Między „Idą” i „Smoleńskiem” czyli maszyna wyrównująca myśli, poglądy i uczucia

film (1).jpg

W czasach „nieboszczki” komuny filmy, w których powiedziano zbyt wiele lub zupełnie nie to, czego oczekiwała władza, trafiały na półki. Proste. Czekały na nich pod warstwą kurzu na nadejście mitycznych, lepszych czasów. Dzisiaj metody uśmiercania obrazu filmowego są nieco inne.

Dzisiaj film, który podejmuje niewłaściwy temat i jest podejrzewany o to, że tematu tego nie przedstawi w jedynie słuszny sposób, wrzucany jest pod walec bezkompromisowej krytyki jeszcze zanim w ogóle powstanie. Walcem tym nie kierują zaś oficerowie oficjalnej władzy, tylko podoficerowie medialni oraz koncesjonowani „artyści”, nauczeni przez lata kłaniania się w pas władzy minionej… jedynie słusznej. Pod wpływem złowieszczego turkotu wielkiej maszyny wyrównującej myśli, poglądy i uczucia, nawet ludzie o konstrukcji psychicznej dość odpornej na dyktat oportunistycznej większości, z niepokojem drapią się czasem po głowach…

Jednym z filmów wepchniętych pod taki współczesny walec jest „Smoleńsk” – najnowszy obraz Antoniego Krauze, opowiadający o strasznym dniu 10 kwietnia 2010 roku oraz o wszystkich strasznych, smutnych i zawstydzających dniach, które nastały później. Film opowiada o świecie kłamstwa, obłudy, lizusowskiej poprawności, o doskonałym świecie podoficerów medialnych oraz o ich ukrytych w mroku zleceniodawcach. Ten hermetyczny świat zderza się ze światem ludzi dotkniętych przez wielką tragedię. Jakie jest zlecenie mistrzów gry? Ból nie ma znaczenia. Prawda musi zginąć, a kłamstwo ma zająć jej miejsce! „Smoleńsk” to film właśnie o poszukiwaniu prawdy i o pączkującym nieustannie kłamstwie.

Wiele lat wcześniej tak mówił o kłamstwie święty Jerzy Popiełuszko: „Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach, musi być cięgle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nauczą się go na dziś, na jutro, na miesiąc.”

W zupełnie innym miejscu znajdują się filmy, których celem było lub jest nadal uwiarygodnienie kłamstwa. Te nigdy nie trafiały na półki, tych nie poddawano zmasowanej krytyce. Ich twórców nie linczowano medialnie, a „artyści” o mysich sercach nie chowali się przed nimi do mysich nor. Jednym z takich obrazów jest obsypana nagrodami „Ida”. Film niezbyt przecież zgrabnie opowiadający zakłamaną historię zakłamanej bohaterki. Film honorowany, obsypywany pochwałami i nagrodami, przygniatany ciężarem fałszywych pochlebstw. Nic to jednak. Jak pisał pewien hinduski poeta „kłamstwo nie może stać się prawdą przez to, że wzrośnie w potęgę.”

Jak więc jest? Kłamstwo zostaje ukoronowane, a prawda powieszona na przydrożnym drzewie? Być może. Być może taka jest właśnie droga ludzi poszukujących prawdy? Być może taka jest droga zadających niewygodne pytania? Być może… Warto jednak pamiętać, że to wszystko tylko na chwilę. Że w ostatecznym rozrachunku prawda odnajdzie drogę do naszych uszu i oczu. A w końcu także do naszych serc.

autor: Jarosław Kresa

źródło: zprawa.pl

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ