny

Nasypuje się ją do mate, wypełniając 3/4 objętości, ubija i zalewa wodą o temperaturze ok. 65–80 stopni. Sączy się potem powoli za pomocą specjalnej rurki, zwanej bombillą, dolewając z termosu wodę. Yerba mate ma cierpki smak i na początku nie za bardzo smakuje. Moja rodzina w Argentynie przez lata się do niej nie przyzwyczaiła, ale wśród Argentyńczyków jest bardzo popularna, a jej picie jest swoistym rytuałem. Ma właściwości silnie pobudzające, a dzięki dużej zawartości poliflenoli, korzystny wpływ na zdrowie. Można do jej smaku przywyknąć. Przywiozłam z Argentyny quampę z bombillą, a yerba mate jest już w Polsce do kupienia. Warto spróbować.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ