KOD sowicie wspierany przez media i zagraniczne organizacje zaczyna się chwiać

KOD - janusz.jpg

Mateusz Kijowski nie ma wyjścia! Sowicie wspierany przez media i zagraniczne orgznizacje Komitet Obrony Demokracji zaczyna się chwiać. Coraz mniejsze zainteresowanie marszami i marginalizacja KOD spowodowały, że Kijowski coraz bardziej się radykalizuje. Znów zamieścił w internecie kolejny manifest. Treść egzaltowanego dokumentu przeczy wcześniejszym słowom Kijowskiego. Wcześniej twierdził, że PiS nie jest jego wrogiem, ale dziś uważa już inaczej. Opadła maska pokojowego działacza!

Nie chcemy obalać rządu PiS. Nam chodzi o demokrację, nie o partie.

– mówił kilka miesięcy temu, w jednym z wywiadów Mateusz Kijowski.

Dziś Mateusz Kijowski zmienia zdanie. Na stronie internetowej KOD zamieścił kilkanaście powodów, dla których on i jego zwolennicy znaleźli się w tej organizacji.

Dlaczego jestem w KOD? Bo wkurza mnie PiS i chciałbym ich odsunąć od władzy.

– pisze już na wstępie listy powodów, dla których angażuje się w ruch KOD.

Co jeszcze sprawia, że Kijowski i jego ludzie zasilają topniejącą z każdym marszem liczbę członków?

>Bo nie mam co ze sobą zrobić, a tutaj się sporo dzieje i można poznać fajnych ludzi.

– Kijowski podaje kolejny „poważny” powód i dodaje, że dla wielu jego zwolenników chęć „wkręcenia się do polityki” także stanowi poważną zachętę.

Radykalizujący się i przeczący samemu sobie Mateusz Kijowski wyrasta na postać tragikomiczną. Ale trudno mu się dziwić. Całe wakacje spędził na budowaniu struktur KOD w „terenie” co miało przynieść wymierne, frekwencyjne efekty w trakcie wrześniowego marszu. Okazało się jednak, ze na marsz 24 września przyszło ledwie kilkanaście tysięcy zwolenników.

Jednocześnie Kijowski skonfliktował KOD z Platformą Obywatelską, a w rozgrywce ze Schetyną i Petru coraz bardziej wydaje się przegranym. Tymczasem możni mecenasie z kontrolowaną przez Georga Sorosa Fundacją Batorego mogą mieć powody do zniecierpliwienia. Inwestycja w KOD okazuje się bowiem interesem nietrafionym. Kosztuje sporo, a efektów nie widać. Czy Soros znajdzie nowego „Kijowskiego”? Czas pokaże.

źródło: wpolityce.pl

Foto: Janusz Wolniak

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ