„Smoleńsk” na Festiwalu Filmowym w Batumi. Poruszeni widzowie dziękowali po pokazie

Batumi.jpg

W Batumi na Festiwalu BIAFF odbyła się światowa (dzięki pewnemu zbiegowi okoliczności) premiera filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauzego. Pełna sala, widzowie byli wyraźnie poruszeni i dziękowali po pokazie. Gośćmi festiwalu byli Lech Łotocki – odtwórca roli Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz Maciej Pawlicki – producent.

Większość recenzji, które można przeczytać w „różnych gazetach”, napisana przed obejrzeniem filmu – jest po prostu nierzetelna i ideologiczna. Film, mimo pewnych mankamentów, o których poniżej, jest dobry i mocny. Pan Lech Łotocki – doskonały i bardzo wiarygodny. Dobrze się stało, że Opania odmówił, ponieważ sądzę, że nie podołałby zadaniu. Za to żałuję, że nie Marta Honzatko zagrała dziennikarkę Ninę. Byłaby na pewno dużo lepsza. Źle oceniam epizod z Mikhailem Saakashvilim – grę aktora. Mishę wielokrotnie spotykałem – publicznie i za stołem – zresztą również w Batumi i w filmie zgadzał się tylko wzrost aktora.

Ostatnia scena – spotkanie ofiar Katynia i Smoleńska – krytykowana zanim powstała przez wielu, w tym przez dwóch ministrów kultury – Zdrojewskiego i Omilanowską – jest bardzo dobra. Przedstawiona realnie, a nie „po hollywoodzku” (np. duchy we mgle). Każdy, kto miał doświadczenia z pogranicza życia i śmierci wie, że takie „spotkania” są niesłychanie realne i „normalne”.

Dobrze, że ten film w końcu powstał i mimo „szczekania” spełni pozytywną rolę w świadomości bardzo wielu ludzi. Szczególnie tych, którzy nie przeżyli togo osobiście – bo 6 lat temu byli jeszcze dziećmi. 

Michał Bogucki

źródło: zprawa.pl

Foto: Facebook

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ