Jarosław Kresa: „Dość już tej pańskiej Polski” albo dlaczego „Wołyń” Smarzowskiego mnie rozczarował

wol.jpg

Dlaczego najnowszy film Smarzowskiego mnie rozczarował? Ano dlatego, że po entuzjastycznych recenzjach liczyłem na film wielki. Ba, byłem przekonany, że wreszcie taki film dostaliśmy. Dlatego popędziłem do kina, jak szybko było to możliwe…

Niestety, dla mnie „Wołyń” to tylko kolejna opowieść o świecie zła, okrucieństwa, braku wrażliwości, zdrady, obłudy, kłamstwa… Filmowy „Wołyń” to taki rozśpiewany czyściec, który zamienia się w piekło na ziemi. Piekło, w którym na płomieniach ognia wiruje zaledwie kilka płonących listków dobra. Dobra jest w tej historii mało, jest kruche i z góry skazane na klęskę.

Oto w przedwojennej Polsce, II Rzeczpospolitej, która jest państwem napuszonych i zarozumiałych Polaków, patrzących z góry na Żydów, Rusinów i inne ludy zamieszkujące ten (!) dziwny kraj, pojawia się możliwy do przewidzenia i zrozumienia bunt. Dość już tej „pańskiej Polski” i jej władzy! – coraz częściej krzyczą zgnębione narody, czekając pomocy bądź to czerwonej Rosji, bądź hitlerowskich Niemiec. W tym czasie Polacy bawią się, piją i korzystnie sprzedają swoje córki lokalnym „bogaczom”, oznaczonym krzyżami walecznych na piersiach. Ci lokalni „bogacze” z krzyżami walecznych na piersiach nie tylko ośmielają się brać o wiele młodsze od siebie kobiety za żony, ale jeszcze zęby młodej żony przeliczyć pięścią potrafią. Co to za ludzie? Tu nie ma czego żałować – pomyśli nie jeden z widzów…

Na szczęście – tak to odbieram – II Rzeczpospolita pęka jak bańka mydlana, a jej żołnierze w panicznej ucieczce pierzchają przed najazdem państw bardziej cywilizowanych. I może nawet byłoby pięknie? Miejscowi wróciliby do domów i żyli spokojnie między sobą (Polacy po zasłużonej klęsce może by nawet trochę spokornieli i dałoby się z nimi wytrzymać?). Niestety, nacjonalizm zarozumiałych, a czasami też naiwnie romantycznych Polaków, zastępuje tu nacjonalizm Rusinów – Ukraińców. W tym piekle na ziemi bezprzykładne okrucieństwo staje się prawem. Na arcybarbarzyńskie ludobójstwo UPA na Polakach i na przychylnych im Ukraińcach, Polacy także odpowiadają barbarzyństwem. Jedynym ratunkiem przed rzezią i złem stają się sowieccy partyzanci i niemieccy żołnierze. Oto, być może trochę przerysowany (?), zarys narracji filmu, który jest ponoć – tak się reklamuje – opowieścią o miłości. Niestety, ja miłości dopatrzyłem się w nim bardzo niewiele (zaledwie kilka mgnień ofiarnego poświęcenia). Wiele natomiast jest nienawiści, głupoty, bezprzykładnego okrucieństwa i wszechobecnego zła! Miałem wrażenie, że w książkach Stanisława Srokowskiego te proporcje jednak są trochę inne.

Po filmie wychodzący z kina widzowie licytowali się, kto w czasie tych potwornych zdarzeń był dla Polaków lepszy, Niemcy czy Sowieci? Trudno się dziwić, przecież nie jest łatwo z fabuły wywnioskować, że inspiratorami eksplozji zła na Kresach RP byli często właśnie Niemcy i Sowieci…

A od strony filmowej? Opowieść nakręcona z rozmachem, aktorstwo naprawdę dobre, widowisko spektakularne i dość wiarygodne. We mnie film pozostawił jednak pustkę, jak większość historycznych „dzieł” III RP. Nie dowiedziałem się z niego absolutnie niczego nowego. Nie dostrzegam w nim też wcale hołdu złożonego pomordowanym (co najwyżej ich przypomnienie), nie dostrzegam cienia sympatii i szacunku wobec własnego Państwa, a co najgorsze – nie dostrzegam nawet iskry nadziei!

Dla mnie „Wołyń” to zmarnowana szansa na naprawdę dobry i ważny film. Podkreślam „dla mnie”.”Eksperci”, „fachowcy”, „specjaliści”, a także wielu tak zwanych „zwyczajnych widzów” twierdzi inaczej.
Podarowałem temu filmowi dwa dni życia, jadąc na plan przez pół nocy w strasznej ulewie. Podarowałem z przyjemnością i z poczuciem dumy. Wiedziałem, że temat jest nadzwyczaj ważny. Czekałem na ten film od dwóch lat z wielką niecierpliwością. Po wstępnych recenzjach, od lewa do prawa bardzo przychylnych, a nawet entuzjastycznych… jestem rozżalony i rozczarowany. To dobrze, że po tylu latach powstał film przypominający bezmiar krzywdy i bólu okrutnie pomordowanych Polaków… i nie tylko Polaków. To bardzo dobrze. Mógł to jednak być i powinien być to film zdecydowanie lepszy. Mógł to być i być powinien film wybitny! Miałem nadzieję, że Wojtek Smarzowski przeskoczy sam siebie i stanie się Wojciechem. Nic takiego jednak się nie stało.

autor: Jarosław Kresa

źródło: zprawa.pl

 

 

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ