Benedykt XVI Ostatnie rozmowy (recenzja)

ben.jpg

We wrześniu nakładem Domu Wydawniczego Rafael ukazał się wywiad-rzeka przeprowadzony z Benedyktem XVI przez Petera Seewalda zatytułowany „Ostatnie rozmowy”. Ta wyjątkowa książka-testament składa się z trzech Części poprzedzonych Prologiem oraz Aneksu, który zwiera niezwykle aktualny artykuł Josepha Ratzingera z roku 1957. W zamierzeniu autora książka ma być „przyczynkiem służącym skorygowaniu fałszywych obrazów i rozjaśnieniu ciemności, zwłaszcza towarzyszących okolicznościom jego (Papieża – AK) ustąpienia, które tak zszokowało świat. Wreszcie chodzi o to by, lepiej zrozumieć człowieka Josepha Ratzingera i pasterza Benedykta XVI, docenić jego świętość”.

 W Prologu Peter Seewald szkicuje w syntetycznym ujęciu sylwetkę Benedykta XVI. Określa Papieża mianem śmiałego myśliciela, Bożego filozofa, odnowiciela wiary, doktora Kościoła współczesności. Przypomina opinię Mario Vargasa Llosy, który uznał Benedykta XVI za najbardziej znaczącego intelektualistę naszych czasów, udzielającego świeżych i odważnych  odpowiedzi na moralne, kulturalne i egzystencjalne dylematy. Wśród przymiotów emerytowanego Papieża Seewald wymienia suwerenność, pasję, odwagę w „czesaniu pod włos” niepopularnych myśli, inteligencję w poznawaniu i formułowaniu tajemnic wiary, umiejętność rozwikływania skomplikowanych spraw, przenikanie powierzchowności, rzetelność w analizie, naukową sumienność, bogactwo języka, mistyczny realizm. Benedyktowi XVI zawdzięczamy, zdaniem Seewalda, ponowne zespolenie sfer nauki i religii, fizyki i metafizyki, refleksji i modlitwy. Wreszcie cechą charakterystyczną tego Papieża jest „trwanie przy rozumie jako gwarancie wiary”. Rozumie, bez którego religii chrześcijańskiej groziłoby stoczenie się w błędne fantazje i fanatyzm. O tej ostatniej kwestii tak mówi sam Benedykt XVI: „Doszedłem do przekonania, że oczywiście, potrzebujemy Boga, który porusza serce, zna mnie i miłuje. Tylko musi być On przecież dostępny rozumowo. Człowiek to jedność. A co nie wiąże się z rozumem, tylko przebiega całkiem obok, nie zostanie zintegrowane z całością mojej egzystencji, tylko pozostanie obcym ciałem, właśnie gdzieś na marginesie”. Benedykt XVI zadawał sobie pytanie, czy Bóg wiary wyklucza boga filozofów czy w rzeczywistości stanowią jedność? Papież przyznaje, że „wiara i rozum to sprawy, które rozpoznał jako swoje powołanie”.

 

W Części I – „Dzwony Rzymu”– Benedykt XVI wyjaśnia powody swojej abdykacji. „Moja godzina minęła i to, co mogłem dać, dałem” –  wyznaje. Ujawnia doświadczenia „ciemnych nocy”.   Trudno jest bowiem pogodzić istnienie zła z wszechmocą i dobrem Boga: „gdy wokoło rozgrywają się ludzkie dramaty, gdy pyta się, jak Bóg może na to pozwolić, zaczynają się pojawiać wątpliwości”. Papież w tym rozdziale przybliża również kwestie eschatologiczne. Ocenia także swojego następcę Franciszka.

 

W Części II – „Historia sługi”– Benedykt XVI wspomina ważne chwile w swojej biografii. Opowiada  m. in. o domu rodzinnym, powołaniu kapłańskim, wojnie i dezercji z Wehrmachtu –   „Wiedziałem, że są warty, że grozi mi natychmiastowe rozstrzelanie”, karierze akademickiej oraz ówczesnych  fascynacjach filozoficznych i teologicznych, swoich „zuchwałych poczynaniach” podczas II Soboru Watykańskiego, zaskoczeniu sukcesem „Wprowadzenia w chrześcijaństwo”, współpracy z Janem Pawłem II na stanowisku prefekta Kongregacji Nauki i Wiary, które przyjął pod warunkiem, że wolno mu będzie dalej pisać, ponieważ czuł „wewnętrzną potrzebę zwracania się do ludzkości”.

W Części III – „Papież Jezusa”– Benedykt XVI mówi o fundamentach swojego pontyfikatu. Za jego cel uznał umieszczenie w centrum uwagi tematu Boga i wiary; pokazanie, co wiara w Boga oznacza w dzisiejszym świecie i danie ludziom odwagi do konkretnego życia nią. Tłumaczy  przesłanki powstania trylogii o Jezusie Chrystusie. Demistyfikuje kontrowersyjne wydarzenia, które miały miejsce, gdy zasiadał na Tronie Piotrowym.  

Gdzie dziś żyjemy? Co dalej z Kościołem? Co dalej ze społecznością? Te pytania stawia Papież. Za prawdziwy problem Kościoła w Europie Benedykt XVI uznaje postępującą dechrystianizację. Mamy z jednej strony do czynienia z wygasaniem świadomości chrześcijańskiej i pojawieniem się neopogan, którzy oddają się życiu w iluzji, przekonani, iż takimi nie są. Z drugiej zaś strony, z degradacją tego, co chrześcijańskie w przestrzeni publicznej. „To jasne, że Europa nie funkcjonuje już jako oczywiste centrum Kościoła na świecie (…) wiara na kontynencie europejskim osłabła na tyle, że już z tego powodu jedynie w ograniczonym stopniu może być on właściwą siłą napędową dla Kościoła na świecie i dla wiary w Kościele (…) To, że nie przystajemy już do współczesnej kultury, a chrześcijańskie wzorce przestały być decydującym wskazaniem, to oczywiste. Obecnie żyjemy w ramach pozytywistycznej i agnostycznej obyczajowości, która staje się coraz bardziej nietolerancyjna wobec chrześcijaństwa” –  stwierdza Benedykt XVI. W przyszłości, społeczeństwo Zachodu, przewiduje Papież, po prostu nie będzie chrześcijańskie.

Czy jest ratunek dla zsekularyzowanej i zlaicyzowanej Europy? Tak. Trzeba obudzić chrześcijan ze znużenia i stagnacji. Poddać cały kontynent europejski rechrystianizacji i reewangelizacji. Kościół nie może rezygnować ze wspólnego nauczania, ponieważ, „przepowiadanie Słowa (…) to absolutna konieczność, niezależna od wszelkich kalkulacji powodzenia”. Trzeba przypomnieć sobie w co, i jak wierzymy. „I obecnie musimy być w stanie zadeklarować, jaka jest wiara Kościoła i czego on naucza” –  podkreśla Papież. Temu służyło przygotowanie pod jego kierunkiem Katechizmu Kościoła Katolickiego, gdy był prefektem Kongregacji Nauki i Wiary. Chodzi o to, aby „słowo Boże pozostało zachowane w wielkości i czystości – przeciwko wszelkim próbom dostosowywania i rozwadniania” –  zaznacza Benedykt XVI. Ocalenie przesłania Ewangelii nie wyklucza nowoczesnej refleksji nad wiarą. Ważne jest, abyśmy przepowiadali wiarę w wiarygodnych i prawdziwych formach. „Chrześcijaństwo musi na nowo się zorientować, zdefiniować i zrealizować” –  rekomenduje Benedykt XVI.. Stąd też na pytanie Seewalda, czy jest reformatorem czy konserwatystą, Benedykt XVI odpowiada: „Należy działać w obie strony”. Potrzebne jest  wskazywanie nowych dróg i kontynuacja, aby „wiara nie utraciła fundamentu, nie runął jej gmach”. Teologia ma być wykładnią wiary, a właściwą definicją „fachu” teologa jest bycie „współpracownikiem prawdy”. Papież konstatuje, że „przekład teologii i wiary na język współczesności wykazuje ciągle jeszcze ogromne deficyty”. Nowe zrozumienie słowa Bożego w teraźniejszości i wyrażanie go powinno ukształtować nowy styl życia. Ciężar odpowiedzialności spoczywa tu na wierzących. To oni muszą zabiegać o formowanie i utrzymanie świadomości istnienia wartości oraz życia według wiary. 

Pontyfikatowi Benedykta XVI  towarzyszył nieustający pope-bashing mediów. On sam komentuje ten fakt następująco: „Gdyby (Papież – AK) zbierał tylko owacje, musiałby postawić sobie pytanie, czy nie robi czegoś źle. W tym świecie przesłanie Chrystusa to skandal, począwszy od Niego samego. Zawsze będziemy mieli do czynienia ze sprzeciwem, a papież będzie znakiem owego sprzeciwu”. 

autor: Agnieszka Kanclerska, mgr filozofii Wydziału Nauk Społecznych we Wrocławiu

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ