Szczyt w Bratysławie z mocnym przekazem polskiego rządu

pobrane.jpg

 

Rozpoczynający się dzisiaj szczyt w Bratysławie to pierwszy etap poważnej dyskusji międzynarodowej o przyszłości Unii Europejskiej. Polski rząd zgłasza propozycję gruntownej zmiany traktatów i wzmocnienia państw narodowych, co zdaniem ekspertów dobrze odpowiada na nastroje europejskiej opinii publicznej. Z raportu Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego wynika, że  szczególną uwagę w kontekście zgłaszanych przez Polskę propozycji reform w UE należy zwrócić na kwestie związane z rozwiązaniem problemów najsłabszych krajów w regionie.

Ekspert ds. europejskich, współpracownik Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego dr hab. Tomasz Grzegorz Grosse, zwraca uwagę, że szczyt w Bratysławie stanowi kolejny etap dyskusji o przyszłości UE w obliczu następnego wielkiego kryzysu w Europie, czyli Brexitu.

W swojej analizie dr hab. Tomasz Grzegorz Grosse przekonuje, że ze względu na duże rozbieżności pomiędzy poszczególnymi zgłaszanymi na szczycie propozycjami może się okazać, że Bratysława nie przyniesie na razie większych zmian w procesach integracyjnych. Odbędzie się natomiast debata pozwalająca wyczuć obecne nastroje społeczne w poszczególnych częściach Europy.

 

– Po pierwsze, pomysły dotyczące tego, jak uzdrowić Unię lub obronić ją przed dezintegracją, są rozbieżne i wywołują poważne kontrowersje między państwami członkowskimi. Po drugie, Bratysława to tylko początek dyskusji, która powinna być skonkludowana na jubileuszowym dla UE szczycie w Rzymie w przyszłym roku, ale może ciągnąć się jeszcze dłużej. Po trzecie, rok 2017 to okres przedwyborczy w Niemczech i Francji, co oznacza, że trudno oczekiwać zdecydowanych zmian w polityce europejskiej – wymienia ekspert.

Jakie zatem są szanse na uzyskanie międzynarodowego poparcia dla zgłaszanej przez polski rząd propozycji radykalnej zmiany określanej mianem „kontr-rewolucji” (projekt zmierza do zmiany traktatów w kierunku ograniczenia kompetencji instytucji UE i odzyskania suwerennej władzy przez państwa narodowe)?

 

– Zaletą jest dobre wyczucie klimatu po brytyjskim referendum. W wielu państwach UE coraz większa część opinii publicznej z niechęcią odnosi się do postępów integracji – uważa ekspert współpracujący z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Zwraca on jednak uwagę na sporą niechęć rządów niektórych wpływowych krajów UE w stosunku do polskiej propozycji.Pomimo wsparcia krajów Grupy Wyszehradzkiej, nadal wiele państw UE nie chce zgodzić się na zmiany w traktatach.

 

– Mniej niż szumne deklaracje istotne jest pytanie, jaka jest strategia RP w polityce europejskiej. Działania na arenie unijnej wymagają obecnie szczegółowej wiedzy o politykach unijnych i ich możliwych zmianach. Potrzebna jest jednak strategia, która będzie zakładała alternatywne scenariusze działań – zwraca uwagę ekspert współpracujący z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Pewne jest, że zgłaszana przez polski rząd propozycja będzie wymagała integracji w regionie, ponieważ przy obecnym, rozkładzie sił i podziale głosów, kraje Europy Zachodniej, lub samej strefy euro są w stanie przegłosować, lub zblokować kraje Europy Środkowej. Oznacza to, że mniejsze kraje z naszego regionu będą potrzebowały sojuszników w innych częściach Unii lub doprowadzą do rewizji systemu głosowania.

 

– Przed polską dyplomacją stoi więc wyzwanie uważnego monitorowania proponowanych na szczycie w Bratysławie zmian w poszczególnych politykach UE i ocena, które są dla nas korzystne, a które należy pomijać milczeniem lub wręcz torpedować. Być może warto zgłosić własne pomysły w tych sprawach. Stoi to jednak w pewnej sprzeczności z deklaracją „kontr-rewolucji” w UE i zmniejszania udziału w politykach europejskich.
Rząd może jednak podejść do propozycji szczytu w Bratysławie zgodnie z własnymi deklaracjami, a więc dystansując się od dalszych postępów integracji. W praktyce mogłoby to oznaczać poszukiwanie sposobów wyłączania się z niektórych polityk unijnych lub nawet renegocjowania warunków dalszego udziału Polski w procesach integracji. Tego typu strategia niesie za sobą poważne ryzyko uruchomienia scenariusza brytyjskiego. Politycy tego kraju od lat podejmowali wspomniane działania, które zmierzały w istocie do stopniowego wychodzenia z UE. W przypadku Polski te same pomysły wywołałyby konsternację wśród większości państw, choć mogą zyskać przyzwolenie tych rządów, które dążą do wzmocnienia europejskiego „rdzenia”. Mogą też spotkać się z niezrozumieniem wśród Polaków, którzy w przeciwieństwie do Brytyjczyków są znacznie bardziej proeuropejscy. Przykład brytyjski jest też ważny dlatego, że – jak się wydaje – elitom tego kraju zabrakło wyobraźni strategicznej, jak kształtować swoją politykę po wyjściu z Unii – tłumaczy dr hab. Tomasz Grzegorz Grosse.

fot. youtube.com

źródło: niezalezna.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ