Ślęza uległa CCC

Bardzo dobra gra przez trzy kwarty nie wystarczyła koszykarkom Ślęzy do pokonania na wyjeździe CCC w trzecim meczu półfinału play-off Basket Ligi Kobiet. Mimo kilkunastopunktowego prowadzenia wrocławianek, ze zwycięstwa cieszyły się polkowiczanki, które w rywalizacji do trzech zwycięstw objęły prowadzenie 2-1.

 Przez 30 minut Ślęza realizowała swój plan na to spotkanie bez zarzutu. Wrocławianki przede wszystkim bardzo dobrze broniły. Dość powiedzieć, że w trzech pierwszych kwartach pozwoliły rywalkom rzucić 9, 17 i 14 punktów. Ciężkie życie miała Jamierra Faulkner, rozgrywająca CCC, od której najwięcej zależy w grze polkowiczanek.

Po drugiej stronie boiska wrocławianki punktowały rywalki. Przewaga nie rosła w szybkim tempie, ale dość konsekwentnie. Na półmetku Ślęza prowadziła ośmioma punktami. Po zmianie stron podopieczne Arkadiusza Rusina odskoczyły nawet na 13 punktów. W trzeciej kwarcie wychodziło im niemal wszystko. Równo z syreną trafiła Sharnee Zoll-Norman. Nawet gdy do końca akcji miały tylko jedną sekundę, to potrafiły zdobyć punkty po wcześniejszych wskazówkach na czasie swojego szkoleniowca.

Liderem zespołu znów była wspomniana Sharnee Zoll-Norman, która w całym meczu zdobyła aż 19 punktów i 10 asyst. Amerykankę wspierała przede wszystkim Agnieszka Kaczmarczyk. Kolejne zawodniczki także zdobywały ważne punkty, ale jak się później okazało, to było za mało, by odnieść zwycięstwo.

Wobec coraz częstszych problemów z kończeniem akcji ofensywnych, jeszcze większe znaczenie w grze wrocławianek miała defensywa. A ta kompletnie posypała się w czwartej kwarcie. Polkowiczanki zdobyły kilka punktów z rzędu, które wlały w ich serca nadzieję. Niemoc Ślęzy w ataku trwała, a dystans dzielący obie drużyny malał w oczach. CCC zaliczyło serial punktowy 16:0, po którym wyszło na prowadzenie 54:50.

Do końca meczu pozostało jeszcze niespełna pięć minut. Sharnee Zoll-Norman poderwała jeszcze raz swój zespół i doprowadziła do remisu (54:54). Cóż z tego, skoro kolejnych osiem punktów zdobyły polkowiczanki i ostatecznie wygrały 65:60.

Czwarte spotkanie CCC ze Ślęzą w niedzielę w Polkowicach o godz. 19:00. Ewentualny piąty mecz odbędzie się w środę we Wrocławiu.

 CCC Polkowice – Ślęza Wrocław 65:60 (9:15, 17:14, 14:21, 25:10)

CCC: Walerija Musina 18, Marija Rezan 13, Magdalena Leciejewska 13, Ewelina Gala 5, Angelika Stankiewicz 4, Weronika Gajda 4, Jamierra Faulkner 4, Isabelle Harrison 2, Raisa Musina 2, Mariona Ortiz.

Ślęza: Sharnee Zoll-Norman 19, Agnieszka Kaczmarczyk 13, Marissa Kastanek 10, Agnieszka Skobel 7, Nikki Greene 5, Zuzanna Sklepowicz 4, Kateryna Rymarenko 2, Agnieszka Majewska, Kourtney Treffers.

 

Po meczu powiedzieli:

 Arkadiusz Rusin (trener Ślęzy): – Gratuluję zespołowi z Polkowic. Dziewczyny z CCC do końca się nie poddały. W ciągu dziesięciu minut rozsypaliśmy naszą układankę defensywną, którą mieliśmy na ten mecz. W ostatniej kwarcie zagraliśmy bardzo słabo. Szacunek dla trenera Polkowic za zwycięstwo. Za godzinę jednak wszystko wróci do normy. Przeanalizujemy to na spokojnie, jutro mamy kolejny mecz, w którym zagramy o zwycięstwo.

Zuzanna Sklepowicz (zawodniczka Ślęzy): – Przez trzy kwarty graliśmy bardzo dobrze, ale w ostatniej wszystko zaprzepaściłyśmy. Gra toczy się dalej. Jutro mamy kolejny mecz. Na pewno się nie poddamy. Wyjdziemy na parkiet i będziemy się bić o zwycięstwo.

Maros Kovacik (trener CCC): – To były bardzo trudny mecz. Byliśmy wyłączeni przez trzy kwarty, mieliśmy ogromne problemy z defensywą. O naszym zwycięstwie zdecydowały dwie kluczowe rzeczy – publiczność, która była niesamowita, oraz nasza gra w ostatniej kwarcie. Lera (Walerija Musina – dop. red.) dała nam energię. Rzuciła dziewięć punktów z rzędu i dziewczyny uwierzyły, że mogą odwrócić losy meczu. To był kluczowy moment. Pamiętajmy jednak, że jutro będzie inny mecz, jeszcze trudniejszy. Trzeba zapomnieć o tym, co się dziś wydarzyło i skupić na przygotowaniach do jutrzejszej batalii.

Ewelina Gala (zawodniczka CCC): – Cieszy bardzo to, że udało się wyjść z bardzo ciężkiej sytuacji. Przegrywałyśmy trzy kwarty i to Wrocław kontrolował ten mecz. Odwróciliśmy jego losy i to jest powód do wielkiej dumy. Jutro mamy kolejny pojedynek i trzeba szybko zapomnieć o tym, co było dziś. Prowadzimy, ale walka o finał trwa dalej.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ