Dramatyczne wołanie z celi. Zygmunt Miernik: Przez 10 miesięcy więzienia nie mam możliwości zarobkowych. W końcu stracę mieszkanie i zostanę bezdomny!

m.jpg

Dostałem 10 miesięcy bezwzględnego więzienia tylko dlatego, że wspomniałem o „dziadku sędziny”, który ma na swoim koncie aż 57 wyroków śmierci

— mówi w rozmowie z Ewą Stankiewicz na antenie Telewizji Republika Zygmunt Miernik, który trzy lata temu podczas rozprawy ws. zawieszenia procesu gen. Czesława Kiszczaka rzucił tortem w sędzię Annę Wielgolewską. W pierwszym procesie został za to skazany na dwa miesiące bezwzględnego więzienia. W kwietniu b. r. sąd kolejnej instancji podwyższył wyrok do 10 miesięcy bezwzględnego więzienia.

 

Władze, sądownictwo i politycy chronią zbrodniarzy. Trzeba to powiedzieć z pełną stanowczością. Ja od lat walczę o wolną demokratyczną Polskę i tylko dlatego, że wskazałem aferę z udziałem sędziów, teraz siedzę w więzieniu. Tort był tylko przykrywką. Ani sędzia Wielgolewska, ani ja, nie potwierdzamy tej wersji wydarzeń. Za co ja właściwie siedzę?

– pyta Miernik w programie „Otwartym tekstem”.

Każdy student pierwszego roku prawa wie, że wyrok nie może być represyjny. To jest ewidentna zemsta! To wymiar niesprawiedliwości społecznej, zorganizowana grupa przestępcza w togach. Dostałem 10 miesięcy bezwzględnego więzienia tylko dlatego, że wspomniałem o „dziadku sędziny”, który ma na swoim koncie aż 57 wyroków śmierci.

— podkreśla Zygmunt Miernik.

Wskazuje też na swoją dramatyczną sytuację. Przez prawie roczny pobyt w więzieniu może stracić mieszkanie i popaść w straszliwe długi.

To nie będzie tylko 10 miesięcy więzienia. Przecież nie mam możliwości zarobkowych, nie stać mnie na utrzymanie mieszkania, które mam na wolności. W końcu je stracę i zostanę bezdomny. Sędziowie doliczą mi do kary kolejne tygodnie, za rzekome grzywny, z którymi zalegam

— mówi.

Zygmunt Miernik został osadzony w wieloosobowej celi.

W tym wszystkim pomijam fakt, że jedyny dostęp do świata zewnętrznego to „Gazeta Wyborcza”, jedyna prasa, którą dostaję. Jeśli myślą, że będą mnie wychowywać to się mylą!

— dodaje.

Jak dowiedział się portal wPolityce.pl, Zygmunt Miernik został przeniesiony z Zakładu Karnego w Uhercach Mineralnych do Zakładu Karnego w Wojkowicach, gdzie poprzednio odbywał karę. Stało się tak po interwencji Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro oraz Dyrektora Generalnego Służby Więziennej gen. Jacka Kitlińskiego.

Jak poinformowało nas ministerstwo sprawiedliwości, w Zakładzie Karnym w Wojkowicach Miernik przebywa w celi 8-osobowej, gdzie aktualnie zakwaterowani są, łącznie z nim, czterej skazani. Wszyscy odbywają karę po raz pierwszy.

Zakład Karny w Wojkowicach jest zakładem typu półotwartego. Oznacza to, że osadzony ma prawo do trzech widzeń w miesiącu, trwających po godzinie. Widzenia te mogą być łączone. Za zgodzą dyrektora może też otrzymać dodatkowe lub dłuższe widzenia. Ma także prawo do jednej paczki w miesiącu z artykułami żywnościowymi lub wyrobami tytoniowymi. Ponadto może otrzymywać paczki z artykułami higienicznymi i odzieżą.

Co najmniej trzy razy w miesiącu może dokonywać zakupów w kantynie za własne środki finansowe.

Nieciekawie wygląda jednak sytuacja prasowa. Zakład Karny w Wojkowicach prenumeruje „Gazetę Wyborczą” i „Dziennik Zachodni”. Osadzeni mogą zaprenumerować inne czasopisma z własnych środków finansowych, a także otrzymywać prasę od rodziny.

Po opisaniu sprawy Zygmunta Miernika przez portal wPolityce.pl, prokurator generalny zobowiązał się do podjęcia interwencji.

 Telewizja Republika/ wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ