Coś się zawsze przylepi, czyli dlaczego facet od krzyża nie może pracować w banku

146825113613126383150.jpg

Gry personalne wokoło spółek skarbu państwa i angażowanie się w nie mediów nie są niczym nowym. Jednak publikacja Dominiki Wielowieyskiej na temat PKO BP w weekendowej „Gazecie Wyborczej” warta jest chwili uwagi, bo jest typowym przykładem tego jak przeprowadza się w Polsce dintojry na osobach pozwalających sobie mieć inną wrażliwość i poglądy, reprezentować inne środowiska od tych pobłogosławionych przez ojca Michnika. Ja przyznaję z góry, że sprawą się zajmuję, bo zaatakowana przez „Gazetę” osoba, Michał Kuczmierowski, obecny szef marketingu w PKO BP to mój kolega, osoba o której mam jak najlepsze zdanie. Wielowieyska zastosowała zaś dość charakterystyczną i niezbyt ładną metodę dziennikarską, polegającą: po pierwsze, na niepisaniu całej prawdy; po drugie, na pluciu trochę na ślepo, ale z nadzieją, że coś się przylepi.

Co było więc w „Wyborczej”? Oto jest harcerz, który z kolegami kiedyś postawił krzyż ku pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej. Potem jeszcze występował w programie telewizyjnym, w którym prezentował pogląd, że ów krzyż należałoby przenieść do kościoła, a na jego miejscu postawić pomnik. Z perspektywy Czerskiej muszą to być niewątpliwe zbrodnie. Z tekstu Wielowieyskiej, czytelnik łatwo może wywieść, że to właśnie sprawiło, że Kuczmierowski dostał intratną posadę w banku. O tym, że wcześniej był na wielu menadżerskich stanowiskach, a także kierował polską edycją ogromnego projektu współpracy z uczelniami wyższymi Santander Universidades, gdzie osiągnął jedne z lepszych wyników, koleżanka Wielowieyska nie wspomniała. W końcu jak się do kogoś strzela to się nie wnika w jakieś detale z jego życia. Także takie, skoro już sięga się w czyjeś życie pozasłużbowe, że Kuczmierowski jest dość rozpoznawanym społecznikiem. Nie tylko ze stawiania krzyży.

Z wyimka towarzyszącego artykułowi dowiadujemy się też, że „Kuczmierowski już w mundurku harcerza nie występuje. Jako szef marketingu PKO BP decyduje o intratnych zleceniach”. Zaś w środku informacja, że przed laty pracował w firmie, która teraz obsługuje bank. Co prawda, pani z banku w środku tekstu tłumaczy, że to nie Kuczmierowski odpowiada za tę współpracę, ale co tam, zawsze coś się przyklei.

Tak właśnie wygląda modelowa insynuacja. Z przykrością muszę stwierdzić, że napisała go Dominika Wielowieyska, z którą się bardzo rzadko zgadzam, ale której nie uważałem za osobę gotową decydować się na realizację takiego modelu dziennikarstwa: insynuacyjnego, stygmatyzującego ludzi, wyglądającego w dodatku na element jakiś gier biznesowych. Równie dobrze można by napisać, że Dominika Wielowieyska napisała swój tekst za pieniądze firmy, która się ogłasza na tej samej stronie w jej gazecie. A jeśli nie napisała to mogła napisać… i tak dalej.

źródło: wpolityce.pl

fot: youtube

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ