Zmarł Józef Bandzo, ps. „Jastrząb” – żołnierz „Łupaszki”. Zadbajmy, by pożegnać go jak Bohatera!

ghg1.jpg

Pana Józefa, choć chciał, by mówić do niego po prostu Józiu poznałem przy okazji którejś edycji Festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”. Do Gdyni, ale także na rozsiane po kraju retrospektywy przyjeżdżał bardzo chętnie, bo nakręcały go spotkania z młodzieżą, także kibicami. Nie było nigdy tak, że nie miał czasu porozmawiać. A i koncerty rockowe, to nie było coś, czego unikał.

 

 

 

Jego droga żołnierska oraz ścieżki powojenne są bardzo pokręcone.  Zawsze musiał i chciał walczyć o Polskę. Solidnie go to zahartowało. Mimo wieloletnich prześladowań (na wolność wyszedł dopiero w 1976 roku) zachował niesłychaną pogodę ducha, którą dzielił się z młodzieżą i kibicami podczas licznych spotkań.

 

fot. M. Czutko
fot. M. Czutko

 

Józef Bandzo był Bohaterem przez duże „B”. Dla mnie wciąż nim jest. W czasach walki u boku mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” musiał wykonywać najbardziej niebezpieczne zadania. Do tego trzeba było prawdziwego charakteru. Nie wyobrażam sobie, by jego pogrzeb nie odbył się z honorami państwowymi. Należy go pożegnać tak, jak na Bohatera przystało. Wielu nam Ich już nie pozostało.

Każdy, kto go poznał zapamięta jedno – młodzieńczą iskierkę w oku niespotykaną u ludzi w jego wieku. Nie mogę się jeszcze oswoić z myślą, że ona zgasła… Zmarł dzisiaj o 5 rano.

Chwała Bohaterom!

autor: Marcin Wikło

źródlo: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ