Nowe kulisy afery sędziego Łączewskiego

lis_laczewsk 2.jpg

To chyba najdziwniejsza sprawa dyscyplinarna ostatnich lat. Afera sędziego Wojciecha Łączewskiego wlecze się już wiele miesięcy i wszystko wskazuje, ze potrwa dłużej niż przewidywano. Komu zależy na przedłużaniu tej sprawy? Prokuratorzy przesłuchują kolejnych świadków, występują o kolejne opinie, a nawet chcą rozmawiać z właścicielami Twittera! A sędzia dyscyplinarny? Cierpliwie czeka na te ustalenia, twierdząc, ze ona sam „nic nie może”. Sprawa wyjaśnienia „ustawki” sędziego Łączewskiego z rzekomym Tomaszem Lisem może potrwać nawet do wiosny przyszłego roku!

Z informacji, do których dotarł portal wPolityce,pl wynika, że przewlekłość tej sprawy wynika z dziwnych decyzji sędziego dyscyplinarnego oraz podejrzanej przewlekłości postępowania w prokuraturach, które zajmowały się i zajmują sprawą Łączewskiego. Sędzia dyscyplinarny Marek Hibner tłumaczy brak decyzji w sprawie Łączewskiego niewystarczającymi ustaleniami prokuratorów, którzy także badają aferę.

Z naszych informacji wynika, że sędzia Hibner czeka na kolejną opinię biegłych w tej sprawie oraz na informacje od właścicieli Twittera. Więcej, miał nawet stwierdzić, że bez tych informacji nie może podjąć żadnej decyzji. Sędzia zdaje sobie jednocześnie sprawę, że informacje od Twittera nie zostaną mu przekazane więc czeka aż odmowę otrzymają prokuratorzy, którzy zwrócić mieli się do TT o informacje, dotyczące możliwości włamania się do komputera sędziego Łączewskiego.

 

Sprzeczność? Oczywiście, ale w działaniach sędziego Hibnera zastanawia jeszcze jedna kwestia. Z naszych informacji wynika, że Hibner oprócz przesłuchania kilku świadków, nie „przepracował” się w tej sprawie. Pod koniec lipca przebywał na urlopie. Potem czekał na kolejne materiały w prokuraturze. Sędzia ma pewne wątpliwości w związku z przesłuchaniem przez siebie i prokuraturę kilku świadków. Te dokumenty dostarczono mu jednak już 24 sierpnia. W tym czasie miał ponoć znów przebywać na urlopie i wznowić sprawę po 9 września. Gdy jednak wczoraj próbowaliśmy się z nim skontaktować, okazało się, że do końca tego tygodnia będzie przebywał poza sądem apelacyjnym w Poznaniu, gdzie na co dzień orzeka.

 

W lutym dziennikarze WG ujawnili, że sędzia Łączewski, korzystając z pseudonimu „Marek Matusiak”, miał skontaktować z na Twitterze z osobą podszywającą się pod Tomasza Lisa i oferować pomoc w działaniach przeciwko obecnemu rządowi. „Warszawska Gazeta” ujawniła rozmowy, jakie „Matusiak” prowadził z „Lisem”. Kilka miesięcy temu dziennikarze Gazety Polskiej zdobyli gotowy projekt orzeczenia sądu dyscyplinarnego, który zakładał decyzję o niewszczynaniu postępowania dyscyplinarnego wobec Łączewskiego. Portal w Polityce.pl ustalił z kolei, że sąd dyscyplinarny szykuje umorzenie sprawy, ale wstrzymuje się od decyzji, w związku z ustaleniami prokuratury w Legnicy, która prowadzi postępowanie karne.

 

A sam zainteresowany? Sędzia Wojciech Łączewski nadal utrzymuje, że ktoś się pod niego „podszył”, wcześniej włamując się do jego komputera. Biegli jednak temu zaprzeczają. To bardzo komplikuje sytuację sędziego, ale teoretycznie pomóc mogłoby w zakończeniu sprawy. Z informacji portalu wPolityce.pl wynika, że dyscyplinarna sprawa Łączewskiego może potrwać nawet do końca roku, choć ten czas może wydłużyć się nawet do wiosny.

 

autor: Wojciech Biedroń

foto: you tube

źródło: http://wpolityce.pl/polityka/308976-tylko-u-nas-nowe-kulisy-afery-sedziego-laczewskiego-sprawa-sie-wlecze-bo-sedzia-dyscyplinarny-czeka-na-wyjasnienia-od-twittera?strona=1

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ