Jan Pietrzak: „Schetyna walczy o przywództwo, a Tusk przyjeżdża pociągiem na jeden dzień i mu je odbiera”

Pietrzak.jpg

Myślę, że to ośmiogodzinne przesłuchanie dało Tuskowi do myślenia i nie będzie już więcej przyjeżdżał do prokuratury

— mówi Jan Pietrzak w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

wPolityce.pl: Po co Donaldowi Tuskowi był potrzebny ten show na dworcu i na ulicach Warszawy?

Jan Pietrzak: Dzięki tej ustawce chciał „rozpoznać bojem”, czy zdoła pociągnąć jakiś ludzi za sobą. Zostało to zorganizowane jako poparcie dla ewentualnej prezydentury, a także jako sprawdzian, czy ma po co wracać do polskiej polityki w związku z sądowymi sprawami, jakie na nim ciążą. Było to prymitywne i bezsensowne działanie. W jego poczynaniach i w tym działaniu czuć fałsz.

Były premier przyznał, że po raz pierwszy od lat jechał pociągiem z Gdańska do Warszawy.

To wszystko zostało specjalnie zrobione, żeby spotkał się ze swoimi zwolennikami na peronie. Zgromadziło się tam wielu fałszywych ludzi, którzy doskonale wiedzą, że nie mają racji, ale muszą prowokować Polaków. Fałsz tej sytuacji było czuć od początku, podobnie jak w jego opowieści, że trwa na niego polityczna nagonka. A w następnym zdaniu mówił, że sprawa, w której zeznawał jest tajna i nie wie o co w niej chodzi. Skąd zatem wie, że nagonka, jak nie wie dlaczego go wezwano do prokuratury. Zapewne powody były natury proceduralnej, a nie politycznej.

Donald Tusk w rozmowach z dziennikarzami podkreślał, że chroni go immunitet. Czy to może oznaczać, że zasłoni się immunitetem i nie pojawi się, jeżeli zostanie wezwany na kolejne przesłuchania?

Myślę, że to ośmiogodzinne przesłuchanie dało Tuskowi do myślenia i nie będzie już więcej przyjeżdżał do prokuratury. Następne przesłuchania mogą być dużo boleśniejsze.

W tłumie witających szefa Rady Europejskiej zabrakło lidera jego partii, Grzegorza Schetyny.

Schetyna walczy o przywództwo, a Tusk przyjeżdża pociągiem na jeden dzień i mu je odbiera. To niekomfortowa sytuacja dla lidera PO. Okazuje się, że Tusk jest wielkim Polakiem z Brukseli, a Schetyna jest podrzędnym politykiem, który nie ma żadnej charyzmy.

Co by pan powiedział zwolennikom Donalda Tuska, którzy witali go na dworcu?

Składam im wyrazy ubolewania, głęboko się mylą się i stawiają na złego konia. Nie popierają Polski, tylko prywatną wojenkę złego człowieka, który nie pracuje dla naszego kraju. W jego poczynaniach czuć wielką pogardę dla Polaków. Muszę jednak przyznać, że byłem zdumiony, że ugiął się i przyjechał do tego nieszczęśliwego kraju, w którym dwukrotnie pełnił funkcję premiera. Jego Polska nie obchodzi, chciał jedynie rozegrać swoją wizytę politycznie.

źródło: wpolityce.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ