Piotruś. Historia prawdziwa: Wszyscy będą pamiętali maleńkiego Piotrusia, któremu pozwolono się urodzić i godnie odejść. Jego krótkie życie miało sens.

dziecko w lonie.jpg

Wiadomość o poważnej wadzie genetycznej mającego się narodzić dziecka była dla nich jak grom z jasnego nieba. Zawsze chcieli mieć dużą rodzinę. Ustabilizowani życiowo i zawodowo – duże, ładne mieszkanie, odpowiedni status materialny, troje udanych dzieci i marzenie o czwartym. Niedowierzanie, diagnoza brzmi jak wyrok, jest cień nadziei, ale kolejne badanie jest tylko potwierdzeniem poprzedniego – to Zespół Pataua. Szansa na donoszenie ciąży niewielka, a w przypadku urodzenia żywego dziecka nadzieja na przeżycie dłużej niż kilka tygodni, bardzo nikła.

Znam dobrze tę rodzinę, to historia prawdziwa. Zabicie dziecka w ogóle nie wchodziło w rachubę, nie bili się z myślami, co robić, ale na donoszenie tej trudnej ciąży chcieli się przygotować. Otoczeni akceptacją całej rodziny – rodziców, teściów, rodzeństwa, oddali się pod opiekę psychologów z Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci, które prowadzi poradnię preinatalną http://hospicja.pl/hospicjum-dzieciece/hospicjum-perinatalne#faqnoanchor, oferując wieloaspektowe wsparcie. Dzięki niemu łatwiej zaakceptować nieuleczalną chorobę nienarodzonego dziecka, pożegnać się z nim jeszcze w okresie prenatalnym, albo tuż po porodzie.  

Przygotowane do tej trudnej sytuacji zostały też starsze dzieci, 13-letni chłopiec, 9,5-letnia dziewczynka i najmłodszy, czterolatek.

Ciąża została donoszona. Piotruś, bo takie imię nadano temu dziecku, urodził się w terminie, 5 czerwca. Rodzice poznali go, przytuli, ochrzcili. Ale przede wszystkim obdarzyli tym, co każdego dziecka najważniejsze – miłością. Do szpitala przyszli dziadkowie, rodzeństwo, ciocie, wujkowie. Brali na ręce i robili sobie pamiątkowe zdjęcia. Widziałam fotografię Piotrusia – w czapeczce na główce i ze smoczkiem w buzi. Wyglądał jakby był zupełnie zdrowy. Spał. Zmarł tego samego dnia otoczony miłością i czułością najbliższych.

Żegnała go liczna rodzina. Wszyscy będą pamiętali maleńkiego Piotrusia, któremu pozwolono się urodzić i godnie odejść. Jego krótkie życie miało sens.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ