-4.5 C
Wrocław
Szymański: „Destabilizacja polityczna w Europie Zachodniej może przynieść opłakane skutki dla spoistości...

Szymański: „Destabilizacja polityczna w Europie Zachodniej może przynieść opłakane skutki dla spoistości Zachodu”

szymanski.jpg

Jak doszło do Brexitu to wszyscy płakali, że nastąpiła utrata kraju, że to nierozważna decyzja. Tworzenie małych klubów ma dokładnie taki sam efekt, chociaż być może intencje są inne. Jeżeli chcemy uniknąć tej sytuacji dekompozycji i osłabienia Europy, (…) to powinniśmy kibicować z każdej stolicy europejskiej, by te połacie stabilizacji politycznej, (…) integracji politycznej Unii były jak najszersze

— mówi Konrad Szymański, wiceminister spraw zagranicznych, w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce.pl: Jak można interpretować tę aktywność Grupy Wyszehradzkiej? Wielu komentatorów podkreśla, że te kraje mają rozbieżne interesy – względem Rosji i typowo gospodarcze. Jaka tu jest myśl? Czy chodzi o to, żeby stworzyć taką „trzecią nogę” w Unii obok Francji i Niemiec, żeby tutaj musiano zadzwonić z jakimiś ważnymi sprawami?

Konrad Szymański: Na pewno dzisiaj jest tak, że Grupy Wyszehradzka, a być może niedługo cała Europa Środkowa, będzie tą częścią Unii Europejskiej, która będzie miała najbardziej przemyślane plany na przyszłość i najbardziej wiarygodne plany na przyszłość i będzie najbardziej stabilną częścią Unii Europejskiej. Mówię to bez satysfakcji, ponieważ destabilizacja polityczna w Europie zachodniej może przynieść opłakane skutki dla spoistości Zachodu, dla odporności Zachodu na zagrożenia geopolityczne, na konkurencyjność Europy jako gracza gospodarczego.

Jesteśmy o krok od utraty pozycji wiodącej w każdej dziedzinie. Myślę, że w tym sensie sygnały, które płyną z Europa Środkowej rosnącej konsolidacji, intensywnym dialogu politycznym co robić dalej z Unią, by ona przetrwała. To jest element, która ucieka wielu komentatorom, którzy czasami nie mają całkiem dobrej woli wobec nas. Myślę, że to jest dobra wiadomość dla Europy i myślę, że dzisiaj Europa Środkowa jest nieusuwalnym elementem jakichkolwiek rozwiązań dla przyszłości Europy. Jeżeli ktoś chce stworzyć sobie jakiś mały kameralny klub na południu bądź na jakimś dalekim zachodzie Europy, można to oczywiście zrobić, ale to są rozwiązania, które prowadzą do osłabienia Europy i do jej dekompozycji, czyli do tego, czego podobno wszyscy nie chcemy.

Jak doszło do Brexitu to wszyscy płakali, że nastąpiła utrata kraju, że to nierozważna decyzja. Tworzenie małych klubów ma dokładnie taki sam efekt, chociaż być może intencje są inne. Jeżeli chcemy uniknąć tej sytuacji dekompozycji i osłabienia Europy, tym samym osłabienia wszystkich państw członkowskich, bo żaden nawet najsilniejszy nie będzie mógł sobie tak dobrze radzić jak wówczas, kiedy będą wspólnie, to powinniśmy kibicować z każdej stolicy europejskiej temu, by te połacie stabilizacji politycznej, integracja polityczna prowadząca do zmiany politycznej, integracji politycznej Unii, żeby była jak najszersza.

Jaki to jest sygnał? Co my mówimy do stolic zachodnich spotykając się tak często, robiąc te wspólne panele i konferencje? Przecież to są też sygnały polityczne. Co chcemy osiągnąć w ramach konkretnej praktyki Unii Europejskiej?

Znaczna część poważnych graczy z wyobraźnią rozumie to już od jakiegoś czasu. Chcemy, żeby wszyscy zrozumieli, że bez Europy Środkowej, bez dobrego porozumienia z całą Europą Środkową, nie da się uzdrowić sytuacji w Unii Europejskiej. Nie oczekujemy zbyt wiele. Przedstawiamy realistyczny sensowny plan na wygaszenie konfliktów i napięć politycznych w Unii Europejskiej. Z pewnym zdziwieniem przyjmuję, że niektórzy politycy Zachodu wciąż to wypierają, jakby tego nie rozumieli.

Europa Środkowa dzisiaj jest autorem jedynego realistycznego planu na uzdrowienie sytuacji w Unii Europejskiej i bierze pod uwagę zaspakajanie interesów także innych części. Przecież nie wyrzekamy się odpowiedzialności za zamknięcie kryzysu imigracyjnego na południu, który przecież bezpośrednio nas nie dotyczy, ale przecież dotyczy Grecji i Włoch, a w drugiej fazie dotyczy Niemiec, Holandii czy Szwecji. Mówimy natomiast, że pewne rzeczy są możliwe, a niektóre nie. Jeżeli Unia jako organizacja międzynarodowa ma przetrwać to musi brać pod uwagę plany polityczne, które łączą, a nie dzielą.

Jeżeli ktoś chce tę instytucję zdekomponować i rozwalić, doprowadzić do potężnego kryzysu w Unii Europejskiej to może iść inną ścieżką znaną sprzed roku. Minął rok o przyjęciu decyzji relokacyjnej i Komisja Europejska ogłosiła, że stopień jej wykonalności to 3 proc. Można pogratulować światłym umysłom, które stały za tym niezwykle precyzyjnym i skomplikowanym, podobno świetnie przemyślanym mechanizmem, biorąc pod uwagę, że jesteśmy na półmetku, bo decyzja była przewidziana na dwa lata, więc rozumiem, że za rok, kiedy będzie koniec horyzontu czasowego będziemy mieli co najmniej 6 proc. realizacji planu. To jest oczywiście olbrzymi sukces i powód do dumy Komisji Europejskiej.

 

Ale mówiąc serio, to w międzyczasie zebraliśmy doświadczenie z Turcją, które pokazało, że jedynym sposobem na uspokojenie sytuacji politycznej i zahamowanie emigracji, kontroli własnej granicy są instrumenty, które proponowaliśmy od początku, jeszcze jako partia opozycyjna w trakcie bardzo gorącej debaty, która odbyła się podczas kampanii wyborczej w polskim Sejmie. Nie rozumiem jak można się przez dwanaście miesięcy się bronić przed zrozumieniem tego doświadczenia.

Ta gra ma sens, jeżeli Grupa Wyszehradzka rzeczywiście będzie grała wspólnie. Czy tu jest pewność, że – mówiąc wprost – nikt z jej członków „nie pęknie”?

Takie rzeczy można oceniać na podstawie doświadczenia, praktyki czy przebytej drogi. Dzisiaj możemy ocenić, że w kluczowych wątkach polityki europejskiej Grupa Wyszehradzka jest w stanie uzgodnić wspólny plan i wspólne stanowisko, bez względu na to, że czasami wrażliwość poszczególnych premierów wywodzących się z różnych rodzin politycznych jest odrobinę inna. Najbardziej trudnym elementem jest to w jaki sposób postępować z Rosją, jak Zachód powinien postępować z Rosją, ale nawet i w tej dziedzinie najbardziej sceptyczni politycy wyszehradzcy wobec polityki sankcji wobec Rosji nigdy nie złamali lojalności w tej sprawie.

To bardzo ważna sprawa, szczególnie, że w tym czasie mieliśmy daleko idące deklaracje ze strony polityków Zachodu i nikt wtedy nie podważał czy alians niemiecko-francuski czy francusko-włoski w ogóle ma sens. Wiemy, że te kraje są blisko siebie, choć nie tak blisko jak sądzimy. Głównie między Niemcami, a resztą świata następuje rozejście się interesów ekonomicznych i fiskalnych, ale oczywiście, że są blisko, choćby dlatego, że w tym projekcie biorą udział sześćdziesiąt lat, a my dwanaście. Jestem dobrej myśli co do tego. Myślę, że nasze interesy są fundamentalnie zbieżne i nawet zmiany polityczne nie przyniosą w nich specjalnych zaburzeń.

Rozmawiał Jacek Karnowski

 

źródło: wpolityce.pl

fot:youtube

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ