Szeremietiew o Caracalach: Postanowiono kupić śmigłowiec do wszystkiego. „A gdy coś jest do wszystkiego, to zazwyczaj jest do niczego”

szermiejew.jpg

Trochę jestem poirytowany tym, że tak długo trwały te zapasy z Airbusem. Wydawało mi się, że stanowisko – wtedy opozycji – a dziś rządzących, było jednoznaczne. Negowało sens tego przetargu. Więc należało się bardziej sprężyć i prędzej to zakończyć

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej.

wPolityce.pl: Spór o skutki zerwania przez polski rząd negocjacji ws. zakupu francuskich śmigłowców Caracal trwa w najlepsze. Jedni twierdzą, że dobrze się stało, bo to – parafrazując – „bezużyteczny szmelc”, drudzy wskazują na utratę wiarygodności Polski, a przede wszystkim na brak alternatywy wobec oferty Airbus Helicopters. Rząd popełnił błąd?

Prof. Romuald Szeremietiew: Nie, to nie był błąd. Ja na ten temat wypowiadałem się już nie raz, i to już bardzo dawno. Moja opinia była powodem pewnego konfliktu z ministrem Tomaszem Siemoniakiem. Był on – jak wiadomo – zwolennikiem zakupu tych śmigłowców, ja uważałem od początku, że ten przetarg został źle skonstruowany. Dlatego, że postanowiono kupić śmigłowiec do wszystkiego, a wiadomo, że jak coś jest do wszystkiego, to jest tak naprawdę do niczego. Druga kwestia to pytanie, jaki śmigłowiec jest nam najpilniej potrzebny, bo wiadomo, że na wszystko nie mamy pieniędzy. Wydawało mi się, że najważniejszym zakupem, jeśli chodzi o śmigłowce, powinien być śmigłowiec uderzeniowy, ponieważ MI-24, które mamy, są już tak przestarzałe, że niedługo przestaną latać. Tymczasem zapadła decyzja, że ma to być śmigłowiec wielozadaniowy, ale z funkcją transportową. Caracal pobił innych konkurentów m.in. tym, że może pomieścić najwięcej żołnierzy.

Czy to oznacza, że nie potrzebujemy śmigłowców wielozadaniowych?

Potrzebujemy. Może niekoniecznie śmigłowców wielozadaniowych, ale śmigłowców, które będą pełniły określone funkcje. Wiadomo, że potrzebny jest śmigłowiec dla lotnictwa morskiego, do zwalczania okrętów podwodnych. Te, które mamy, są bardzo przestarzałe. Jest też potrzebny śmigłowiec do akcji ratowniczych i dla wojsk specjalnych, które obecnie nie mają odpowiedniego sprzętu. No i oczywiście potrzebyc jest też śmigłowiec transportowy. W dalszej perspektywie. Na razie te śmigłowce, które mamy, tę funkcje mogą spełniać, choć są już bardzo przestarzałe.

A Caracale nie spełniają tych wszystkich warunków? Airbus Helicopters twierdzi, że francuskie wojska specjalne z nich korzystają podobnie jak marynarka wojenna….

Teoretycznie może i spełniają. Ale jest pytanie czy maszyna, która tak wiele funkcji ma wykonywać jest w stanie wszystkie je wykonywać dobrze. To jest jednak kwestia do dyskusji dla fachowców. Ja nie jestem specjalistą od śmigłowców. Ja się zastanawiam nad jakością przetargu i tym, co jest potrzebne polskiej armii. Wiadomo na pewno, że śmigłowiec wielozadaniowy nie może być śmigłowcem uderzeniowym. O tym wiedziało też poprzednie kierownictwo MON, skoro zapowiedziało, że najpierw kupimy Caracale, a potem śmigłowce uderzeniowe.

===

Jaka jest alternatywa? Mamy zakłady w Świdniku i Mielcu produkujące śmigłowce amerykańskiej spółki Augusta Westland i włoskiej – Leonardo. Wrócą teraz do gry? I jak szybko są w stanie dostarczyć śmigłowce?

Cóż, trochę jestem poirytowany tym, że tak długo trwały te zapasy z Airbusem. Wydawało mi się, że stanowisko – wtedy opozycji – a dziś rządzących, było jednoznaczne. Negowało sens tego przetargu. Więc należało się bardziej sprężyć i prędzej to zakończyć. Ktoś, kto planuje modernizację armii, musi zdawać sobie sprawę z tego, że nawet jak podejmie decyzję zakupu jakiegoś sprzętu, to nie znajduje się on koniecznie na stanie w magazynie. Zakłady, który ten sprzęt produkują potrzebują na to trochę czasu, nie wspominając o czasie koniecznym na samą procedurę przetargową, która na dodatek nie musi się wcale skończyć pomyślnie, jak widać. Śmigłowce jednak niewątpliwie są potrzebne. Gdy pracowałem w resorcie obrony i gdy mnie z niego w 2001 roku usuwano, zostawiłem po sobie dwa zalecenia: uruchomienie po zakupie samolotu wielozadaniowego narodowy program śmigłowcowy i przeznaczenie na te śmigłowce nawet 5 proc. PKB. Oraz rozpoczęcie – najpóźniej w 2004 roku – procesu pozyskiwania rakiet przeciwlotniczych. Tych systemów po-sowieckich, które mamy, nie da się już zmodernizować. To jest koniec techniczny, po prostu. Zostaniemy więc bez obrony przeciwlotniczej. Ani jedno ani drugie moje zalecenie nie zostało zrealizowane i mamy dziś to co mamy.

Francuzi się ciężko na nas obrazili. Powinniśmy się przejmować płynącymi znad Sekwany skargami, że wbito im nóż w plecy, a zerwanie negocjacji ws. Caracali to „zdrada”? Oraz twierdzeniami ekspertów, że teraz uciekną nam zagraniczni inwestorzy?

A, nie, broń Boże. To jest tylko gra, no i trudno w końcu by byli szczęśliwi, skoro sam Bronisław Komorowski obiecał im, że umowa dojdzie do skutku, a tu się nie udało. Poza tym polska armia ma duże potrzeby, są zakupy i warto raczej zabiegać o względy polskie niż się na nas obrażać. Jeżeli pojawi się inny przetarg, to Francuzi z udziału w nim zrezygnują, bo się obrazili? Proszę w to nie wierzyć. Podobnie jest z tymi inwestorami. To opowieści z tysiąca i jednej nocy (śmiech). Polska jest dużym rynkiem a rząd planuje przeznaczyć spore sumy na modernizację polskiej armii. Na rynku uzbrojenia trwa bardzo ostra konkurencja. Francuscy producenci mają swój znaczący udział w światowym rynku handlu uzbrojenia. Na pewno nie obrażą się na Polskę tylko będą nam chcieli sprzedać kolejny sprzęt.

Rozmawiała Aleksandra Rybińska

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ