Czy dla homoseksualistów jest miejsce w Kościele?

Radosław Drożdżewski (Zwiadowca21), CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons

Życie rodzinne się zmienia… Witamy w nowych czasach… – tak oto IKEA reklamowała jeden ze swoich katalogów, w którym znalazła się historia dwóch mężczyzn, zachwalających uroki wspólnego mieszkania. Promocja tego typu związków – już dawno zainicjowana na Zachodzie – teraz dotarła także do nas. I chociażby w taki właśnie dość wyrafinowany sposób próbuje się wtłaczać nam do głów myśl, że pary gejów i lesbijek mają dokładnie te same prawa, co małżonkowie. Wszystko zaś po to, aby oswajać nasze społeczeństwo z nową mentalnością. Jak zatem należy traktować ludzi o tzw. innej orientacji seksualnej? Dyskryminować czy może jednak próbować rozumieć ich motywacje? Czy dla homoseksualistów jest miejsce w Kościele?

Pan Jezus powiedział: Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi (Mt 5,37). Nie trzeba się nawet odwoływać do Ewangelii, wystarczy sięgnąć do rozumu, aby stwierdzić, że rzeczywistość świata, w tym i człowieka, jest poukładana, ma swój porządek rzeczy, a te posiadają swoją nazwę. Jeśli ktoś próbuje zaprzeczać, że np. jabłko jest jabłkiem, woda wodą, a pies psem, to albo jest głupcem, albo czyni to z pełną świadomością, ale wtedy jest przewrotny i nieuczciwy.

Nie inaczej jest, jeśli chodzi o małżeństwo. To nie jest wymysł ludzki. Tak zostaliśmy ukształtowani, czy tego chcemy, czy nie; czy komuś się to podoba, czy też nie. Nam, wierzącym, potwierdzenie w tej mierze daje nie tylko nauka, ale również Pismo Święte. Wart podkreślenia jest fakt, iż to, co na ten temat zostało powiedziane przez Stwórcę w Księdze Rodzaju, potem z całą stanowczością potwierdził Chrystus.

Małżeństwo jest zatem wspólnotą dwojga osób: kobiety i mężczyzny. Każdy inny związek, tj. kobiety z kobietą lub mężczyzny z mężczyzną nie może być traktowany jak małżeństwo. Kto uzurpuje sobie prawo do nazywania go małżeństwem, jest kłamcą. Więcej, godzi w samego człowieka, zaprzecza jego tożsamości płciowej i sensowności bycia kobietą i mężczyzną. Płciowość bowiem nie jest czymś nabytym, uwarunkowanym kulturowo, jak to próbują wmawiać nam homoseksualiści i ich zwolennicy. Nauka, w szczególności genetyka i anatomia, a także psychologia mówią o tym wyraźnie. Są części ciała, które mają swoją konkretną funkcję. I ten fakt nie ulega wątpliwości. Wszelka dyskusja nad tożsamością płci, której celem byłoby zaprzeczenie tejże tożsamości i próba udowodnienia, że człowiek może sobie płeć wybrać, modelować ją czy też zmieniać, już z gruntu pozbawiona jest wszelkich podstaw; jest absurdalna, niedorzeczna i sprzeczna z faktami.

Kobieta i mężczyzna wzajemnie się dopełniają. W takim małżeństwie i rodzinie uczymy się bycia kobietą i mężczyzną, wzrastamy w człowieczeństwie, kształtujemy wrażliwość na inną płeć, poznajemy naszą inność płciową. Ta właśnie inność bycia człowiekiem, kobietą i mężczyzną, czyni nas bogatymi w naszym człowieczeństwie, ona w ostateczności decyduje o jakości naszego życia, przyszłości naszej i całej rodziny ludzkiej.

Należy wyraźnie przypomnieć naukę Kościoła, że homoseksualizm jest nieuporządkowaniem i wynaturzeniem. Nie wnikam w jego przyczyny, ale jedno trzeba w tym miejscu stwierdzić, że czym innym są skłonności homoseksualne, a czym innym akceptacja homoseksualizmu. Kościół nie odrzuca takich osób o tyle, o ile uznają, że homoseksualizm jest sprzeczny z naturą, jest zachowaniem nieuporządkowanym, które należy leczyć i zwalczać. Trwanie w przekonaniu, że homoseksualizm jest czymś normalnym, jest niezgodne z prawdą o ludzkiej płciowości, a tym samym z nauczaniem Kościoła. Kto zatem świadomie i uparcie chce pozostawać przy takich przekonaniach i trwać w Kościele, musi się liczyć z konsekwencjami, które na siebie ściąga.

Stosunek do osób o orientacji homoseksualnej nigdy nie może nosić znamion potępienia samej osoby, nie może się przeradzać w nienawiść, ale jednocześnie należy wyraźnie podkreślić fakt niemożliwości tolerowania takich zachowań, podobnie zresztą jak w przypadku każdego innego zła. Mamy prawo bronić się przed wszelkiego rodzaju wynaturzeniami.

Warto zaznaczyć, że nieaprobowanie związków jednopłciowych nie jest wyrazem dyskryminacji. Bo czy brak akceptacji kradzieży, alkoholizmu, przemocy czy innych tego typu moralnie niedopuszczalnych czynów możemy traktować jako wyraz dyskryminacji? Logika jest za każdym razem ta sama! Zło zawsze pozostaje złem, grzech grzechem i nie można ich tolerować! Szkoda, że dla wielu ta prosta logika jest zbyt trudna do zrozumienia. Ale cóż, ludzka głupota, a może przewrotność, zawsze miały się dobrze…

Z Katechizmu Kościoła Katolickiego

Art. 2358. Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji.
Art. 2359. Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej.

Z ks. Bolesławem Orłowskim rozmawiała Bożena Rojek

źródło: Nowe Życie

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ