21 C
Wrocław
Stanisław Karczewski: Przyjazd Donalda Tuska pokazał, że to produkt czekoladopodobny


Stanisław Karczewski: Przyjazd Donalda Tuska pokazał, że to produkt czekoladopodobny

Często rozmawiamy z panią premier, ale nie o rekonstrukcji, tylko o sprawach programowych, przyszłości. Jeśli chodzi o ewentualne zmiany w rządzie, to jest to zadanie i kompetencje pani premier

— mówi w rozmowie z wPolityce.pl Stanisław Karczewski, marszałek Senatu.

wPolityce.pl: Panie marszałku, wizytę i przesłuchanie Donalda Tuska przyjął Pan, jak chce tego część komentatorów, jako początek wyścigu o prezydenturę w 2020 roku?

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, Prawo i Sprawiedliwość: Być może. Ale jeśli to był początek kampanii, to trzeba powiedzieć, żę bardzo nieudany, z wieloma wpadkami. Donald Tusk bardzo rzadko jeździł pociągiem – teraz nagle wsiada w drugą klasę… A przecież jazda pociągami powinna się Platformie koajrzyc jak najgorzej. Wszyscy pamiętamy wysiłki premier Ewy Kopacz w kampanii wyborczej, gdy wsiadała do pociągu, a nad nią leciał nawet samolot. Wszystko to nie pomogło Platformie, a nawet, mam wrażenie, zaszkodziło. Pamiętamy te scenki z jajecznicą czy dopytywaniem o kotlecik… Z pewnością wpłynęło to negatywnie na notowania PO.

Wczorajszy przyjazd Donalda Tuska był sztuczny – przypominało mi to wyrób czekoladopodobny. Musiał Pan też, panie redaktorze, zwrócić uwagę na te czerwone kartki. Witać swojego lidera czerwoną kartką… to trzeba mieć wyobraźnię. Rozumiem, że przeciwicy mogli przyjść z czerwoną kartką, ale zwolennicy? Pierwszy raz coś takiego widziałem.

Przyzna Pan jednak, że przyjazd Tuska wzbudził pewne emocje.

Tak. W dodatku Donald Tusk chciał zrobić wokół swojego przyjazdu show, co ewidentnie było jego celem, ale co się jednak nie udało. Przejście spacerem do prokuratury przypominało mi z kolei początek kadencji Platformy, gdy premier Tusk piechotą szedł do KPRM. Poszedł tak raz. I na tym się skończyło. Pamiętam też, jak mówił, że będzie latał samolotami liniowymi – zrobił tak raz. Później latał rządowym, co jest zgodne z prawem i przepisami, ale pokazuję specyficzną mentalność Tuska. Nie podoba mi się taka nieuczciwość, niesolidność, oszukiwanie Polaków.

Tusk niewątpliwie posiada jednak pewne walory: marketingowo, wizerunkowo, piarowo jest sprawnym politykiem. Opozycja traktuje go więc jako nowalijkę, stąd te emocje, o które Pan pytał. Ale znów – przypomnijmy, że gdy Tusk kończył swoją pracę na stanowisku premiera, ciągnął Platformę w dół. I to wyraźnie. Gdy Ewa Kopacz zmieniła go na stanowisku premiera, to na krótki okres, ale jednak poprawiła notowania rządu. Późniejszy ich spadek to już inna opowieść o tym, jak pracowała Ewa Kopacz.

Charakterystyczne też, że na dworcu nie było Grzegorza Schetyny. Szef Platformy wyraźnie nie utożsamia się z Ewą Kopacz – te podziały w Platformie są widoczne gołym okiem, co powoduje, że na tym wyrazie czekoladzie podobnym pojawiają się dodatkowo rysy podziałów.

Wspomniał Pan o piarowych talentach Tuska. Prawo i Sprawiedliwość obawia się scenariusza, w którym ten wraca z Brukseli i wykorzystuje swoje talenty przeciw PiS?

Potrafił dwa razy z rzędu wygrać wybory, jego umiejętności piarowskie trzeba docenić, ale nie przeceniać. To, co zrobił Andrzej Duda i Beata Szydło podczas kampanii wyborczych pokazało, że mamy polityków z klasą, że Jarosław Kaczyński wiedział, co robi, stawiając na nich. Daję też słowo, że będziemy wiedzieć, jak postępować i co robić przed kolejnymi kampaniami.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ