Bartłomiejczyk: Polski potencjał obronny – jak jest naprawdę

caracal.jpg

Niedawno media obiegały wypowiedzi byłego szefa MON Tomasza Siemoniaka, który w ostrych słowach krytykował wycofanie się Polski z zakupu helikopterów Caracal. Krytyka Siemoniaka, nie skupiała się tylko na fakcie odwleczenia w czasie dostaw nowego sprzętu dla polskiej armii, ale może i przede wszystkim na insynuacjach, jakoby rząd chciał przesunąć część pieniędzy na finansowanie Obrony Terytorialnej, nazywanej przez byłego ministra ,,partyzantką”. Wobec takiej analizy Tomasza Siemoniaka nie sposób pokusić się o przegląd potencjału obronnego Polski.

Tak zwana Biała Księga Bezpieczeństwa Narodowego, wydana w czasach urzędowania Bronisława Komorowskiego, określa w liczbach podział sił obronnych RP. Wedle tych informacji Polskie wojsko dysponuje siłami oscylującymi w granicach 100 tysięcy żołnierzy, z czego 42% stanowią szeregowi. Zatem podstawa wojska stanowi tylko jego część bo nawet nie połowę, bowiem 58% składu wojsk stanowią oficerowie i podoficerowie. No dobrze podoficerowie których jest 38% także mogą walczyć na froncie. Zajmijmy się innymi liczbami. Nasza armia posiada 60600 żołnierzy sił lądowych… Ta liczba jest wręcz śmiesznie mała, dla zobrazowania dramatu posłużę się porównaniami. Podstawowy związek taktyczny jakim jest dywizja, w pełnym składzie to 15 tysięcy żołnierzy, zatem jeśli odejmiemy oficerów i innych sztabowców to będziemy w stanie ustawić na naszej granicy maksymalnie 3 dywizje… To za mało choćby na to by obronić wschodni odcinek granicy. Trzy dywizje rozstawione wzdłuż granicy będą mocno rozciągnięte i nie będą posiadała tzw. obwodów co oznacza, iż wykrwawią się w pierwszych dniach konfliktu a rannych nie będzie można zastępować, bowiem nie ma właśnie obwodów.

Niemcy w kluczowej fazie wojny dysponowali kilkudziesięcioma dywizjami, ściślej rzecz ujmując ponad 80 dywizji wermachtu toczyło boje z Rosjanami. Zatem nasze 3 dywizje to po prostu śmieszność. Obrona Terytorialna daje nam potencjalnie 2 dodatkowe dywizje, tworzy jakiekolwiek obwody. Z obroną terytorialną mamy do dyspozycji 5 dywizji i jakikolwiek cień szansy na opór. Zatem argument o niesłusznym tworzeniu tej formacji uważam za mocno chybiony. Choćbyśmy uzbroili nasze 3 dywizje w nowoczesny sprzęt to wciąż będą tylko 3 dywizje przeciwko 20 rosyjskim, bo taki potencjał Rosja jest w stanie rzucić do walki, oczywiście to potencjał po połączeniu grupy armii środek i południe i być może dodatkowe wsparcie jednostek syberyjskich.

Rosjanie jednak mają nad nami przewagę w potencjale społecznym. Gdybyśmy dziś dali młodemu Rosjaninowi karabin, przeładowałby i strzelił, Polski młodzieniec, cóż zapewne już byłby pacyfistą lub w ogóle nie wiedział jak tego użyć. Zatem skupienie i włączenie klubów strzeleckich w potencjał obronny daje pewną dozę nadziei , że te organizacje odżyją i przyciągną kolejne osoby. Polska powinna również przywrócić przysposobienie obronne w szkołach, skoro nie mamy wojska poborowego, powinniśmy przekazywać podstawową wiedzę w szkole. Dziwi mnie fakt, iż pomimo tylu lat bez niepodległości, wciąż nie nauczyliśmy się, że niepodległość nie jest dana raz na zawsze, że kiedyś przyjdzie nam jej  bronić i kogo wówczas do tej obrony wezwiemy ? 

autor: Arkadiusz Bartłomiejczyk

Jako politolog analizuję i komentuje wydarzenia w Polsce i na świecie, byłem organizatorem licznych konferencji naukowych poświęconych bezpieczeństwu Polski, które organizowałem jako prezes Wrocławskiego Koła Naukowego Politologów. Autor książki poświęconej tematyce bezpieczeństwa Polski zatytułowanej ,,Konflikt na Ukrainie a Bezpieczeństwo Polski w zachwianym ładzie postzimnowojennym”.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ