A. Jawor: Służba wojskowa, czyli tego nam trzeba!

p3.jpg

Jestem już niestety tym rocznikiem, którego nie objęła obowiązkowa służba wojskowa. No własnie – niestety. Jak się zapewne domyślacie, jestem zwolennikiem powrotu do tego systemu , a jeśli nie całkowitego powrotu, to takiej zmiany, która bez problemów, kombinacji i nadmiernych formalności umożliwi chętnym odbyć służbę.

Zacznę od tej drugiej części. Jeszcze nie tak dawno temu miałem w planach odbycie szkolenia. Skontaktowałem się z moją jednostką (w moim przypadku jest to WKU Bolesławiec), odbyłem rozmowę telefoniczną z tamtejszym Kapitanem. Okazało się, że mam możliwość odbycia szkolenia, po którym zostanę starszym szeregowym, a zarazem żołnierzem Narodowych Sił Rezerwowych (NSR). Brzmi to fajnie. Ale niestety tylko brzmi. Jak taka służba wygląda? Po 1 roku studiów 3 miesiące służby, po 2 roku jeszcze 2 miesiące. Co istotne, czas ten byłby płatny, jak na warunki polskie nawet nie najgorzej. Ale jednak 5 miesięcy wyciągnięte z życia. Sporo z tego czasu poświęciłem za to na praktyczną naukę tego, co na studiach mam tylko w teorii.

Trzeba wspomnieć jeszcze o innych konsekwencjach bycia w NSR. W razie klęsk żywiołowych, zagrożenia, itp. jest się wzywanym do służby. Trzeba też odbyć kilka dni ćwiczeń w roku. I dopóki nie dotyczy to wszystkich osób, pracodawca mając o wyboru pracownika będącego w NSR i tego bez doświadczenia w wojsku, obawiam się, że wybierze „cywila”. Co w sytuacji, gdy w pracy trafi się awaryjna sytuacja, a wojsko wezwie na służbę? No właśnie. To niewątpliwie jest problemem.

O zaletach służby możemy usłyszeć od naszych starszych znajomych czy ojców. Standardowe określenia padające w trakcie rozmowy to „wojsko nauczyło mnie życia” czy „zrobiło ze mnie mężczyznę”. Uważam, że jest to bardzo, bardzo ważne i przyniosło by wiele dobrego w codziennym życiu na ulicach miast. Ponadto w obecnej sytuacji geopolitycznej powinniśmy mieć jak najwięcej przeszkolonych osób (tu szacunek dla ministra MON, który powołuje do życia obronę terytorialną), ponieważ nigdy nie wiemy co nas czeka.

Powinniśmy stworzyć proste zasady i możliwości odbycia służby dla chętnych. Ostatnimi czasy zgłasza się naprawdę wielu chętnych do szkół wojskowych, czy też jednostek, ale brakuje dla nich miejsca. Skoro są chętni, pomóżmy im! Nie każdy chce i nie każdy oczywiście musi. Gdyby jednak więcej osób było w NSR, rozwiązujemy znacząco problem o którym pisałem kawałek wyżej. Myślę też, że moglibyśmy się czuć bezpieczniej. Temat pozostawiam oczywiście do przemyśleń. Ja natomiast powtórzę, że jestem za obowiązkową służbą lub stworzeniem takich możliwości, aby każdy z wielu chętnych, miał możliwość styczności z wojskiem. Nie wykluczam również, że w jakimś stopniu, w przyszłości zaangażuję się w służbę.

ja

Autor: Aleksander Jawor 

Student Politechniki Wrocławskiej, angażujący się w akcje społeczne w Jeleniej Górze i Wrocławiu, szczególnie te przypominające o historii Polski. Ponadto sportowiec – kolarstwo jest jego pasją. Autor bloga www.alekjawor.blogspot.com.

 

Źródło zdjęcia:wojsko-polskie.pl/

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ