Czy Smoleńsk to sprawa Młodych?

smolensk.jpg

Mam 25 lat, w chwili Katastrofy Smoleńskiej byłam na zajęciach przygotowujących do matury. Nagle ktoś wszedł do Sali i powiedział, że rozbił się samolot z prezydentem. Pierwsza reakcja? Zadziwienie – jak można puścić tak niedorzeczną kaczkę dziennikarską. Chwilę później śmiech. Histeryczny, urywany śmiech nadciągającej rozpaczy. I nadzieja, że zaraz to wyprostują, że może i była awaria, ale wszyscy żyją. Naiwne? Po 77 miesiącach dochodzę do wniosku, że bardzo naiwne. Zwłaszcza, kiedy wdowa po Januszu Kurtyce, Prezesie IPN, opowiedziała o obawie męża, który twierdził, że jeśli poleci do Rosji, już z niej 
nie wróci.

Z pewnością do całego wydarzenia podchodzę bardzo emocjonalnie i pod wieloma względami subiektywnie. Przez pierwszy tydzień, w każdej wolnej chwili, oglądałam i słuchałam wszystko, co miało związek ze sprawą. Kilka dni później jedna ze szkół w moim mieście zorganizowała wyjazd do Warszawy. Nie zastanawiałam się pół minuty. Pojechałam z kolegą, który od zawsze głosował na Platformę i z Kaczyńskich raczej się nabijał, ale uznał, że sprawa jest zbyt poważna i powinien oddać hołd Prezydentom RP.

Na Przedmieściu Krakowskim było nas tak wielu… Jeszcze nie było krzyża z pluszakiem czy podżegaczy. Staraliśmy się pomagać sobie nawzajem – a to podać komuś butelkę wody, a to zrobić miejsce, żeby wszyscy chętni mogli podejść w pobliże trumien. Solidarność, która łączyła obecnych w pobliżu Belwederu i Pałacu Prezydenckiego, była wręcz namacalna. Wierzyłam, że to nie może zostać zmarnowane. Że wydarzyło się tak wiele zła, że może być już tylko lepiej. Oczekiwałam szybkiego śledztwa, może nawet głębokiej współpracy PO-PiS.

Młodzi żyją ideałami, wierzą w sprawiedliwość, nawet jeśli jest tak wiele czynników zakłamujących prawdę. To od niemalże 6,5 roku jest sukcesywnie niszczone, wykpiwane i deptane. Nie tylko przez środowisko tych, którzy zaakceptowali „pancerną brzozę”, uwierzyli twierdzeniom ówczesnego obozu rządzącego. Ludzie szybko zostali zniechęceni, wmówiono im, że nie da się dowiedzieć niczego więcej. Że trzeba akceptować realną rzeczywistość, a nie żyć mrzonkami. Nawet ci przekonani o tym, że rosyjskie śledztwo niczego nie wyjaśniło, że jesteśmy ciągle oszukiwani, nie chcą o tym rozmawiać. Jak powiedział jeden z bohaterów filmu, boją się tego, czego możemy się jeszcze dowiedzieć. Domyślają się, że to nie był „zwykły wypadek”, ale nie widzą już szansy na prawdziwe wyjaśnienie. Czy mają rację?

Mam 25 lat i nadal jestem naiwna. Zawsze, kiedy to możliwe, jestem na Miesięcznicy w Kościele św. Doroty we Wrocławiu. Jadę przez całe miasto ze zwiniętą dużą flagą. Nie chcę niepotrzebnie epatować. Kiedy ktoś pyta, co to za okazja, odpowiadam. Od 10.04.2016 r. ludzie zaczynają sami kojarzyć. Starsi ludzie obecni na Mszy dziękują ze łzami w oczach. Czasem zastanawiam się za co. I niestety, dostrzegam przynajmniej część odpowiedzi: na tych mszach nie ma Młodych. Jestem ja, potem długo długo nic i osoby w średnim wieku oraz starsze. Robię to też trochę dla nich. My też pamiętamy! Podczas tych Mszy za Ojczyznę i Ofiary Katastrofy Smoleńskiej czuję się przedstawicielem mojego pokolenia.

Dzisiaj modne jest chodzenie na Marsze Niepodległości czy uroczystości związane z Żołnierzami Wyklętymi. To bardzo dobrze. To, że są tam głównie Młodzi jest niezwykle ważne i napawające nadzieją. Czekam na moment, kiedy choć część z nich zacznie przychodzić na Msze w intencji Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. W wakacje przyjechała moja koleżanka – Polka od wielu lat mieszkająca w Norwegii. Przyszła na Msze razem ze swoimi nastoletnimi dziećmi.

I to daje nadzieję…

autor: Marta Terkiewicz

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ