Chleb, smalec i cebula czyli strajk szkolny w Technikum – zapomniana karta dziejów Dzierżoniowa

52_big.jpg

Rok 1955 był ważny w historii dzierżoniowskiej szkoły. Wtedy właśnie władze oświatowe dokonały reorganizacji szkoły. Wydzielono z niej Zasadniczą Szkołę Zawodową, którą kierować miał dotychczasowy dyrektor Technikum Adam Sobiech.

Natomiast oddzielnie funkcjonować miało Technikum Mechaniczno-Radiowe, którego dyrektorem został Antoni Konatkowski, dotychczasowy pracownik DFK. Jak relacjonują jego uczniowie, był komunistą z przekonania i od pierwszych dni kierowania szkołą położył nacisk na indoktrynację młodzieży, wprowadził też zwyczaj inwigilowania uczniów szkolnego internatu. Niektórzy uczniowie od razu poczuli do niego antypatię. „Nie posiadał żadnego pedagogicznego przygotowania, a braki w tym względzie nadrabiał butą oraz brutalnym traktowaniem nauczycieli i uczniów.”

Rok 1956 przyniósł słynny XX Zjazd KPZR i referat Nikity Chruszczowa potępiający kult jednostki i przedstawiający ogrom zbrodni dokonanych w czasach rządów Stalina. Potem przyszedł Poznański Czerwiec i polała się krew w Polsce. W końcu nastąpiła sowiecka agresja na próbujące się usamodzielnić Węgry i niemal równocześnie nastał w Polski Październik. Powiało ożywczym wiatrem zmian. Wszystko to było znane i dyskutowane także przez uczniów Technikum. I tu domagano się zmian, a w szczególności odwołania nielubianego dyrektora. W zakładach pracy Dzierżoniowa powstawały samorzutnie Rady Robotnicze. Tak było m.in. w DZWUT (potem „Diora”) gdzie przewodniczącym został inż. Zbigniew Mroz, także wykładowca w Technikum (prowadził zajęcia z urządzeń obliczeniowych). Jak zwykle to młodzież szkolna właśnie miała najbardziej radykalne poglądy i nie bała się ich prezentować. Trwały dyskusje i rozmowy o tym, że i w szkole należy wiele zmienić. Dodając do tego, że pod rządami nowego dyrektora znacząco obniżyła się jakość posiłków w szkolnej stołówce, sytuacja była mocno zapalna. W pierwszych dniach grudnia 1956 roku nastąpił wybuch.

Przed rozpoczęciem zajęć uczniowie starszych klas wezwali kolegów do podjęcia akcji strajkowej. Najaktywniejsi byli mieszkańcy internatu szkolnego. Wspólnie podjęli decyzję o bojkocie zajęć, zebraniu się w świetlicy internatu przy ulicy Gottwalda (dziś Świdnicka). Wybrano w jawnym glosowaniu Komitet Strajkowy, w skład którego weszli dwaj uczniowie najstarszej klasy R-4 i jeden z klasy R-3. Zebrano sporą listę postulatów do spełnienia, od której młodzież uzależniała zakończenie protestu. Najważniejszym było żądanie natychmiastowej zmiany dyrektora szkoły. Młodzi ludzie domagali się powrotu pana Sobiecha. Dalej następował postulat poprawy jakości wyżywienia w stołówce. Domagano się zaprzestania inwigilacji uczniów, możliwości swobodnego wypowiadania się, zakończenia stalinowskiej indoktrynacji. Komitet Strajkowy został zobowiązany przez kolegów do przedstawienia postulatów władzom zwierzchnim. W tym czasie Technikum nie podlegało Kuratorium Oświaty, ale bezpośrednio Ministerstwu Przemysłu Motoryzacyjnego, a konkretnie Departamentowi Szkolnictwa Zawodowego w tym resorcie. Trzeba więc było wybrać się do Warszawy. A nie była to sprawa łatwa. Podróż pociągiem kosztowała sporo, a kieszenie uczniów zasobnymi nie były. Komitet Strajkowy przedstawił postulaty dyrektorowi i poprosił o sfinansowanie swego wyjazdu do stolicy. Ten oczywiście odmówił finansowego wsparcia. Wobec tego uczniowie udali się do I sekretarza KP PZPR i otrzymali pieniądze dla jednego delegata. Wyjazd drugiego sfinansował powiatowy komitet ZMP. Natomiast wyjazd trzeciej osoby doszedł do skutku bo strajkujący uczniowie zebrali potrzebną sumę „do kapelusza”. W czasie rozmowy w komitecie PZPR proszono delegatów by nie wyprowadzać młodzieży na ulicę, co też obiecali. Członkowie Komitetu Strajkowego byli także w Radzie Robotniczej DZWUR, gdzie uzyskali poparcie dla swych postulatów. Ponieważ strajk był bezterminowy i miał charakter okupacyjny, młodzież sama dbać musiała o aprowizację dla siebie, stołówkę szkolną bojkotowano. Warunki życia były wtedy rzeczywiście ciężkie i za zebrane pieniądze zakupiono przede wszystkim chleb, cebule i smalec, które były codziennym pożywieniem strajkujących.

Komitet Strajkowy pociągiem dotarł do Warszawy i znalazł drogę do MPM. Uczniowie spotkali się z dyrektor Departamentu Szkolenia Zawodowego. Ich postulaty zostały przyjęte ze zrozumieniem. Uzyskali obietnicę ich realizacji w możliwie szybkim czasie wraz z zapewnieniem, że wobec członków Komitetu Strajkowego nie będą wyciągane konsekwencje przez dyrektora szkoły. Po powrocie do Dzierżoniowa delegaci przedstawili protestującym wyniki rozmów i młodzież zdecydowała o powrocie do zajęć.

Rzeczywiście dość szybko poprawiło się wyżywienie w stołówce szkolnej, zaprzestano indoktrynacji oraz inwigilowania uczniów. Natomiast dyrektor pozostał na swoim stanowisku aż do końca roku szkolnego w czerwcu 1957 roku.

Miało to swoje negatywne skutki dla członków Komitetu Strajkowego. Uczeń z klasy R-3 został w trakcie roku szkolnego relegowany ze szkoły za „brak wyników”. Jeden z maturzystów zdał egzamin dojrzałości dzięki wstawiennictwu kilku wykładowców u dyrektora, drugi „poległ” na jednym z egzaminów ustnych dzięki wydatnej „pomocy” dyrektora Konatkowskiego.

Nieznany szerzej epizod z dziejów Technikum zakończył się więc sukcesem, bo dyrektor w końcu odszedł ze stanowiska. A jak to bywa na wojnie, to i tu były „ofiary” czyli pokrzywdzeni członkowie Komitetu Strajkowego. Jeden z nich obdarzył mnie zaufaniem i dzięki jego precyzyjnej relacji mogłem tekst ten napisać. Dziś w 70 rocznicę powstania szkoły warto i tę relację włączyć do dziejów Technikum, na wieczna pamiątkę dla obecnych i przyszłych nauczycieli oraz uczniów szkoły.

autor: Janusz Maniecki

źródło: zprawa.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ