Adam Maksymowicz: Konstytucja i pieniądze

kasa domena 2.jpg

Brak pieniędzy na odżywianie się, na mieszkanie i leczenie powoduje że tysiące najbiedniejszych obywateli naszego państwa codziennie żegnają się z życiem. Nasze konstytucje począwszy od 3 Maja, aż do obowiązującego dziś dokumentu nie dostrzegają tego problemu. Ne można się temu zbytnio dziwić, bo ci, co je układali, kierowali się zasadą Jerzego Urbana: „rząd się wyżywi”. I to jest sekretnie skrywaną dewizą każdej zachodniej konstytucji. W państwowych dokumentach najwyższej rangi o istnieniu pieniędzy zaledwie się wspomina.

Obowiązująca obecnie konstytucja szerzej ujmuje to zagadnienie, ale za to w negatywnej formule. Suwerennemu rządowi nie wolno zaciągać długu we własnym Narodowym Banku Polski. Mówi o tym art. 220 ust. 2 „Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa”. Dlaczego nie można pożyczać pieniędzy z banku, którego jest się właścicielem?
Na zdrowy rozum to jakiś absurd. Albo jest się właścicielem i wykonuje się swoje prawa względem własności, albo się nim nie jest. Uzasadnieniem dla takiego zapisu podczas debaty nad przyjęciem tej konstytucji było ograniczenie zaciągania przez rząd długów. Pozornie jest w tym logika, aby rządzący rozsądnie wydawali nasze pieniądze i nie zadłużali nas z byle jakiego powodu. Oszustwo tego zapisu tkwi w tym, że żaden przepis konstytucji nie zabrania zaciągania długów w obcych bankach komercyjnych. Krótko mówiąc, chodzi o to, aby dać zarobić prywatnym bankom, a nie samemu radzić sobie w kłopotach finansowych.

Zakaz zaciągania długu

Ponieważ budżet każdego roku nie zamyka się sumą pieniędzy pochodzących z podatków i innych świadczeń, rząd musi pożyczać pieniądze od banków prywatnych. To jest coś takiego, jakby w rodzinie nie wolno było pożyczać sobie nawzajem pieniędzy. Ten zwyczaj wobec powszechnego ubóstwa zanika. Jednak nadal istnieje i rodziny bezprocentowo pożyczają sobie nawzajem pieniądze, omijając w ten sposób bankowe oprocentowanie. Banki nienawidzą wszelkich pożyczek, które są udzielane poza ich kontrolą, uczestnictwem i udziałem. Na zwalczanie wszelkiego rodzaju niezależności pod tym względem wydają krociowe pieniądze, ośmieszając rodzinę i monopolizując wszelkie pożyczki.

Konstytucyjny zapis zabraniający rządowi pożyczek w jego własnym banku jest w interesie tych samych prywatnych banków, które w przeciwnym wypadku straciłyby niezwykle intratnych i pewnych klientów. Są oni o tyle pewni, że państwo na ogół nie może zbankrutować i jeszcze się nie zdarzyło, aby odmówiło nie tyle zwrotu długu, co opłat wynikających z jego obsługi. A dług państwa rośnie nieustannie.

Jeszcze w 2009 roku wynosił on dla nas ok. 600 mld zł, teraz 882 mld zł (2015). Leszek Balcerowicz, jeden z pomysłodawców zadłużania się państwa, twierdzi, że Polska każdego dnia zadłuża się w skali około 0,5 miliarda zł! Istotą tego długu jest nie tyle jego wielkość, bo tej nikt nie jest w stanie spłacić, ile wartość jego obsługi, czyli płacone od niego co roku odsetki. Za kilka ostatnich lat wahają się one w granicach 32-35 mld zł. I te są regularnie wpłacane do banków, w których zadłużony jest Skarb Państwa. Jest to suma ogromna, bo stanowiąca ok. 10% budżetu RP. Odpowiada to największej pozycji budżetu, wydatkom na wojsko, i pięć razy tyle, ile wydajemy na służbę zdrowia. Tyle oddajemy bankom, nic nie dostając w zamian, bo z własnego banku te same pieniądze i o tej samej wartości można by było otrzymać bez żadnego oprocentowania.

Obecnie wzrostem zadłużenia nikt na świecie się nie martwi. Dba się tylko o to, aby spłacać jego oprocentowanie, które nazywa się obsługą długu. Klasyczny w tym wymiarze grecki kryzys polegał właśnie na braku finansów na spłacanie odsetek, a nie długu. Ten zaś ma rosnąć w nieskończoność i wraz z nim rośnie skala odsetek, która sumarycznie rok do roku znacznie przekracza wartość zaciągniętego długu. Całkowita spłata długu byłaby klęską dla banków utrzymujących się z tych odsetek.

Przyglądając się tym liczbom i zależnościom, można zapytać, czy człowiek o zdrowych zmysłach może akceptować tę sytuację? Jest to pytanie retoryczne, jednocześnie wskazujące na potrzebę zmiany systemu zadłużania państwa. Oczywiście nie w kierunku powiększania tego długu, lecz jego likwidacji i konstytucyjnego zakazu jego zaciągania poza Narodowym Bankiem Polskim.
 

Zadłużenie na świecie

Największa gospodarka świata – USA – jest też jednym z najbardziej zadłużonych krajów. Ma zadłużenie prawie dwa razy większe procentowo w stosunku do PKB Polski i wynosi blisko 100% PKB USA. Liczbowo zbliża się do 16 bilionów USD. Jego roczna obsługa, czyli odsetki płacone bankom wynoszą około 0,5 biliona USD.
Druga gospodarka, czyli Chiny, też należy do krajów przodujących pod tym względem. Trzecia, japońska, jest w podobnym stanie jak i pozostała dziesiątka największych gospodarek świata.
Początek narastania długu USA wiąże się z powstaniem w 1913 roku systemu Federalnej Rezerwy jako centralnego banku tego kraju. Jego udziałowcami są prywatne banki i ich filie na terenie tego kraju. One pożyczają rządowi USA dolary na pokrycie deficytu budżetowego.

Do 1913 roku rząd sam poprzez swój Departament Skarbu emitował tyle pieniędzy, ile potrzebował, nie popadając w żadne długi. Ponad sto lat zaciągania tego długu spowodowało, że w USA urósł on do astronomicznej i praktycznie niespłacalnej liczby. Jednak banki dostają od niego odsetki i o to tu tylko chodzi. Im większy dług, tym lepiej, bo i odsetki od niego są większe.
 

Złamana konstytucja

Ron Paul – amerykański chirurg, polityk i specjalista bankowy oraz trzykrotny kandydat w wyborach prezydenckich (uzyskał nominację partii republikańskiej w 1988 roku) obszernie omawia system finansów w swojej książce „Wolność pod ostrzałem. Konstytucja USA po 200 latach” (Freedom unter sige; the US Constitution after 200 years).
Artykuł 1, Dział A konstytucji USA stwierdza, że Kongres ma prawo do bicia monety. Żadna poprawka nie zmienia ani nie uzupełnia tego zapisu. Ron Paul zwraca uwagę na konkretność prawa „bicia monety”. Amerykański pieniądz miał być wartościową monetą, a nie bezwartościowym papierem.

Podczas konstytucyjnej debaty jej twórcy wyraźnie to zastrzegli. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że papierowy pieniądz znany był już od stu lat w Europie, a także w USA. Jego szybka dewaluacja, związane z nim oszukańcze operacje bankowe i handlowe doprowadziły miliony ludzi do bankructwa i nędzy. Dlatego uważano, że moneta z odpowiednią zawartością srebrnego i złotego kruszcu jest najlepszą gwarancją stabilności systemu finansowego USA. Podczas konwencji konstytucyjnej rozpatrywano możliwość emisji papierowego pieniądza w postaci „emisji biletów kredytowych” nie mających oparcia w dobrach materialnych. Projekt ten został jednak w całości odrzucony. Podobnie konstytucja USA nic nie mówi o prawie do cedowania tego obowiązku na inne instytucje takie, jak FED, pełniącego rolę centralnego banku tego kraju. Jest to rażące naruszenie amerykańskiej konstytucji, tym bardziej że 10 poprawka wyraźnie mówi, że Kongres USA nie może sobie przypisywać żadnych innych uprawnień poza wymienionymi w tej konstytucji.

Ron Paul krytycznie ocenia skutki odejścia od konstytucyjnych zapisów dotyczących emisji amerykańskiej waluty. „Tymczasem zamiast utrzymywać stabilny i uczciwy kurs wymiany, co jest warunkiem sine qua non zdrowej gospodarki, Kongres z pomocą Rezerwy Federalnej zajął się i wciąż się zajmuje planową destrukcją pieniądza i to w drodze fałszerstwa dokonywanego pod pozorem zgodności takich działań z prawem.”
Trzeba do tego dodać, że złamanie amerykańskiej konstytucji leży w interesie prywatnych banków, które z długu rządu USA ciągną kolosalne dochody.

W drugiej połowie XX wieku dwóch prezydentów usiłowało ten stan zmienić. Najwięcej uczynił w tej sprawie John Kennedy, który nakazał powrócić do emisji dolara przez Departament Skarbu. Kilka celnych strzałów do prezydenta z karabinu marki Carcano z celownikiem optycznym zakończyło tę próbę. Drugim prezydentem, który zamierzał to uczynić był Ronald Regan, ale strzał zamachowca z bliskiej odległości w serce prezydenta (kula przeszła kilka milimetrów obok) spowodował, że wycofał się on z tego zamiaru.
Pieniądze szczęścia nie dają

Tak mówi przysłowie, ale dodaje, że do szczęścia są one niezbędne. Dlatego debata konstytucyjna nad naszymi pieniędzmi i tym, co się z nimi dzieje, jest konieczna. Inni odpowiadają na to że „dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają”, tylko je mają.

Ci „dżentelmeni” to bankierzy, którzy chcieliby, abyśmy w milczeniu wszystko akceptowali, co tylko oni wymyślą na swoją korzyść. Pod tym względem możemy liczyć tylko na samych siebie.

autor: Adam Maksymowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ