Rewiński o proteście w Sejmie: Tutaj na wsi on ludzi nawet brzydzi. Śmieją się z niego prości rolnicy, są nim bardzo zniesmaczeni

rewinski.jpg
fot: youtube

Wszyscy na wsi mówią: „Jest Wigilia, trzeba pójść do domu, usiąść przy wspólnym stole”. A tu? To pokazuje, że może komuś ten lont tak bardzo pali się koło d., że  musi wrzeszczeć razem w tym chórze. (…) To, co robi opozycja jest paskudne, a historia mruga do nas, mówi o pewnym Sejmie, to wszystko jakoś się kojarzy. Proszę wziąć książkę pana Jarosława Marka Rymkiewicza „Reytan. Upadek Polski” i czytać ją w odcinkach

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl satyryk Janusz „Siara” Rewiński.

wPolityce.pl: Pamięta Pan czasy, żeby posłowie spędzali Święta Bożego Narodzenia na Sali Plenarnej w Sejmie?

Janusz „Siara” Rewiński: Nie czuję się na siłach tego komentować, bo jak pan wie, byłem posłem I kadencji Sejmu w III Rzeczypospolitej. Gdy chodziłem po tym budynku, po tych kuluarach i Sali Plenarnej zauważyłem, że istniała tam atmosfera Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz PRL. Tam zionęło takim stupajstwem, rozmaitymi elementami, które prowadziły do skojarzeń, że tu, po tych ścieżkach, tak jak w wierszu, kroczył ktoś zupełnie do tego nieuprawniony. Te wszystkie dywany, jakieś gobeliny i te czapki na głowach straży marszałkowskiej, szczególnie wyższych stopni… Wyglądały spod nich takie siwe, typowe dla Służby Bezpieczeństwa Polski Ludowej baki różnego rodzaju. Później stworzyłem program pt. „Siara w kuluarach” mając na uwadze, że jako były poseł mogę bardzo wiele w tych kuluarach rzeczy wyjaśnić.

Nie dano Panu szansy.

Bo niestety czy stety wyrzucono mnie stamtąd. Panowie posłowie i przewodniczący różnych komisji i partii zauważyli, że grzebię w rzeczach, które woleliby, żeby zostały wprowadzone niepostrzeżenie. Chodzi o te tzw. ustawy o zmianach ustawy, czyli rzeczy, które bardzo im były nie na rękę. Stąd wywalili mnie bez żadnych skrupułów w trakcie trwania kontraktu. Byłem tam chyba jedynym dla jaj, nawet dostałem od kabaretu Elita nagrodę „VIP dla jaj”. Na temat Sejmu mam takie wrażenie, że tylko niektórzy normalni ludzie tam wchodzą, inni niepostrzeżenie przestają nagle chodzić, a zaczynają kroczyć. Przestają mówić, a zaczynają przemawiać. Coś się w tych głowach, w tej atmosferze dzieje. Takim kulminacyjnym momentem było to, kiedy przyzwoity człowiek pan Janowski zaczął któregoś dnia skakać śmiesznie, trzymany przez swoich kolegów. Inni posłowie też doznawali dziwnych zmian w organizmach i zaczynali np. bełkotać z trybuny sejmowej. Był taki poseł SLD, który chodził z cygarem, a później miał jakieś straszliwe kłopoty.

Nie dziwi więc Pana, że dołączyli dziś do nich kolejni?

Nie dziwi mnie to, że ci ludzie, którzy tam siedzą i chodzą, nagle zmienili się nie do poznania. Albo też zostało to zaprogramowane gdzieś we Wrocławiu. Jest tam jakiś specjalny odział uczelni, która ma za zadanie uczyć różnego rodzaju manipulacji. To objawiało się już, gdy wisiała na plecach pana byłego prezydenta Komorowskiego taka pani i mówiła mu do ucha, co on ma robić. Ona była właśnie z Wrocławia, z tej szkoły manipulacji. Jest więc jakaś choroba, nieszczęście, albo już taki rodzaj rozpaczy, że wzięło się coś – jakieś dobra, pieniądze, jakieś fanty, czy przywileje – i z nich należy się rozliczyć przed tymi, którzy je dali. I teraz ci, co najgłośniej krzyczą, w moich oczach są najbardziej podejrzani, że stoją pod ścianą. Bo ci, co im coś dali mówią teraz: „Jest godzina zero, albo my, albo nigdy”. I to jest taka determinacja tej działalności i rozpacz, że właściwie rozbijają się o tę najprostszą z rzeczy, która nazywa się prawda. Bo tej prawdy, że wybory zostały wygrane i ta władza ma prawdziwą legitymację do rządzenia, nie są w stanie przeskoczyć. Strasznie trudno jest to ugryźć.

Komuś zależało na tym, by protest w Sejmie osiągnął wielki sukces. Tymczasem ludzie nim się w ogóle nie interesują.

Proszę pana, widzę tutaj na wsi, że ludzi on nawet brzydzi. Śmieją się z niego prości rolnicy, są nim po prostu bardzo zniesmaczeni. W jednej z kolęd śpiewamy, że w tym dniu „gasną wszelkie spory”. Zawsze było tak, że nawet najbardziej skłóceni z dziećmi rodzice godzili się w Święta. Wszyscy na wsi mówią: „Jest Wigilia, trzeba pójść do domu, usiąść przy wspólnym stole”. A tu? To pokazuje, że może komuś ten lont tak bardzo pali się koło d., że musi wrzeszczeć razem w tym chórze. Bułhakow napisał sztukę pt. „Szkarłatna wyspa”. Jest w niej o tym, że w 1917 roku partia bolszewicka postanowiła zrobić rewolucję światową. I teraz sto lat po tym widać, gdzie ta rewolucja światowa doszła. Aż tam, gdzie wydawało się, że nigdy nie dojdzie. To, co robi opozycja jest paskudne, a historia mruga do nas, mówi o pewnym Sejmie. To wszystko jakoś się kojarzy. Proszę wziąć książkę pana Jarosława Marka Rymkiewicza „Reytan. Upadek Polski” i czytać ją w odcinkach.

Rozmawiał Piotr Czartoryski-Sziler

źródło: wpolityce.pl

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ