Marsz do władzy Kijowskiego

kijewski.jpg

Po raz pierwszy od wielu lat, w oczekiwaniu na tegoroczny dzień Święta Niepodległości, towarzyszy mi ogromne napięcie. Powodem tego są poważne obawy o przebieg obchodów tego święta w stolicy, jaki wywołuje zapowiedź Mateusza Kijowskiego o planach KOD na ten dzień.

Przez kilka poprzednich lat niepokój był związany z przewidywanymi zakłóceniami podczas Marszu Niepodległości przez władze państwa, która inspirowała podległe sobie służby. Dlatego regularnie ostrzegałem organizatorów i uczestników przed prowokacjami policji i służb specjalnych, które swoimi działaniami doprowadzały do ulicznych awantur i bijatyk. W tym roku ten dzień może zamienić się w koszmar. Oby do tego nie doszło.

Udokumentowane prowokacje służb

Podczas obchodów w ostatnich kilku latach, w prowokatorów zwykle wcielali się sami policjanci oraz oficerowie służb specjalnych, głównie ABW oraz tajni współpracownicy obydwu tych „pionów”. To prowokatorzy w każde Święto Niepodległości jako pierwsi atakowali policjantów ustawionych w kolumnach bądź szpalerach. Rzucali w funkcjonariuszy kamieniami, płytami chodnikowymi, zapalonymi racami.

To, że prowokatorzy rekrutowani byli z własnych szeregów służb lub ich zaplecza, dowodzą amatorskie filmy umieszczane w internecie. Widać na nich jak ze środka kolumn policyjnych, z ich wnętrza wychodzą osobnicy, mający twarze zamaskowane kominiarkami. Po krótkiej chwili i uprzednim wtopieniu się w tłum, pojawiają się na powrót już w roli agresorów wobec policji. Po wypełnieniu swoich brudnych zadań znikali, rozpływając się wśród maszerujących.

Tym samym prowokatorzy, ale też inni, których ci pierwsi zagrzewali „do boju”, dawali pretekst i sygnał policji do ataku. Usprawiedliwiali i zarazem uzasadniali działania policji. Reakcja policji mogła być tylko jedna – na agresję odpowiadała wzmożoną przemocą. Lokalne potyczki przeradzały się długotrwałe bitwy, które pozostawiały po sobie zniszczenia i poturbowane przez policję ofiary spośród uczestników marszu. W wyniku fizycznego konfliktu poszkodowani bywali też policjanci. Z ranami i urazami. Nieszczęśnicy trafieni najczęściej kamieniami. Policja oprócz pałek używała granatów hukowych, armatek wodnych i gazów łzawiących. Winą za zadymy i rozróby władze obarczały uczestników Marszu Niepodległości, a przede wszystkim organizatorów, odpowiedzialnych za porządek i spokojny przebieg manifestacji.

W ostatnich dwóch latach organizatorzy wywodzili się ze środowiska narodowościowego. To ich liderów więc czyniono odpowiedzialnymi za burdy, jakie miały miejsce tego dnia. Wszelkie spięcia i starcia uliczne zapisywano też na konto PiS, jako tej partii, która roztacza parasol ochronny nad środowiskami prawicowymi, w tym także tymi radykalnymi.

Kijowski: osunąć PiS od władzy

Utarczki w Święto Niepodległości w poprzednich latach nigdy nie zawierały w sobie tak potężnego ładunku politycznego, jaki w sposób nieuchronny zdominuje tegoroczne obchody. Opozycja polityczna i jej medialni trubadurzy wszelkimi dostępnymi sposobami prą do konfrontacji. Z pełnym cynizmem chcą wykorzystać wyjątkowe dla Polaków święto, żeby znowu na ulicy zaatakować obecną władzę, tak jak zrobiono to niedawno podczas „czarnego marszu” kobiet. Tarczą dla ich działań będzie KOD, którego lider nie pozostawia wątpliwości w dwóch kwestiach.

Jeszcze dwa tygodnie temu Mateusz Kijowski mówił, że 11 listopada kodowcy raczej nie będą organizowali demonstracji. Jednakże kilka dni później zaczął już przebąkiwać o włączeniu się KOD w upamiętnienie Święta Niepodległości. Jednocześnie zapewniał o dołożeniu wszelkich wysiłków, aby uniknąć jakiekolwiek kolizji z tradycyjnym corocznym Marszem Niepodległości. Z każdym dniem kolejne wypowiedź Kijowskiego nabierały bardziej radykalnych rysów. Aż wreszcie wszystko stało się jasne. Po pierwsze fałszem okazały się deklaracje, że KOD będzie demonstrować tak, aby nie podburzać do ulicznych awantur. Akurat odwrotnie. Jego awanturnictwo objawia się już w samych zapowiedziach, kiedy przechwala się, że to KOD po raz pierwszy pokaże światu, na czym polegają patriotyczne postawy podczas obchodów w wykonaniu prawdziwych demokratów. To jest nasze święto – podburza świadomie Kijowski, chcąc wywołać złe emocje w głowach politycznych przeciwników. – Nie damy go sobie odebrać – dodaje.

Drugą kwestię Kijowski stawia jeszcze jaśniej. Bez żadnego kamuflażu. Obwieszcza bez ogródek: – Wychodzimy 11 listopada na ulice z jednego powodu. Przyświeca mi ten cel cały czas, a brzmi on – odsunąć PiS od władzy. To nowe credo stanowi zasadniczą zmianę dotychczasowego obrazu KOD z takim uporem forsowanego wcześniej przez Kijowskiego i tysiące uczestników manifestacji. KOD był prezentowany jako wielki społeczny ruch, bez żadnych politycznych ambicji. Jego kierownictwu i uczestnikom chodziło jedynie – podkreślali przy każdej okazji – o przestrzeganie zasad demokracji oraz poszanowanie państwa prawa. Stąd demonstracje w obronie Trybunału Konstytucyjnego, protesty przeciw ustawie medialnej czy rozszerzeniu uprawnień policji.

Ambicje prowokatora

Okazało się, że oświadczenia te były tylko dekoracją. Zasłoną dymną. Mateusz Kijowski, podobnie jak opozycja pragnie władzy. A KOD ma być narzędziem, który mu drogę do władzy utoruje. Nie dziwi wcale w tej sytuacji stała obecność polityków opozycji w sferze wpływów Kijowskiego. Mają wszak wspólny cel.

Tym bardziej przykra staje się myśl, że tak mierna postać jak Kijowski wykorzystuje polskie zdobycze demokratyczne, do których jako dorosły człowiek nie przyłożył małego palca, aby zrobić osobistą karierę polityczną.

 

A już najbardziej przykre, że dla swoich osobistych, chorych ambicji, chorych, bo przecież nigdy, z powodu swej marności, ich nie zrealizuje, wykorzystać chce rocznicę jednego z najważniejszych dni naszej współczesnej historii. Nie licząc się z tym, że jego inicjatywa może uruchomić lawinę awantur i nienawiści, która zamieni ten piękny dzień w dramat wielu Polaków. 

autor: Jerzy Jachowicz

źródło: gazeta Obywatelska

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ