Wywiad z Aldoną Struzik, aktorką odtwarzającą w filmie pt: Smoleńsk Ewę Błasik

Aldona Dtruzik.jpeg

PWST reaguje ws. zwolnienia Struzik, a aktorka odpowiada: Nie zrezygnowałabym z roli w „Smoleńsku”, nawet gdybym wiedziała, co mnie spotka. Nie rozumiem dlaczego nagle zostałam pozbawiona pracy ze studentami, bo bardzo chciałam dalej w szkole pracować. Uważam to za rodzaj brutalnego potraktowania kogoś

—powiedziała portalowi wPolityce.pl aktorka Aldona Struzik, grająca w filmie „Smoleńsk” Antoniego Krauzego generałową Ewę Błasik.

Aldona Struzik po 10 latach zwolniona z PWST we Wrocławiu. Czy poszło o rolę Ewy Błasik w filmie „Smoleńsk”?

wPolityce.pl Zagrała Pani doskonale rolę Ewy Błasik w „Smoleńsku”. Dlaczego nie doceniono tego w środowisku aktorskim Wrocławia?

Aldona Struzik: Nie rozumiem dlaczego Wrocław jest miastem, które nie promuje swoich aktorów i dokonań ludzi kultury. Jesteśmy Europejską Stolicą Kultury, a przecież nie padła żadna zachęta ze strony mediów w naszym mieście, by pójść do kin na „Smoleńsk”. Ani gazety wrocławskie, ani telewizja nie zwróciły się do nas – trójki aktorów z Wrocławia, grających w tym filmie – żebyśmy sami powiedzieli coś dobrego na jego temat. Nie pojmuję dlaczego nie można oficjalnie powiedzieć, że jest aktorka z Wrocławia, która gra w tym filmie? Przecież to nie jest chyba żaden wstyd. Tak dzieje się w przypadku innych produkcji, które są promowane, tu niestety tego nie doświadczamy.

Spotkał za to Panią ostracyzm ze strony środowiska.

To przykre, ale to prawda. Z powodu zagrania w tym filmie straciłam także kilku przyjaciół, którzy mają inne przekonania polityczne. To straszne, że jest to dla nich powód do tego, by nagle odwrócić się ode mnie. Nie mogę tego zrozumieć, bo sama jestem otwarta na ludzi. Musiałam się z tym pogodzić. Rozmawiam też z ludźmi, którzy mówią, że czytają dobre recenzje na mój temat. Pytam, ale film widzieliście? – Nie, my nie idziemy na ten film – odpowiadają. To przykre coś takiego usłyszeć. Zostałam z bratem wychowana przez rodziców w duchu patriotyzmu. To, że żyję w Polsce, mojej ojczyźnie, jest dla mnie bardzo ważne i zawsze mówię dobrze na jej temat. Gdybym urodziła się w czasach II wojny światowej, prawdopodobnie od razu zginęłabym pod jakimiś kołami czołgu z butelką benzyny, bo zapewne byłabym w Szarych Szeregach. Bronić, walczyć, naprawiać, uświadamiać, że coś jest nie tak – to moje zadanie. Ale nie jest to proste, bo cały czas się narażam i bez przerwy słyszę: „Po co ty to robisz? Przecież gdybyś poszła z większością, to by ci było łatwiej”. Nie potrafię jednak tak żyć. Czasy, w których żyjemy są w jakiś niepojęty sposób brutalne. Gazety zadają mi wciąż pytanie czy to prawda, że nie pracuję już w PWST. Odpowiadam, że tak, ale jak ja mam udowodnić dlaczego tak się stało? Może byłam po prostu złym pedagogiem.

Z tym twierdzeniem nie zgodziliby się zapewne Pani studenci.

Po zagraniu w „Smoleńsku” zrobili mi fantastyczny prezent. Dostałam od nich kartki z fantastycznym opisem tego, co robię. Poczułam wówczas, że wykonuję to dobrze. Swoim studentom oddawałam zawsze całe serce, angażowałam się w pracę z nimi całą sobą. Pomagałam im także znajdować nową pracę, brałam ich na warsztaty teatralne, by się dokształcali, a potem grali w wielu rożnych sztukach we Wrocławiu. Nie rozumiem więc dlaczego nagle zostałam pozbawiona pracy z nimi, bo bardzo chciałam w szkole dalej pracować. Uważam to za rodzaj brutalnego potraktowania kogoś.

Portal wPolityce.pl otrzymał z PWST pismo, w którym uczelnia tłumaczy, że nie przedłożyła z Panią umowy z powodu nieprzystąpienia przez Panią do konkursu.

Jestem bardzo zaskoczona tym pismem. Nie przystąpiłam do konkursu, ponieważ już z dużym wyprzedzeniem, bo 21 czerwca, usłyszałam od dziekana uczelni, że nie będzie ze mną przedłużona umowa. W tym momencie nawet mi do głowy nie przyszło składać dokumenty do konkursu wiedząc, że automatycznie zostaną odrzucone. Powtarzam, że chciałam dalej pracować w szkole, ale gdy usłyszałam, że jestem zwalniana, nie miałam powodów przystępować do konkursu. Z tego powodu nie uczestniczyłam już nawet w egzaminach wstępnych na uczelni. Zupełnie nie rozumiem pisma ze szkoły.

Gdyby Pani wiedziała, co ją spotka, zrezygnowałaby z roli w „Smoleńsku”?

Nie. Jestem dumna ze swoich poglądów i z tego, że wzięłam udział w tym filmie. Widząc „Smoleńsk” drugi raz w kinie byłam przeogromnie zadowolona, bo zrobił on na mnie wielkie wrażenie. Przy ostatniej scenie, kiedy polegli w katastrofie smoleńskiej spotykają się z oficerami w Katyniu wyobraziłam siebie, że jestem razem z nimi i że mnie również witają. Było to dla mnie niezwykłe przeżycie. Dziś bronię tego filmu w wielu miejscach i namawiam innych do jego obejrzenia. Wielu aktorów, niestety nie z Wrocławia, z wyjątkiem mojej przyjaciółki, również mówi na jego temat fantastyczne rzeczy. Uważam, że za kilka lat będzie on ogromną wartością. Jestem o tym przekonana, że z czasem będzie nabierał mocy.

Jest Pani zadowolona ze swojej gry?

Tak, ale jestem aktorką i chcę grać kolejne role. Nie boję się wyzwań. Na planie „Smoleńska” miałam nawet niedosyt, bo chciałabym mieć jeszcze więcej scen do zagrania. Mówiłam pani Ewie Błasik, jak się spotkałyśmy, że wspaniale by było, gdyby w tym filmie znalazły się jeszcze sceny domowe, rodzinne, np. kiedy rozmawia z dziećmi, albo piecze ciasto. Przecież na pewno były też różne meczące telefony do rodzin, podłamujące ich każdego dnia. Jako aktorka byłam w stanie wyobrazić sobie te sytuacje, bo zawsze w budowaniu roli wychodzę od człowieka, jego wnętrza. Te emocje same się we mnie rodziły. Antoni Krauze jest człowiekiem bardzo spokojnym i gdy widzi w aktorze potencjał, to mu nie przeszkadza. Na planie nie było żadnych krzyków czy awantur, jak zdarza się przy innych produkcjach. Bardzo zaprzyjaźniliśmy się z panem Antonim. Teraz, gdy widzę go w telewizyjnych wywiadach, takiego zmęczonego, wykończonego bardzo się o niego martwię. Muszę przyznać, że moje środowisko zatraciło kompletnie szacunek do autorytetów, nie zwracamy uwagi na ludzi, którzy mogliby nam bardzo dużo powiedzieć i nas nauczyć. Mówię o moich starszych kolegach aktorach, pedagogach, których bardzo szybko odsuwa się od pracy. To samo widzę w przypadku Antoniego, który sam mówi, że już nic nie chce robić, że jest zmęczony.

Może to wynik fali ataków na jego film, z którymi musiał się zmierzyć?

Na pewno. Ja zawsze swój zawód traktowałam bardzo poważnie, niektórzy mogą to nazwać nawet konserwatyzmem w myśleniu o aktorstwie i teatrze. W moim wypadku polega to na tym, że źle toleruję wszystko, co jest byle jakie, zewnętrzne, łatwe, fałszywe, naskórkowe. Ja tego po prostu nie lubię. I jeśli nawet to jest zrobione doskonale, to mimo wszystko widzę to jako podróbkę czy oszustwo. Dlatego do gry podchodzę z empatią.

Ten Pani konserwatyzm może być w aktorstwie tylko zaletą.

Mam nadzieje, że tak, ja w to wierzę. Wszystko, co robię staram się robić perfekcyjnie. Jeżeli jestem na scenie, to chcę, żeby widz zrozumiał, co mówię i coś przeżył. Nie lubię grania o niczym. I nie rozumiem też teatru, w którym traktuje się widza po macoszemu, czyli jak mu się nie podoba, to może wyjść. Absolutnie z tym się nie zgadzam, byłaby to dla mnie porażka, gdyby ktoś wyszedł ze spektaklu. W „Smoleńsku” nie było ani jednej sceny, która by była wycięta z mojego grania. Zależało mi na pokazaniu w jednych scenach Ewy Błasik jako normalnej kobiety, pamiętającej o tym, co jej się kojarzy z mężem. Są też takie momenty na sali konferencyjnej, gdy wstępuje w nią pewien rodzaj nowej energii. Chciałam, by w każdej scenie pokazać trochę inaczej generałową, od innej strony, mam nadzieję, że to się udało.

Ma Pani w sobie dużą odwagę, że mimo ocen środowiska bierze te role, które wydają się Pani głęboko słuszne i z którymi może się Pani identyfikować.

Oczywiście, że tak. W przypadku „Smoleńska” wystarczy sobie tylko przez sekundę wyobrazić, że tych ludzi, którzy zginęli w tej katastrofie, już nie ma. Oni nie mogą nic powiedzieć, w związku z tym jeżeli my możemy za nich próbować przemówić w pozytywnym sensie, to to jest wielka wartość. To walka o prawdę, pamięć, uczciwość i godność, w której uczestniczymy.

 

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler

foto You tube

źródło:http://wpolityce.pl/smolensk/309294-tylko-u-nas-pwst-reaguje-ws-zwolnienia-struzik-a-aktorka-odpowiada-nawet-gdybym-wiedziala-co-mnie-spotka-nie-zrezygnowalabym-z-roli-w-smolensku?strona=1

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ