Prezesi Rzepliński i Biernat chcą przy pomocy Komisji Weneckiej dokończyć skok PO-PSL na trybunał?

rzeplinski.jpg

Czterech przedstawicieli Komisji Weneckiej przyleciało do Polski 11 września 2016 r., a piąta osoba doleciała 12 września. Ta czwórka to Jean-Claude Scholsem z Belgii i Kaarlo Tuori z Finlandii oraz sekretarz komisji, Niemiec Thomas Markert i pracownik sekretariatu, Austriak Schnutz Rudolf Dürr. Piątą osobą jest Amerykanka Sarah Clevland. Wszyscy oni byli już w Polsce w lutym i kwietniu 2016 r.

Delegacja Komisji Weneckiej znalazła się w Polsce właściwie tylko po to, żeby w świat poszedł komunikat, iż z polskimi władzami jest jakiś poważny problem, i że ten problem ma trwały charakter oraz dotyczy kolejnych wątków. Innymi słowy, Polska sprawia kłopoty, robi to cały czas, a demokratyczny świat ma z tym duży problem. Są jednak w Polsce siły stojące po stronie dobra. Ale ponieważ nie można otwarcie powiedzieć, iż po stronie dobra stoją Platforma Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe, Nowoczesna czy Komitet Obrony Demokracji, więc w tej roli występują przede wszystkim „koleżanki i koledzy w liczbie 9” z Trybunału Konstytucyjnego, sędziowie Sądu Najwyższego oraz Rzecznik Praw Obywatelskich. Razem z nimi oraz z tymi, których nie można wymieniać, bo się politycznie kojarzą, delegaci Komisji Weneckiej pochylają się z troską nad stanem demokracji w Polsce rządzonej przez PiS. Ale przede wszystkim prowadzą różne gierki, o czym będzie poniżej.

O wkomponowaniu wizyty delegacji Komisji Weneckiej w gry i zabawy przeciw obecnej władzy świadczy przede wszystkim jej program. Obejmuje on wprawdzie odwiedziny w Sejmie i Senacie, ale właściwie czysto kurtuazyjne. Natomiast właściwe rozmowy toczą się z sędziami Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego oraz z Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Zaplanowano jeszcze spotkanie z wiceministrem sprawiedliwości Marcinem Warchołem oraz kurtuazyjną wizytę w KPRM, ale chyba tylko po to, żeby wszystko to nie wyglądało wyjątkowo jednostronnie. Swoje zdanie przedstawią więc delegatom sędziowie TK (13 września od 8.30 do 11.00) dopuszczeni przez prezesa Andrzeja Rzeplińskiego do orzekania. Przedstawi prezes SN Małgorzata Gersdorf (znana z płomiennego, publicystycznego wystąpienia na niedawnym kongresie sędziów) sędziowie SN Dariusz Świecki i Karol Weitz oraz pracownicy Biura Studiów i Analiz SN Małgorzata Wąsek-Wiaderek oraz Mateusz Pilich (spotkanie zaplanowano na 12 września od 9.00 do 10.45). A obrazu całości dopełni RPO Adam Bodnar (12 września między 18.15 a 19.15).

7 września wiceprezes TK Stanisław Biernat, występując „w imieniu Prezes Trybunału Konstytucyjnego”, wysłał pismo do sędziów Henryka Ciocha, Lecha Morawskiego i Mariusza Muszyńskiego, których prezes Andrzej Rzepliński nie dopuszcza do orzekania. Poinformował ich o wizycie delegacji Komisji Weneckiej oraz ponaddwugodzinnym spotkaniu z „orzekającymi obecnie” sędziami TK. To ciekawa konstrukcja prawna, bowiem coś takiego jak sędziowie „orzekający obecnie” w polskim systemie prawnym, w tym w konstytucji po prostu nie istnieje. Wiceprezes Biernat poinformował także, iż „komisja wyraziła gotowość dodatkowych krótkich spotkań z sędziami nieorzekającymi, a wybranymi przez Sejm w październiku i w grudniu 2015 r.”. I znowu mamy ciekawą konstrukcje prawną z „sędziami nieorzekającymi”. Ale najważniejsze jest pomieszanie osób będących sędziami (Cioch, Morawski, Muszyński) z osobami, które sędziami nie są, bo Sejm ich wybór uznał za nieważny, zaś prezydent nie odebrał w związku z tym od nich przysięgi (Roman Hauser, Andrzej Jakubecki, Krzysztof Ślebzak). I o to pomieszanie właśnie chodzi, bo przeznaczenie 15 minut na rozmowę z sześcioma osobami można uznać za żart. Żadnej sensownej rozmowy nie można przeprowadzić w 15 minut i w gronie kilkunastu osób.

Gdyby doszło do spotkania trzech sędziów i trzech osób niebędących sędziami, w świat poszedłby komunikat, że te osoby są jednak sędziami, a tylko przez upór prezydenta Andrzeja Dudy nie mogą orzekać. I trzech sędziów prawidłowo wybranych, a prawem kaduka niedopuszczanych do orzekania legitymizowałoby osoby niebędące sędziami i niejako pieczętowało ich status. Byłby to więc dalszy ciąg scenariusza prezesa Rzeplińskiego i wiceprezesa Biernata, wspieranych przez PO, PSLi Nowoczesną, skoku na TK wymyślonego przy okazji przyjmowania ustawy o TK w czerwcu 2016 r. i przeprowadzonego w październiku 2015 r. Nie chodziło więc o rozmowę z delegacją Komisji Weneckiej, lecz legitymizację panów Hausera, Jakubeckiego i Ślebzaka jako sędziów, którymi nie są. Łatwo się było zorientować w tej grze, nie dziwi zatem, że sędziowie Cioch, Morawski i Muszyński (wsparci przez wybranych w grudniu 2015 r. i „orzekających” sędziów Julię Przyłębską i Piotra Pszczółkowskiego oraz wybranego w kwietniu 2016 r. i „orzekającego” sędziego Zbigniewa Jędrzejewskiego) odmówili spotkania będącego w istocie kabaretem (15 minut) oraz pułapką (pomieszanie sędziów i osób niebędących sędziami). .

autor: Stanisław Janecki

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ