Władza Ludowa zakłamywała historię, heroiczna walka kapucyna i wałeckiej młodzieży o prawdę historyczną

youtube.com Oj. Warachim

Ojciec Hieronim Warachim, urodzony 6 września 1916 we Lwowie, zmarł 23 czerwca 2011. Kapucyn, święcenia kapłańskie przyjął 3 września 1939 roku. Tam też przyłączył się do Armii Krajowej. Po zakończeniu II wojny światowej przełożeni wysłali go do Wałcza, gdzie w Liceum Ogólnokształcącym nauczał religii i filozofii. Komuniści w 49 roku usunęli najpierw jego ze szkoły, potem dyrektora Zagórskiego, od tej pory łatwiej było im wdrażać socjalistyczny model edukacyjny. Narzucona władza ludowa, w całym kraju, krok po kroku zawłaszczała wszystkie sfery życia społecznego i politycznego. Edukacja socjalistyczna, nowe myślenie, nowe wychowanie bez nauki religii miało w przyszłości przynieść spodziewane efekty. Opium dla mas, fraza Marksa, ochoczo wcielano w życie. Powstało wiele prac naukowych, które były socjalistycznie poprawne ale nie były prawdziwe.

Poniżej, publikujemy list oj. Warachima do polskiego rządu, udostępniony przez Macieja Dmyszewicza, napisany na pół roku przed śmiercią kapucyna. Uznał bowiem za ważne, danie swojego świadectwa w sprawie publikacji pracy naukowej Ludwika Bąka pt. „Dzieje Szkoły Średniej w Wałczu”, która zakłamuje i przemilcza fakty.

…jednak prawdy historycznej zamazywać nie wolno w opracowaniu o charakterze naukowym, gdyż staje się fałszywym dokumentem. Pozwolę sobie przeto napisać parę słów dla naświetlenia pominiętej prawdy historycznej (…). To było z końcem września 1948 roku. W tym dniu nie miałem lekcji w Liceum Ogólnokształcący, wstąpiłem do Zakładu, by się o coś spytać. Na korytarzu spotkał mnie pan Mejnartowicz, nauczyciel od gimnastyki i poinformował, że grono nauczycielskie i młodzież są zebrani w auli, gdyż w ważnych sprawach przyjechał ktoś ze szczecina. Wówczas Wałcz należał do województwa szczecińskiego. Wszedłem na salę i wsłuchałem się w przemówienie owego delegata. Był to człowiek młody, sądzę około dwudziestu kilku lat. Zachęcał młodzież by wstępowania do nowo powstałej partii młodzieżowej ZMP, czyli Związek Młodzieży Polskiej. Przedstawiał jakie korzyści będzie miał każdy, kto do tej partii będzie należał.

W pewnym momencie ów prelegent, może dlatego, że mnie zauważył na sali, zaczął niewybrednymi słowami atakować ówczesnego papieża Piusa XII. Na zachowanie się prelegenta, wspaniała wałecka młodzież, z oburzeniem zareagowała stukaniem butami w podłogę. Ja oczywiście, też nie mogłem nie protestować na publiczne, brukowe, wprost łobuzerskie znieważanie Ojca Świętego. Wstałem, donośnym głosem zaprotestowałem, i oświadczyłem, że na znak protestu opuszczam salę! Wyszedłem z auli, a za mną wyszła o okrzykami protestu, wszystka młodzież! W tym miejscu wyrażam podziw i uznanie dla ówczesnej wałeckiej młodzieży. Jeszcze żyjącym cześć! Umarłym radość nieba!

Po opuszczeniu sali przez młodzież, powstał profesor historii pan Jerzy Zalewski i zwrócił się do całego grona nauczycielskiego z następującymi słowami: „Ta chodźmy stąd do cholery, bo nas młodzież wypluje? /Tego ja nie słyszałem, ale powiadomiono mnie o tym/.

Po tym odezwaniu się pana profesora od historii, cieszącego się wielkim autorytetem, grono nauczycielskie, też opuściło salę. To jest fakt godny wspomnienia, gdyż świadczy, że to było Polskie Grono Nauczycielskie, narażające się dla godnej sprawy. Z perspektywy lat pragnę skłonić głowę w ich stronę i uczcić tym wspomnieniem. W auli pozostał bezradny pan doktor Józef Zagórski, pan Mejnartowicz i oczywiście niefortunny delegat ze Szczecina.

Wiadomość o wydarzeniu w Liceum Ogólnokształcącym rozeszła się lotem błyskawicy po całym powiecie Wałeckim. Wkrótce odbyły się zebrania nauczycieli, interweniowały władze partyjne. Wyznam, że i ja byłem zdenerwowany tym wydarzeniem, pojechałem więc do Gorzowa, by poinformować ówczesnego rządcę diecezji Administratora Apostolskiego księdza DR. Edmunda Nowickiego. Dowiedziałem się, że już rozpoczęła się w Polsce Ludowej mocna akcja antykościelna, że zaplanowane są szkoły tzw. TPD, czyli Towarzystwa Przyjaciół Młodzieży, bez nauki religii.

Po powrocie z Gorzowa pełniłem normalne moje obowiązki w Liceum, a były mi zlecone przez p. Zagórskiego, oprócz lekcji religii, również obowiązki wychowawcy klasy maturalnej, oraz wykłady z propedeutyki filozofii. Ponadto bez przeszkód uczyłem w szkołach zawodowych w Wałczu. Znacznie później dowiedziałem się, że grupa starszej młodzieży nocą pilnowała mego mieszkania, by mnie nie wyrządzono krzywdy. Mieszkałem sam. Okazuje się, że wtedy jeszcze nie zdarzało się, jak niestety współcześnie „nieznani sprawcy” napadają na plebanię i mordują księży. Bywały coraz liczniejsze aresztowania księży. Zapadały różne wyroki, nawet wyroki śmierci.

Tradycyjnie dnia 13 listopada obchodzono w Polsce święto św. Stanisława Kostki, patrona polskiej młodzieży. Przygotowywałem młodzież do tej uroczystości odprawiając tzw. nowennę, czyli 9 dni modliłem się z młodzieżą za polską młodzież. Mam w tej chwili przed oczyma wypełniony kościół modlącą się ze mną kochaną wałecką młodzieżą.

Właśnie dnia 13 listopada 1948 roku, podczas lekcji z klasą maturalną, wszedł do klasy pan dyrektor Józef Zagórski i głośno wobec klasy oświadczył, że otrzymał telefon ze Szczecina. Treść telefonu była krótka: „Ksiądz Warachin ma opuścić Zakład. Nie wolno mu więcej nauczać”. Słowa te przeraziły całą klasę. Za chwilę był dzwonek na dłuższą przerwę. W sali nauczycielskiej panowała konsternacja. Pilnie przysłuchiwał się pan Menartowicz.

Po przerwie poszedłem jeszcze do następnej klasy prowadzić lekcję. Za chwilę znów wszedł p. Zagórski i głośno wobec klasy powiedział, pamiętam te słowa: „Miałem telefon z UB, którym nakazano mi księdza wydalić z Zakładu, a jeśli sam nie pójdzie, to my go, wywieziemy”. Trudno mi się silić opisywać uczucia jakie ta wiadomość wywołała we mnie, i jak na nie zareagowała młodzież, która obecnie upomina się, bym o tym wydarzeniu napisał.

Stało się. Opuściłem Zakład Pana Zagórskiego. Uczyłem w szkołach zawodowych, jednak już niedługo. W dwa tygodnie po tych telefonach, sam pan Zagórski został zwolniony z obowiązków dyrektora Liceum Ogólnokształcącego w Wałczu. To Liceum zawdzięcza Panu profesorowi Józefowi Zagórskiemu ogromną pracę, mądrą organizację, prowadzenie Zakładu na wysokim poziomie naukowym, pedagogicznym i patriotycznym. W tej książce pisanej zgodnie z wytycznymi i zasadami rządzącej partii, czyli „politycznie poprawnej” należało jednak przeznaczyć stosowne naświetlenie  osobowości p. Józefa Zagórskiego, jego działalność i jego zasługi. To był wielki Polak, kochał Polskę i polską młodzież. Z wielką satysfakcją zachowuję w pamięci jak Wałecka Młodzież wspominała, i jeszcze wspomina Jego Osobę.

Na miejsce pana Zagórskiego, dyrektorem Liceum został p. Mejnartowicz, nauczyciel od gimnastyki. Znamienne! Są to detale, ale naświetlają sytuację na jakich zasadach zaczęto tworzyć w Polsce Ludowej szkolnictwo i oświatę. książkę napisano pod „poprawność polityczną”. Poprawność polityczna to albo przemilczenie, pominięcie prawdy albo przekazanie jej w krzywym zwierciadle. W pracy naukowej, pisanie pod poprawność polityczną jest krzywdą dla historii i historyków, gdyż powstaje fałszywy dokument. W tej książce dla poprawności politycznej pominięto prawdę. Wspomniałem zaledwie wycinek ówczesnej prawdy historycznej. Jest jeszcze inny bolesny temat, który pominięto, mianowicie aresztowanie grupy młodzieży i maltretowanie w więzieniu w szczecinie. Czyżby autor książki o tym nie wiedział? Nie zabieram w tej sprawie głosu, gdyż z Wałcza przeniosłem się do Gdańska. Niech na ten temat wypowiedzą się żyjący jeszcze ofiary tamtych czasów. Prawda nas wyzwoli! Książka nie jest prawdziwym dokumentem.

podpisano: O. Hieronim Warachim Zakon Kapucynów, Sędziszów Młp., dnia 2 stycznia 2010 roku

Artykuł współfinansowany przez Fundacje KGHM Polska Miedź

Czytaj: „Tu poległo 900 żołnierzy Wojska Polskiego” – Pamiętajcie o jeszcze jednym cmentarzu wojennym we Lwowie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ