Ciąg dalszy afery reprywatyzacyjnej: Akt notarialny podpisano w mieszkaniu, które nie istniało, z udziałem notariusza, którego nie było

fot: youtube

 Akt notarialny podpisano w mieszkaniu, które nie istniało, z udziałem notariusza, którego nie było. Mimo to prokuratura przeszła nad tym do porządku dziennego. Nie przesłuchała nawet lokatorów kamienicy przy ulicy Narbutta 60 w Warszawie, którzy poskarżyli się na oddanie ich domu w ręce rzekomych spadkobierców jego właścicieli. Postępowanie umorzono – relacjonuje informator Onetu, który ujawnił nowe fakty.

Portal pisze, że na historycznych zdjęciach z okresu powojennego pod warszawskim adresem Narbutta 58 jest tylko gruzowisko. A właśnie tu, w swoim mieszkaniu, w styczniu 1947 roku, właściciel sąsiedniej nieruchomości pod numerem 60 miał podpisać akt notarialny o jej sprzedaży. Tak wynika z tego aktu.

Wątpliwości jest jeszcze więcej. Podpisanego pod dokumentem Zygmunta Anyżewskiego nie ma w spisie asesorów sądowych z lat powojennych. A sprzedający i kupujący posłużyli się fałszywymi Kenkartami jeszcze z czasów okupacji. Mimo to zastępca dyrektora stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomościami Jerzy Mrygoń podpisał w maju 2014 roku decyzję o zwrocie nieruchomości

—dowiedział się Onet.

Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście nie dopatrzyła się jednak nieprawidłowości. Ponowne zbadanie sprawy zlecił Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.

wpolityce.pl/onet.pl

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. Żenada a dlaczego Wojewoda Mazowiecki nadal mimo afer, niegospodarności podległymi jednostkami, łamania prawa na dzielnicach vide blokada wyborów na Bemowie i Białołęce itp. nie widzi potrzeby wprowadzenia Zarządu Komisarycznego w Warszawie, czy są kwity na Jarka???….

ZOSTAW ODPOWIEDŹ