Waldemar Maszenda: Wybijamy się na niezależność gazową

gazo porta1.jpg

Niedawno media opublikowały zdjęcia dużego gazowca wpływającego do terminala gazowego im. Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu. To statek typu Q-Flex należący do największych jednostek, jakie przepływają cieśniny duńskie.

Przy pełnym załadunku statek ma zanurzenie ok. 12 metrów i już niewiele potrzeba, aby szorował po dnie, choć płynie specjalne utrzymywanym torem wodnym. Bałtyk należy do mórz bardzo płytkich (średnia głębokość ok. 55 m) i zdarza się, że przy gwałtownych wiatrach odsłaniane jest dno morza. Jak widać nie w każdą pogodę Q-Flex z ładunkiem płynnego gazu (LNG) dopłynie do Świnoujścia. Tym bardziej, że na dnie morza czyhają różne niespodzianki.

Podwodna przeszkoda dla żeglugi

O jednej z nich wszyscy zapewne słyszeli – to gazociąg Nord Stream 1 (zwany też Północnym, Bałtyckim), owoc współpracy rosyjsko-niemieckiej, przy zaangażowaniu kapitałowym mniejszej firmy z Holandii.

Gazociąg ten o długości ok. 1220 km (najdłuższy podmorski na świecie), dwóch nitkach i olbrzymiej przepustowości rocznej 55 mld m3 (dla porównania: Polska zużywa rocznie ok. 23 mld m3 gazu) łączy rosyjski obecnie Wyborg w Zatoce Fińskiej z Zatoką Greifswaldzką, leżącą na zachód od Świnoujścia. Siłą rzeczy tor wodny podejścia do Świnoujścia i gazociąg przecinają się, więc łatwo wyobrazić sobie komplikacje międzynarodowe, gdy zostanie on uszkodzony dnem statku. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia nie jest małe, ponieważ rury gazociągu nie są zagłębione w podłożu tylko spoczywają w obudowach betonowych na dnie.

Poprzedni rząd nie mógł lub nie chciał wyegzekwować na niemieckich władzach, aby te zmusiły rosyjsko-niemiecką spółkę Nord Stream AG do zagłębienia rurociągu pod dnem morskim. Szwedom natomiast udało się wyegzekwować na niemiecko-rosyjskiej spółce zakopanie gazociągu pod dnem morskim w pobliżu rezerwatów ptaków morskich i rejonów tarła dorsza na trasie przebiegu gazociągu w pobliżu wybrzeża szwedzkiego.

Kolejne dwie nitki gazociągu w planach

Problem krzyżowania się gazociągu z torem wodnym do Świnoujścia nie zniknie, tylko jeszcze bardziej się skomplikuje, Niemcy i Rosja planują ułożyć dwie kolejne nitki gazociągu (Nord Stream 2) obok już istniejących, również o przepustowości rocznej 55 mld m3 (razem 110 mld m3).

To spowoduje, że Rosja będzie mogła zrezygnować z tranzytu gazu do Europy Zachodniej przez Ukrainę, co może mieć istotne znaczenie w przypadku eskalacji konfliktu lub wojny na Ukrainie. A mówiąc wprost, może zachęcić Rosję do podjęcia ryzyka eskalacji wojny bez utraty wpływów z eksportu gazu. Czy rząd niemiecki gotów jest na takie ryzyko?

Budowa ogromnych instalacji do transportu gazu to nie jest zwykła działalność gospodarcza, jak produkcja butów, tylko decyzja o znaczeniu strategicznym.

Interesy uber alles

Zobaczmy, jak doszło do wybudowania gazociągu Nord Stream 1 omijającego naturalne kraje tranzytowe: państwa bałtyckie, Białoruś i Polskę.

Kanclerz federalny Gerhard Schröder, kiedy już przestał poklepywać po plecach Leszka Millera, nazywając go swoim przyjacielem i zakończył urzędowanie w Berlinie (2005), natychmiast został członkiem zarządu spółki Nord Stream AG z kosmiczną pensją w euro. Dyrektorem generalnym spółki został Matthias Warnig, były oficer STASI.

Rok później (2006) zapadła oficjalna decyzja o budowie gazociągu na dnie Bałtyku. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że Niemcy mają wszystkie karty w ręku. Gazprom wchodzi w spółki z firmami zachodnimi, ale zawsze pod warunkiem, że ma co najmniej 51 proc. udziałów. Tak było i tym razem. Niemieckie firmy i kanclerz Schröder mieli za zadanie przeforsować korzystne dla Gazpromu rozstrzygnięcia, czyli interpretacje przepisów na gruncie europejskich uregulowań antymonopolowych, dotyczących tranzytu surowców i zakazie łączenia produkcji nośników energii z ich dystrybucją.

Niemieckie firmy zaangażowane w budowę gazociągu to dwie mające po 20 proc. udziałów, duże spółki energetyczne: E.ON Ruhrgas i BASF, 9% ma holenderska firma Gasunie, resztę (51 proc.) Gazprom.

Oczywiście Gazprom jest firmą państwową, kontrolowaną przez Kreml, powstał w 1989 z przekształcenia sowieckiego ministerstwa przemysłu gazowego w spółkę posiadającą złoża gazowe i gazociągi.

Jeszcze ciekawsza jest historia innego inwestora, niemieckiej firmy BASF. Przed wojną wchodziła ona w skład skonsolidowanego koncernu chemicznego pod nazwą I.G. Farbenindustrie, w skrócie IG Farben. Dość znany jest fakt, że IG Farben w latach 1933-1934 wsparł finansowo NSDAP, torując Hitlerowi drogę do władzy. Mniej znany, że ten koncern miał duże udziały w firmie chemicznej produkującej Cyklon B, jak wiadomo używany przez nazistów do eksterminacji Żydów w komorach gazowych.

Niemiecka broń chemiczna zatopiona w Bałtyku przez władze sowieckie tuż po wojnie (w pobliżu Bornholmu, na północ od Zatoki Gdańskiej, u wybrzeży Łotwy i w innych nieznanych miejscach) leży tam do tej pory w coraz bardziej rdzewiejących pojemnikach. Zbrylony iperyt bywał już wyrzucany na bałtyckie plaże. Prócz iperytu i fosgenu leży na dnie Bałtyku także Cyklon B.

Oczywiście niemieccy i rosyjscy inwestorzy, budując Nord Stream 1, nie skorzystali z okazji, by zalegającą broń chemiczną (w końcu to ich wspólne dziedzictwo) usunąć z dna morza, ale też nikt na nich w tej sprawie zbytnio nie naciskał. Wprawdzie wielu pamięta wypowiedź Radosława Sikorskiego, przyrównującą Nord Stream do paktu Ribbentrop-Mołotow (i natychmiastowe oburzenie prasy niemieckiej), ale było to w roku 2006, kiedy Sikorski był ministrem obrony w rządzie PiS. Kiedy został ministrem spraw zagranicznych w rządzie PO-PSL radykalnie zmienił ton, zapomniał o Ribbentropie i nie zrobił nic, by przebieg gazociągu nie kolidował w torem podejścia dużych statków do portu w Świnoujściu.

Cień Katarzyny II

Wróćmy do naszego punktu wyjścia, czyli statków Q-Flex wpływających do terminala LNG w Świnoujściu. To gazowce bardzo duże, ale nie największe. Większe o 50% są Q-Max, a wiadomo że im większa ilość LNG jest transportowana, tym jednostkowa cena będzie niższa, a gaz w sprzedaży bardziej konkurencyjny. Jest dość wątpliwe, aby do świnoujskiego terminala LNG mogły dopływać gazowce typu Q-Max.

Poprzedni rząd nie walczył zbyt zawzięcie o zagłębienie rur gazociągu bałtyckiego pod dnem morza, a Niemcy też nie byli skłonni do ustępstw. Kooperacja niemiecko-rosyjska powoduje, że we wschodniej części Niemiec jest dużo rosyjskiego gazu, który wygodnie byłoby sprzedawać Polakom. Terminal LNG w Świnoujścia o wydajności 5 mld m3 (z możliwością rozbudowy do 7,5 mld m3) powoduje, że taka perspektywa stanie pod znakiem zapytania. Oczywiście gaz można latem magazynować i sprzedawać zimą, kiedy jest najdroższy.

Jeden z największych oraz najnowocześniejszych niemieckich magazynów gazu we wschodnich Niemczech także nosi charakter współpracy niemiecko-rosyjskiej (współudziałowcem jest Gazprom Export) i oficjalnie nazwany został Catherine, na cześć … Katarzyny II urodzonej w Szczecinie jako księżniczka Sophie zu Anhalt-Zerbst-Dornburg, a w Polsce kojarzonej z rozbiorami.

Podstawowa wartość terminala LNG w Świnoujściu dla polskiej gospodarki jest taka, że będzie on miał wpływ na ceny gazu, również w sytuacji, gdy Polska zdecydowałaby się kupować go skądkolwiek, także z Rosji. To jest nadal możliwe, wszystko przecież zależy od ceny. Specjaliści twierdzą, że nawet pusty terminal tworzy zupełnie inną pozycję negocjacyjną w rozmowach z Gazpromem.

Ostatni wieloletni kontrakt z Gazpromem podpisany został pół roku po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w październiku 2010 roku, przez ówczesnego wicepremiera od spraw gospodarczych Waldemara Pawlaka i jest skrajnie dla Polski niekorzystny. Obowiązuje on do 2022 roku, choć rząd PO planował, aby kontrakt ten był jeszcze dłuższy. W efekcie Polska, leżąc blisko Rosji, płaciła jedne z najwyższych w Europie stawek za 1000 m3 gazu. Rosjanie mieli zwyczaj podpisywać z Polską kontrakt na dostawę gazu w sytuacji „przyłożenia do głowy pistoletu”, kiedy w wyniku polityki Gazpromu brakowało nam do rocznego balansu gazowego 10 lub 20 procent krajowego zużycia, oraz z… Waldemarem Pawlakiem, który podpisał także pierwszy kontrakt gazowy z Rosją w 1993 roku. Kolejne aneksy do tej umowy powodowały, że gazu zamawiano za mało ― to częściej ― lub za dużo (z czym też był problem, bo nie można go było reeksportować), więc czasem można było odnieść wrażenie, że Gazprom niby negocjował z polską spółką państwową PGNiG, ale tak naprawdę sam ze sobą.

Budowa terminala LNG w Świnoujściu była decyzją pożyteczną, terminal pracuje, ale nie odbyło się bez niespodzianek i trudności. Sam pomysł terminala jest autorstwa rządu PiS (2005-2007), ale później ― w trakcie następnych rządów ― zaczęły się zwyczajowe schody, co spowodowało, że oddano go do eksploatacji z dwuletnim opóźnieniem.

Głównym wykonawcą świnoujskiego terminala było konsorcjum z włoską spółką Saipem/Snamprogetti na czele, znanej z tego, że wybudowała Rosjanom … gazociąg Nord Stream 1. Czym się kierował rząd PO-PSL, że ta ceniona przez Rosjan firma (była też wykonawcą gazociągu Blue Stream – z Rosji do Turcji przez Morze Czarne) dostała ten kontrakt? – pozostaje zagadką.

Ekologiczna bomba tyka

Przed obecnym rządem w Polsce stoi teraz zajęcie stanowiska w związku z planowaną budową Nord Stream 2. Ponieważ gazociąg nie będzie przechodził przez polskie wody terytorialne, ani przez strefę ekonomiczną, to oczywiście nie istnieje prosta możliwość zablokowania tej inwestycji. Jednak w konsultacjach dotyczących ochrony środowiska polskie władze mogą się wypowiadać, podobnie jak wszystkie inne państwa bałtyckie.

Ich wspólne stanowisko powinno zmierzać do zobowiązania rosyjsko-niemieckich inwestorów usunięcia zalegającej na dnie Bałtyku broni chemicznej.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ