Waldemar Maszenda: 10 mitów o III RP

wałesa.jpg

III RP to pojęcie nieformalne, występujące w opozycji do IV RP. Nieco inaczej niż we Francji, gdzie okresy ustrojowe (obecnie V Republika) są wyraźnie rozgraniczone i związane z przyjęciem nowych konstytucji.

W Polsce III RP zaczęto nazywać państwo, które swą legitymację czerpie bardziej z „okrągłego stołu”, jego legendy i tajnych umów niż Konstytucji (1997), ale dodajmy ― i afer oraz ponurych tajemnic. Ta legenda dała początek mitologii III RP wraz ze swymi bóstwami, herosami, demonami oraz rytuałami.

1. W hierarchii ważności wydarzeń politycznych, a nawet historycznych, najważniejszy jest „okrągły stół”.

Można powiedzieć, że to mit założycielski III RP. Porozumienie zawarte przez opozycję (choć niecałą) i PZPR było de facto bezterminowe. Politycznie takie rozwiązanie należało uznać za niewiążące, przynajmniej od czasu samorozwiązania się PZPR („samozaorania”, jak mówi dziś młodzież) w styczniu 1990. Kiedy zabraknie strony dwustronnego porozumienia, to faktycznie przestaje ono istnieć, chyba że umowa stanowiła inaczej lub coś jest przed obywatelami ukrywane.

Nie wiemy, jak w szczegółach wyglądała umowa części opozycji z władzą komunistyczną, ale apologeci „okrągłego stołu” twierdzą, że to nieważne, bo jest on świętością i przyniósł nam demokrację oraz wolność. To, że umowa ta pozwoliła przejść patologiom starego systemu do nowego, zazwyczaj jest przemilczane.

 

2. Plan Balcerowicza zmienił polski system gospodarczy na rynkowy.

Cały plan to przyjęcie pakietu 10 ustaw i skuteczna, choć brutalna walka z odziedziczoną po komunistach inflacją. Plan, w praktyce „terapia szokowa” i eksperyment na żywych ludziach, faktycznie był autorstwa amerykańskiego ekonomisty Jeffreya Sachsa (absolwenta Harvardu), który w 1989 roku miał radykalnie liberalne poglądy i takich rad udzielał nie tylko w Polsce.

Ubocznym efektem planu Balcerowicza było nie tylko zduszenie inflacji, co należy mu zaliczyć na plus, ale też likwidacja dużej części przemysłu, ogromny wzrost bezrobocia i ogólne zubożenie oraz rozwarstwienie majątkowe społeczeństwa. Obecnie zapotrzebowanie na teorie i praktyki nadal konsekwentnego w swych poglądach Balcerowicza jest w świecie znikome.

 

3. Lech Wałęsa nawet jeśli „coś” podpisał to właściwie nie podpisał, bo zawsze był po dobrej stronie.

Wałęsa jest przykładem mitu heroicznego, który w starciu z faktami musi w końcu polec, ale to proces rozłożony na dziesięciolecia. Doskonale udokumentowana książka dwóch historyków, Cenckiewicza i Gontarczyka, „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” (2008) ukazała się 28 lat po powstaniu „Solidarności” i nie pozostawia żadnych złudzeń. Informacje, że Wałęsa był informatorem SB ówczesna opozycja związana z KOR znała tuż po powstaniu Solidarności. Jacek Kuroń we wrześniu 1980 z tego właśnie powodu miał plan obalenia Wałęsy i postawienia na czele „Solidarności” kogoś nieskompromitowanego.Tuzy opozycji postanowiły jednak tę tajemnicę zachować dla siebie i dalej grać tak jak na to pozwalają karty.

Dziś to samo środowisko („Gazeta Wyborcza”) oburza się na każdą wzmiankę, że Wałęsa był płatnym informatorem. Gdy ostatnio wdowa po generale Kiszczaku ujawniła archiwa męża, wydawało się, ze sprawa agenturalności Wałęsy jest ostatecznie wyjaśniona.

 

4. Jarosław Kaczyński podpisał w grudniu 1981 roku tzw. lojalkę.

Ta czarna legenda funkcjonuje w III RP od 20 lat i co jakiś czas powraca. Zapewne nieraz jeszcze o niej usłyszymy. Ostatnio „lojalka” (deklaracja o lojalności wobec władz PRL) powróciła przy okazji kolejnej rocznicy stanu wojennego, w grudniu 2015 roku. Ewa Kopacz („Jutro pan Kaczyński nie będzie musiał niczego podpisywać”), Rafał Grupiński („My tego nie wiemy, czy niczego nie podpisywał”), Władysław Frasyniuk („Nie przypominam sobie sytuacji, w której SB zatrzymuje, a następnie wypuszcza człowieka bez jakiejkolwiek deklaracji”).

Frasyniuk faktycznie, inaczej niż Jarosław Kaczyński, nie ma żadnego doświadczenia z opozycji przedsierpniowej, co tłumaczy jego zagubienie. Fałszywka lojalki powstała na zamówienie Jerzego Urbana i tygodnika „Nie”. W tym piśmie ukazał się tekst dziennikarza Marka Barańskiego (w stanie wojennym występował w TV w mundurze), poparty fałszywką, kserokopią rzekomej lojalki. W sądzie Barański sprawę przegrał, bo świadek kpt. SB Marian Śpitalniak zeznał, że Jarosław Kaczyński odmówił podpisania lojalki.

Co zatem podpisał Kaczyński po zatrzymaniu w grudniu przez SB? Oświadczenie, zachowane do dziś w dokumentacji IPN o treści: „Odmawiam podpisania przedłożonego mi oświadczenia ze względu na jego szkodliwy ze względów moralnych charakter. Jednocześnie stwierdzam, że nie istnieją podstawy prawne zobowiązujące obywateli PRL do składania tego rodzaju deklaracji”, 17.12.1981. (IPN BU 0204/1599/1)

5. System medialny po upadku komunizmu ukształtował się w sposób naturalny i spontaniczny.

Nie od dziś wiadomo jaki wpływ na decyzje wyborców mają media, zwłaszcza telewizja. Choćby z tego powodu należy w tę spontaniczność wątpić. Inicjatyw powołania telewizji prywatnych i konkurujących z TVP było kilka, niektóre bardzo poważne, ale ostatecznie wyłoniły się dwie, pozornie swojskie i krajowe, znane i dziś. Jak żartowano nie bez powodu jedna z nich specjalizowała się w zatrudnianiu byłych funkcjonariuszy z peerelowskich służb cywilnych, druga z wojskowych.

Z biegiem czasu sprawa się skomplikowała, bo zaczęto odkrywać w mediach „resortowe dzieci”, co oznacza, że proces dziedziczenia przywilejów na strategicznych pozycjach trwał w najlepsze. Oczywiście część dawnych opozycjonistów, na przykład zatrudnionych w spółce Agora, od dawna brała w tym udział, początkowo pod szyldem „Solidarności”, kiedy było to szczególnie użyteczne.

W ten sposób udowodniono, że można uwłaszczyć się nie tylko na fabryce spirytusu lub kamienicy, ale także na idei. Jednocześnie w cieniu tego procesu następowało przejęcie rynku prasy papierowej, zwłaszcza regionalnej, przez kapitał zagraniczny, co właściciele koncernu Agora przyjęli zapewne z ulgą. Przecież nie życzyli tam sobie krajowych konkurentów. Na koniec okazało się w 2015 roku, że telewizja to rzecz w kampanii wyborczej bardzo pożyteczna, ale kto wie, czy przyszłościowo nie bardziej wartościowy jest Internet.

Czy pamiętają państwo z czasów rządów Donalda Tuska taką sprawę jak ACTA i związane z tym próby reglamentacji Internetu, co było powodem protestów młodzieży? Chodziło teoretycznie o zwalczanie obrotu towarami podrabianymi (Anti-Counterfeiting Trade Agreement ― ACTA), ale sam pomysł identyfikacji internautów był na tyle wielowymiarowy, że mógł posłużyć do skutecznego cenzurowania Internetu. A że Internet cenzurować jest trudno, ale to nadal możliwe, dowiedli Chińczycy.

 

6. Żadnych tajemnic nie ma i wszystko wygląda tak jak opisują to w mediach.

Ulubionym argumentem politycznie poprawnych dziennikarzy, którym w razie czego zawsze mogą przygwoździć rozmówcę, jest sugerowanie mu wiary w spiski. Na nieśmiałe przypomnienie o spisku podchorążych, który doprowadził do wybuchu Powstania Listopadowego, gotowi są ukamienować wzrokiem.

Argument o spisku na życie Johna Kennedy’ego też już nie robi wrażenia, niestety raczej prowokuje do wymiany ciosów w stylu: „To wierzy pan w spiskową koncepcję dziejów?”. Taki argument zwykle kończy wymianę myśli. A przecież mamy archiwa (i zbiór zastrzeżony w IPN), sekrety krajowe i natowskie (chronione ustawą) oraz tajemnice polityczne i gospodarcze, sieci powiązań, formalnych i nieformalnych, układów lobbystycznych, grup interesów, centralnych i lokalnych, w tym również przestępczych. Różnie się takie zjawisko określa, w Turcji będzie to deep state (nieoficjalne państwo). To znaczy, ktoś zawsze rządził, nawet odbywały się wybory, ale kto to ma być i jak ma rządzić, czyje interesy realizować w pierwszej kolejności, decydowało właśnie deep state. Oczywiście brak informacji rodzi dezinformację, im bardziej media o czymś nie pisały tym bardziej to istniało w pogłosce, czasem w karykaturalnej formie, trzeba uczciwie przyznać.

Ale można jeszcze raz uchylić zasłonę milczenia, przypominając sobie kultowe w III RP rozmowy: Michnika z Rywinem oraz nie mniej ciekawą ― z Gudzowatym, czy też Gudzowatego z Oleksym albo posłuchać taśm kelnerów z końcówki rządów PO. Wyłania się z nich całkiem inna rzeczywistość niż zwykle podawana w mediach. A trzeba pamiętać, że to jedynie bardzo mały wycinek tej rzeczywistości.

 

7. Lustracja jest szkodliwa i niepotrzebna.

To stara teza Adama Michnika, który w 1990 roku jako pierwszy dopuszczony został („na dziko”) do archiwów bezpieki przez ówczesnego szefa MSW Krzysztofa Kozłowskiego. Teza o szkodliwości lustracji jest błędna, wynikająca być może z tego, co Michnik zobaczył w archiwach na temat swoich znajomych lub o czym go poinformowano. Sporo już na ten temat napisano i trudno dodać coś więcej, może lepiej wspomnieć o zagadkowym fragmencie niedawno wydanej książki Piotra Wrońskiego, „Czas nielegałów” (Fronda 2016).

Autor zna obie epoki, był oficerem cywilnego wywiadu w latach 1982-2011. Najbardziej sensacyjnie brzmi jego analiza („lustracja”) postaci rzeczywistego twórcy III RP, który osobiście doprowadził do „okrągłego stołu” i później nadzorował jego przebieg. Tytułowy „nielegał” to pojęcie ze świata służb specjalnych, oznacza funkcjonariusza wywiadu działającego ze zmienioną tożsamością lub z zaprojektowanym życiorysem. Choć autor książki nazwiska nie wymienia, a tylko inicjały, jasne jest, że chodzi o gen. Czesława Kiszczaka. Autor pisze, że rzeczywisty Kiszczak, syn przedwojennego hutnika i komunisty z okolic Andrychowa, zaginął w 1945 bez śladu w zajętym przez Rosjan Wiedniu, a w jego tożsamość wcielił się podobny do niego i przeszkolony przez NKWD 20-letni Rosjanin, któremu zaplanowano karierę w komunistycznej Polsce.

Brzmi to sensacyjnie i można by powątpiewać, ale znany jest fakt, że Kiszczak, wysłany do Londynu w celu nadzorowania repatriacji polskich żołnierzy do kraju, typuje, kogo należy zwerbować, kogo uwięzić lub po procesie rozstrzelać. A ma wtedy zaledwie 21 lat!!!

Nie ulega kwestii, że musiał cieszyć się nadzwyczajnym zaufaniem Rosjan. Podstawowym pytaniem jest, dlaczego nie wysłano do Londynu rosyjskojęzycznego funkcjonariusza Informacji Wojskowej, którzy w czasach stalinizmu stanowili jej zasadniczy personel? Odpowiedź jest prosta: z przyczyn politycznych powinien być w stu procentach swój, ale uchodzący za Polaka z urodzenia.

Czytelnicy nadal sceptyczni powinni też zastanowić się, dlaczego niedawno zmarły Czesław Kiszczak pochowany został na cmentarzu prawosławnym w Warszawie? W okolicach Andrychowa, skąd pochodził (ten zadeklarowany ateista) nie ma żadnej ludności prawosławnej.

No i na koniec pytanie: dlaczego generał Kiszczak w latach 60. odznaczony został w ZSRR medalem za wojnę ojczyźnianą I klasy, której regulamin przewidywał nagradzanie wyłącznie obywateli sowieckich?

8. Katastrofa Smoleńska to zwykły wypadek lotniczy.

Ze zwolennikami III RP w zasadzie można o wszystkim rozmawiać, wyjątkiem jest katastrofa smoleńska. Tu przestają obowiązywać rozum i logika. Zwykle inteligentni i wykształceni ludzie przestają wierzyć fizyce i każdej innej nauce, a jeszcze mocniej zaczynają ufać propagandowym sloganom, półprawdom i oficjalnym „raportom”, które już rzekomo wszystko wyjaśniły.

Jest w tym coś ponurego, jakaś tajemnica tajemnic III RP. Jakby jej rozwikłanie musiało doprowadzić do upadku świat rozpoczęty „okrągłym stołem”.

 

9. Demokracja w Polsce jest silna, a system otwarty – każdy w polityce ma szanse.

Prawdę mówiąc specjalnie w to nie wierzyłem mimo krótkotrwałej kariery Stana Tymińskiego, luzackiej Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, powstałej i upadłej Ligi Polskich Rodzin Romana Giertycha, wzlotu i upadku partii Andrzeja Leppera, który otaczał się doradcami z WSI.

Przekonała mnie „Gazeta Wyborcza” w 2011 roku, że da się wylansować nawet partię Palikota. Następnego dnia po wyborach, ówczesny zastępca naczelnego „Wyborczej” Piotr Pacewicz napisał w tytule: „Udał nam się Palikot”, pisząc wprost, jak to się stało i komu poseł z Biłgoraja powinien być wdzięczny za otrzymane 10-procentowe poparcie.

Partia Palikota to już mroczna przeszłość, ale w 2015 pojawiła się kolejna partia sezonowa, Nowoczesna Ryszarda Petru. Można mieć pewność, że to nie koniec – stawiam na Partię Piratów.

 

10. Autorytety moralne i ojcowie założyciele.

Właściwie należałoby napisać – kapłani, strażnicy kultu, twórcy mitów i rytuałów III RP. Pomińmy czynnych polityków, których powoływał i odwoływał naród (ma takie prawo), skupmy się na szarych eminencjach i starych strażnikach idei III RP, tych najbardziej znanych, choć daleko nie wszystkich.

Jan Widacki, Jan Krzysztof Bielecki, Jerzy Stępień, Andrzej Olechowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Adam Michnik, Andrzej Zoll, Paweł Piskorski, Marek Safjan, Jacek Żakowski, Lech Wałęsa, Tomasz Lis, Janusz Onyszkiewicz, Mariusz Walter, Władysław Frasyniuk, Marcin Król, Waldemar Kuczyński, Kazimierz Kutz, Andrzej Celiński, Gromosław Czempiński, Jacek Fedorowicz, Andrzej Rzepliński, Andrzej Wajda, Leszek Balcerowicz, Agnieszka Holland, Aleksander Hall, Andrzej Wielowieyski, Roman Giertych.

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ