I tutaj z prezesem TK się zgadzamy: „stabilizacja finansowa w stanie spoczynku jest niezwykle ważna”

rzepilniśki.jpg

Jeśli ktoś jeszcze nie ma świadomości grozy w jakiej żyją Polacy pod rządami PiS, dowie się tego z sążnistego wywiadu, którego prezes Trybunału Konstytucyjnego udzielił „Gazecie Wyborczej”. Dowie się także, że to Andrzej Rzepliński jest obrońcą demokracji, bohaterem narodowym i prawym człowiekiem któremu na sercu leży jedynie dobro i wolność Polaków. Rzepliński powtarza, że działania PiS są „destrukcyjne dla Polski” i „odpychają nas od Europy”. Twierdzi, że po zakończeniu kadencji w TK, PiS zamknie go w więzieniu.

Prezes TK jest dumny z własnej pracy. Wyraźnie widać, że działalność rozpostarta pod szyldem „obrony demokracji” bardzo go cieszy. Twierdzi, że otrzymuje wiele wyrazów poparcia od ludzi. Jakie są reakcje, gdy widzą go na ulicy?

W zdecydowanej większości przyjazne. Niedawno poszedłem do byłego Supersamu zobaczyć, czy w księgarni jest coś ciekawego. Na środku ulicy jest wysepka, zatrzymało się trzech dżentelmenów, zaczęli mi ściskać rękę. (…) Z samochodów pokazują tak (składa palce w literę V)

— opowiada Rzepliński. Wiary w tę „demokratyczną” misję nie odbierają mu nawet przeciwnicy, wyrażający swoje poglądy na temat jego działalności.

Tamtego dnia najpierw tych trzech mnie uścisnęło, a potem słyszę, jak ktoś krzyczy w moim kierunku dwa razy: „zdrajca!”. I to nie był pierwszy przypadek

— żali się prezes TK. Przytacza też sytuację, która spotkała go w Poznaniu podczas obchodów 1050-lecia chrztu Polski. Twierdzi, że rozmodleni ludzie z różańcami wykrzykiwali do niego obelgę „zdrajca!” i zarzucali mu, że „niszczy Polskę”.

Przeszedłem, odwróciłem się do nich wszystkich, rozłożyłem ręce i powiedziałem: „Kocham państwa”. Zamilkli może na sekundę. A potem, ale ja już wtedy wszedłem do katedry, znów zaczęli: „Zdrajca! Zdrajca”. Nie sądzę, żeby zdążyli się wyspowiadać, a komunię pewnie przyjęli

— mówi Rzepliński. To nie jedyna sytuacja, którą dzieli się z „Wyborczą”. Twierdzi, że kilkakrotnie spotykał księży, którzy go popierali. Jeden nawet stwierdził, że „nie wszyscy czarni są przeciwko” niemu. Dla kontrastu przytoczył scenkę z Jasnej Góry, gdzie choć podobno zdecydowana większość katolików przyjęła go pozytywnie, to jednak były i bolesne rodzynki.

Szło też dwóch dżentelmenów, mniej więcej w moim wieku, jeden trzymał w jednym ręku miniaturkę biało-czerwonej flagi, a w drugim biało-żółtej, watykańskiej, i jak go mijałem, a szedłem już dość szybko, to zawołał: „Szujo, twoje miejsce jest w dole z wapnem!”. Powtórzył to ze trzy razy, widocznie chciał, żebym się zatrzymał, zaczął z nim dyskutować i wtedy byłaby awantura. Ale przeszedłem mimo

— opowiada prezes TK.

Czy potrzebuje ochrony? Mówi, że prezesi wszystkich sądów sąsiadujących z Polska ochronę mają.

Jedyne co mam, to firewall, który mnie odgradza od nienawistnych maili. Załatwił to z policją, całkowicie poza mną, szef biura Trybunału, kiedy zaczęły się groźby pod moim adresem. Choć czasem nadal się przebijają. Ostatnio dostałem maila – tak naprawdę to wiem, od kogo – że jak tylko przestanę być prezesem, to on się dobierze do moich córek. To są czysto ubeckie, wie pan, metody. Tak było do 1956 roku i w stanie wojennym

— mówi Rzepliński, dodając że nie będzie reagować na takie sprawy.

Na pewno nie wystąpię do pana Błaszczaka o ochronę. Raz, że to byłoby sprzeczne z moją naturą. Dwa, że wolałbym zjeść coś obrzydliwego, niż do tego gościa wystąpić o cokolwiek. Pan chyba widział sceny, jak pan Jarosław Kaczyński jako premier, no niezbyt wysoki, stał otoczony tymi mężczyznami mającymi minimum sześć stóp wzrostu. Ale rozumiem, on ma taki styl. Ja mam inny

— twierdzi. Jaki to styl?

Jak mówię, że jestem dla ludzi i jestem pokorny wobec ludzi, to naprawdę nie udaję

— zaznacza, wyjaśniając że jest pokorny wobec praw ludzi i wobec przyszłości.

W życiu i w pracy kieruję się czterema podstawowymi wolnościami, które legły u podstaw Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. I w konsekwencji europejskiej. I paktu praw człowieka. I także naszej konstytucji. Pierwsza to wolność religii. Druga – wolność od słowa i prasy. Trzecia – wolność od strachu przed dojmującą potrzebą

— wylicza Rzepliński.

W rozmowie z „Wyborczą” nie brakuje też wątku zarobkowego. Prezes TK przyznaje, że zarabia „sześć średnich krajowych plus dwadzieścia procent za wysługę lat”. Wyciąga nawet pasek, na którym ma widnieć kwota wynagrodzenia miesięcznego 27 755 zł. Nie uważa tej kwoty za wygórowaną, ponieważ sędzia czeski czy słowacki– jak mówi – zarabia równowartość 55 tysięcy zł.

Rzepliński martwi się jednak wysokością nadchodzącej emerytury. W stanie spoczynku to 75 proc. ostatniej pensji, ale gołej. Mówi, że ustawia to Polskę w dolnej skali UE. Twierdzi, że stabilizacja finansowa w stanie spoczynku jest niezwykle ważna.

To jest istotne, ale w państwie normalnym, tymczasem my przestajemy takim być. Wysokie honorarium oraz stan spoczynku są wyrazem szacunku dla autorytetu, dla dużej władzy, którą ma każdy sędzia konstytucyjny

— mówi, przekonując że nie są to żadne luksusy, ponieważ na wolnym rynku „miesięczne zarobki prawników w wysokości 70, 100 tysięcy złotych nie są żadną rewelacją”.

18 grudnia kończy się kadencja Andrzeja Rzeplińskiego. Co będzie dalej?

Wtedy mnie zamkną

— śmieje się, dodając że w życiu nie można niczego wykluczać. Dopytywany czy naprawdę spodziewa się, ż trafi do więzienia, odpowiada:

Nie wykluczam tej możliwości. Bo jeżeli można było próbować rozwalić sąd konstytucyjny, generalnie robić rzeczy, które są wymierzone w interes Polski, tylko dlatego, że ktoś ma fobię, że nie jest w stanie – od zawsze – zaakceptować istnienia czegoś tak odrębnego, niezależnego i równorzędnego jak sąd konstytucyjny, to wszystko jest możliwe.

Snuje nawet mgliste rozmyślania nad tym do jakiego więzienia i do jakiej celi mógłby trafić.

Co stanie się z Trybunałem 19 grudnia?

— pyta zatroskany dziennikarz „Wyborczej”.

Nie wiem. Mam nadzieję, że prezesem zostanie sędzia, który ma aprobatę Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego

— mówi Rzepliński, podkreślając że wyboru nowego prezesa dokonuje się przed końcem kadencji starego. Zapowiada, że przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego przedłoży prezydentowi listę kandydatów.

W wywiadzie roi się od autobiograficznych ciekawostek. Jedną z nich jest przyznanie się Andrzeja Rzeplińskiego do tego, że nie posiada prawa jazdy.Twierdzi, że w latach 70. Marzył nie miał samochodu, ponieważ marzył o Jaguarze, na który nie było go stać.

Dzisiaj nie stać mnie na trzy tygodnie, żeby zrobić prawo jazdy. Poza tym mógłbym oblać, a wtedy już widzę te tytuły w tablicach

— mówi prezes Trybunału Konstytucyjnego, wytrącając tym samym lemingom z rąk argumenty motoryzacyjne przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu.

 

foto: you tube

źródło: wPolityce.pl/ Gazeta Wyborcza

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ