Neoliberalizm jest okrutną, samolubną i przewrotną filozofią, dającą ludziom złudzenie, że tak właśnie należy żyć

albert nowy.jpg

Neoliberalizm jest okrutną, samolubną i przewrotną filozofią, dającą ludziom złudzenie, że tak właśnie należy żyć. Nawet kolejne kryzysy, toczące jak rak, światową gospodarkę, nie spowodowały przebudzenia.

Ta apoteoza wolnego rynku została zapoczątkowana w Polsce po roku 1989 i trafiła na dobry grunt. Stała się formą antykomunistycznego fetyszu, trwającego do dziś. Antonio Gramsci (włoski filozof), twierdził, że ludzi nie da się zniewolić tylko za pomocą opresji fizycznej, policji i terroru, że dużo lepiej jest im dać ideologię, w którą będą wierzyć.

W Polsce po okrągłostołowych ustaleniach wielu w ten fałsz uwierzyło. Solidarność rozłożyła parasol ochronny nad reformami Balcerowicza. Pakiet ustaw wypracowany przez Sejm kontraktowy związany z planem Balcerowicza poparli wszyscy posłowie wybrani z list PZPR. Mieliśmy do czynienia z szerokim konsensusem starej i nowej władzy. Z perspektywy lat możemy powiedzieć, że dziwne to było poparcie. Bo przecież cechą charakterystyczną neoliberalizmu jest nienawiść do wszelkich instytucji państwa, do związków zawodowych również.

„Wolnościowcy”

Absolutyzacja wolności (wolnorynkowa ideologia) przyniosła szkodę wartościom, które od niej samej są niemniej ważne. Chodzi o równość, sprawiedliwość, solidaryzm, wspólnotowość. Od dawna było wiadomo, że jeżeli w każdej sytuacji będziemy preferowali wolność, zaś wszelkie ograniczenia (np. konieczność stosowania się do regulacji państwowych czy wspólnotowych) uznamy za zamach na nią, uzyskamy ustrój, który będzie musiał produkować skrajne nierówności oraz niesprawiedliwość.

Najlepiej zdawał sobie z tego sprawę John Stuart Mill, który słusznie domagał się, aby liberalny kult wolności uzupełnić troską o dobro wspólne pojmowane m.in. jako troska o najsłabszych oraz o ekonomiczny i społeczny dobrobyt całej wspólnoty, a nie tylko tych, którzy na liberalnej wolności wygrywają.

Wrogość do państwa

W neoliberalnym mniemaniu państwo jest instytucją z definicji złą, albowiem marnotrawiącą pieniądze, upolitycznioną i – co za tym idzie – nieracjonalną ekonomicznie. Złemu państwu przeciwstawiają wolny rynek, który jest według nich absolutnie sprawiedliwym mechanizmem tworzenia i dystrybuowania bogactwa. Im więcej wolności, tym lepiej. Pomijają jednak istotny fakt, że taki wolny rynek to nigdzie nieistniejący byt wyobrażony. Dlaczego biorą go za rzeczywistość?

Niszczące efekty takiego myślenia i wychowania w Polsce są już widoczne, szczególnie wśród młodych, mało jeszcze doświadczonych, ludzi. Jest to z reguły elektorat Korwina-Mikkego i w dużej mierze Kukiz’15.

Ten ideologiczny wytrych, przy pomocy którego starają się oni skłonić wszystkich, aby zaakceptowali status quo, jakkolwiek jest ono niesprawiedliwe, destrukcyjne i krzywdzące dla obywateli, promują bez głębszej refleksji. Tymczasem taki wolny rynek nie istniał ani nigdy zaistnieć nie może. Bez pomocy tego znienawidzonego państwa, bez tworzenia prawodawstwa i ustawowych regulacji nigdy nie mógłby ani powstać, ani trwać, choćby nawet przez tydzień. Nie mówiąc już o tym, że jak udowadniają liczne kryzysy kapitalizmu wolnorynkowego, nie jest on niezawodnym mechanizmem tworzenia ładu społecznego, wywodzącego się z nieplanowanych spontanicznych działań sterowanych jedynie interesami własnymi uczestników gry rynkowej. Takie samolubne i egoistyczne podejście prowadzi raczej do powstania nieładu, rozwarstwienia, niezrównoważonego rozwoju gospodarczego, oszustw i spekulacji, dla którego często jedynym ratunkiem jest interwencja państwa. Ostatni kryzys finansowy jest tego idealnym przykładem. Zderegulowany rynek bankowy, działający według neoliberalnych wskazówek doprowadził świat na krawędź katastrofy ekonomicznej i sam szukał ratunku. Gdzie? W interwencji państwa.

Zdobycze pracownicze

Po II wojnie światowej udało się zapewnić pracującemu społeczeństwu liczne przywileje, których wcześniej nie mieli. W Polsce w walce o lepszy system powstał gigantyczny jak na owe czasy ruch Solidarności, który na swoim pierwszym zjeździe w 1981 roku wypracował program naprawy kraju. Jednak nigdy nie został on zrealizowany, bo Jaruzelski wprowadził stan wojenny, a po 1989 roku weszła w życie neoliberalna reforma Balcerowicza.

Z jednej strony te pracownicze zdobycze neoliberałowie odebrali lub ograniczyli do minimum. A z drugiej dali niebywałe przywileje międzynarodowym korporacjom. A przecież ludzie uzyskiwali te prawa sukcesywnie od końca XVII wieku. Jak chociażby tego chciała rewolucja francuska: egalite, fraternite, liberte – gdzie egalite oznaczało równość wobec prawa (nie mylić z równością w dostępie do dóbr i zasobów, gdyż tego trudno się spodziewać). Bo demokracja wymaga względnej równości w rzeczywistych możliwościach oddziaływania przez wszystkich obywateli na podejmowane decyzje. Pracodawcy i pracobiorcy, bogaci i biedni mają te same prawa. Neoliberalizm nie uznaje tego i stawia na wolne, zróżnicowane i wszechstronne możliwości wpływania na procesy polityczne. Tworzy świat dla wybranych.

Stworzenie nowego człowieka

Śmiało można powiedzieć, że neoliberalizm, podobnie jak komunizm, postawił sobie za cel stworzenie nowego człowieka. Słowem wytrychem komunizmu było „nasze”, jego odpowiednikiem w neoliberalizmie jest „moje”. Jest to konsekwencja myślenia o człowieku jako o przedsiębiorstwie działającym zgodnie z prawami rynku, który jest sam odpowiedzialny za podejmowane decyzje społeczne. Sam dla siebie przeciw wszystkim.

Co się wtedy dzieje? Społeczeństwo traci wewnętrzną spójność i wartości je jednoczące. Wszystko to przyczynia się do wzrostu ludzkiego cierpienia, co w wielu krajach przybiera postać wzrastającej skali zaburzeń psychicznych (depresje), uzależnienia od narkotyków oraz samobójstw. W Polsce liczba samobójstw rośnie z roku na rok. Statystyki są zatrważające.

W tej sytuacji nie powinno dziwić zniecierpliwienie wybitnego politologa angielskiego C. Croucha tym, że neoliberalizm wciąż nie chce zejść ze sceny i że ma jeszcze tylu wyznawców.

Ten złowrogi system spowodował, że świat znalazł się dzisiaj w ślepej uliczce, z której będzie bardzo trudno wyjść. Popchnął on bowiem cywilizację zachodnią, a za nią nieomal cały świat, ku skrajnie niesprawiedliwej wersji ustroju kapitalistycznego, cofając ją w pewnym sensie do XIX wieku. Jak to się stało? 

autor: Albert Łyjak

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ